wtorek, 24 listopada 2009

Tangerue - Doin your own thing (1979)


Kanada - kojarzy się na dzień dzisiejszy chyba tylko z Celine Dion,liściem klonowym,hokejem i z tym że jest nad Stanami Zjednoczonymi.I nie wiem czy wynika to mojej ignorancji, ale raczej te rzeczy wymieniłbym na pierwszy rzut.

I kto by pomyślał że 30 lat temu Kanadam disciem stała dość mocno.Gino Soccio,France Jolli,The Raes ,Pat DeSario(Bombers,Bob-a-rela)Duncan Sisters, no i właśnie Tangerue.Lista mogłaby być dłuższa ,jednak skupiłem się na klasykach.

Po pierwszym usłyszeniu Doin your own thing ,od razu usłyszałem podobieństwo z France Joli..I nie myliłem się - za sekcje perkusyjna odpowiadał Miguel Fuentes - człowiek odpowiedzialny za jedna z moich ulubionych płyt - France Joli - France Joli(1979).Jakby tego było mało,słyszymy tu smyczki ekipy z The Ultimate Players - specjalistów od eurodiscowych brzmień i suit.Jak to wszystko razem brzmi?Fantastycznie.Ten 4 kawałkow LP(po raz kolejny sprawdza się moja teoria o tym,że 4 numerowy disco LP zazwyczaj nie jest słaby i jest to jedna z niewielu recept na sukces.

Projekt Tangerue wydał 2 płyt - druga jest już gorsza,(Strange Affair 1980) ,chociaż zawiera dość sympatyczny numer Don't stop the music,kiedyś do sprawdzenia na youtube,więc pewnie jest nadal.Tymczasem,kanadyjczycy w naparciu - Doin your own thing


Tangerue - Doin your own thing (1979)

Disco zwycięży.

P.S 2.39 - 3.08 = Disco heaven.




piątek, 23 października 2009

Romance - Tower of love (1979)


Pierwszy raz usłyszałem ten numer w secie Toma Savarese.Oryginalnym secie z 1980 roku notabene.Męczyłem go wtedy długo ale potem jakoś kompletnie wypadł z mojej playlisty.

Ostatnio jednak ,przy okazji pisania posta o Patti Brooks,przypomniałem sobie właśnie o tym wynalazku - Kolejnym albumie Simona Soussaina.
Korzystając z dobrodziejstwa internetu oraz mp3,sprawiłem sobie w szybkim tempie cały album,którego jakimś cudem nie miałem.Cóż mogę rzecz o albumie ?No album jest generalnie taki,że "Tower of love" to jedyny numer ,który mam odwagę Wam tu przedstawić.Bo o ile jeden cheesowy numer z piskliwym wokalem, (ale fajnymi smyczkami) jest do zniesienia,to cała taka płyta już nie.Słaba jest i tyle.Kolekcjonersko jak najbardziej,artystycznie już mniej bardziej.

Chociaż produkcyjnie nie jest zła i ma swoje momenty,to wokal odrzuca skutecznie.Co nie zmienia fakt,że "Tower of love" mi się (sam do końca nie wiem czemu) podoba,i dlatego właśnie go wrzuciłem.


Romance - Tower of love (1979)


Disco zwycięży.

P.S Ta płyta wydana w instrumentalu,byłaby jakieś 5 razy lepsza,vide utwór "Glad I met you"

czwartek, 22 października 2009

Pattie Brooks - After Dark (1978)


Dziś klasycznie,hitowo a na dokładkę trochę historii.

Utwór znany pewnie wielu osobom,pojawił się na rożnie ocenianej ścieżce dźwiękowej do filmu "Thank god its friday".Scieżce,która mimo że rewelacyjna nie jest,zawiera parę smaczków.M.in tytułowy utwór w wykonaniu Love and Kisses czy też Marathon - I wanna Dance.No i oczywiście Pattie Brooks.

Pattie nagrała cztery płyty ,nakładem Casablanki.którym nie można nic raczej zarzucić absolutnie.Mix disco,popu,soul i klasycznego balladowe r&b.Nie można nic zarzucić,ale też kamieniami milowymi nie były.Nie będe się wielce rozpisywał o płycie "Our Ms. Brooks" ,z której to właśnie pochodzi "After Dark".Nie będe też robił typowej blogspotowej masówki i wrzucał całej płyty -mocno zainteresowani i tak znajdą.Ciekawszą sprawą,związaną z tym numerem jest osoba producenta - Simona Soussaina.

O Simon Soussainie pisałem już chyba wielokrotnie.Bardzo charakterystyczny producent spod którego ręki wyszły takie rzeczy jak Arpeggio(np.Love and Desire) French Kiss(np.Panic) ,Shalamar,Pattie Brooks właśnie,oraz kilku innych mniej znaczących,dla dokładniejszych informacji polecam discogsa.Producent na tyle płodny,co kontrowersyjny w muzycznym środowisku.Wywodzący się z tradycji northern soulowych,dośc zamożny(prowadził własną firme odzieżową) ,posądzany był często o tzw. ripoff czyli w wolnym ,bardzo swobodnym tłumaczeniu - złodziejstwo muzyczne.Często właśnie z Northern Soulowych mało znanych otworów,o których to Pan Simon miał niesamowitą wiedzę. Niewielu myślę to wie,ale właśnie linie melodyczna i refren "After Dark" Pattie Brooks,Simon miał "ukraść z nagrania Shawna Robinson - My Dear Heart(1968).Ten kawałek możecie odsłuchać tutaj - Shawn Robinson - My Dear Heart.Ustalono niby że to oficjalnie cover,ale raz - mało kto o tym wiedział,a dwa - zarzucono Simonowi pójście na łatwiznę i zrobienie hitu z mało znanego utwóru (co notabene dzisiaj byłoby co najmniej śmieszne bo przecież 90% dzisiejszej ,popularnej "muzyki" to właśnie perfidny sampling/covery/złodziejstwo - jak zwał tak zwał).Jeżeli dobrze poszukacie,tych histori jest wiele.Obraz Simona jako bogatego playboya z tendencją do oszustw i różnych innych machlojek wydaję się nad wyraz ciekawy..Wielokrotnie czytałem też o jego kolekcjach Northern Soulowych 7" ,wartych kilka,kilkanaście tysięcy dolarów,które to często miał z dziwnych i średnio legalnych źródeł(Jest on podobno właścicielem osławionego siedmiocalowego singla Frank Wilson - Do I love you , którego z 3 kopii pozostałych na rynku,jedna została sprzedana za 37 tysięcy dolarów !).Dziś ,rzesza jego przeciwników jest całkiem spora ,a na dodatek ,nikt od wielu lat nie wie, gdzie sam Simon jest.Ile w tym wszystkim prawdy?Sam już nie wiem tego ja.

Mimo to,przez najbliższe kilka postów ,mam zamiar kontynuować dokonania producenckie tego właśnie Pana,i wtedy sami ocenicie czy Wam się ten styl podoba,czy raczej uważacie że stopień cheesu przewyższa Wasze zdolności akceptacji.Na dzień dzisiejszy ,chyba najbardziej znana produkcja Soussaina - Patti Brooks - After Dark.

Pattie Brooks - After Dark (1978)

Disco zwycięży.

P.S Pozdrawiam serdecznie wszystkich ,którzy przebrnęli przez te moje, dość przydługie wypociny.

poniedziałek, 19 października 2009

Yvonne Gage - Garden of Eve (1981)

Kolejna miła rzecz z 1981.Klasyczne boogie bez żadnych wynalazków.Wciąż aktywna na scenie artyska raczej R&B/soul,wydała nakładem Atlanticu ten właśnie singiel.Na stronie B singla ,downtempowy numer Tonight( I wanna love you) ,można sprawdzić,ale raczej klasyczny zamulacz.Poźniejsze rzeczy,to typowe 80's r&b ,tak więc - jak kto lubi.

P.S Ciekawostką jest,że często w internecie,utwór ten ,widnieje pod nazwą GARDEN OF EDEN - co jest oczywisćie błedem.

Yvonne Gage - Garden of Eve (1981)

Disco zwycięży.

wtorek, 8 września 2009

Gayle Adams - Love Fever (1981)


Jakbym się uparł,to mógłbym oprzeć swojego bloga praktycznie wszystko co wychodziło w Prelude.Jest tego mnóstwo i co nowego znajdę = killer.Bez wątpienia ,jeżeli chodzi o lata 1977-1983 ,Prelude jest w Top 3 jeżeli chodzi o moje ulubione wytwórnie,ale chyba już to pisałem.

Przy doborze numerów Gayle Adams,wybór nie jest specjalnie trudny.
Pani nagrała w Preludzie 2
płyty - "Gayle Adams" w 1980 i "Love Fever" w 1981.Z tego co wiem ,później coś tam nagrywała ale lata świetności miała już za sobą.Jakie są te albumy?Trudno powiedzieć.Najlepiej chyba będzie napisać ,że przyzwoite.Szału nie robią,ale posłuchać można i czasem nawet miło.W moim subiektywnym odczuciu,album "Love Fever" ,z którego to właśnie usłyszycie tytułowy utwór (notabene największy jej sukces) jest lepszy niż jej debiut..ale życze Wam obyście mieli okazję ocenić to sami - oczywiście z oryginalnych wydań na Prelude.Lepiej mieć,niż nie mieć.

Gayle Adams - Love Fever (1981)

Disco zwycięży

niedziela, 6 września 2009

Patrice Rushen - Haven't You Heard (1978)


Czasem ciężko wybrać jeden kawałek z obfitej dyskografii artysty.Szczeście w nieszczęściu,w disco zazwyczaj takiego problemu nie ma,bo większość największych bangerów to one-hit-wondery.Ale zawsze pozostaje jakieś 10 % artystów przy których to trzeba się długo zastanawiać bo by wrzucić.A tu mamy nawet artystkę.

Wokalistka,multinstrumentalistka,tekściarka...od najmłodszy lat związana z jazzem,gładko przeszła przez disco ere ,produkując i grająca na większości instrumentów na płycie "Patrice" z 1978 roku ,z której to właśnie pochodzi "Haven't you heard".Warto zatrzymać się przy tej płycie dłużej bo to kawałek dobrego discosoul grania/śpiewania.

Mimo iż chyba najbardziej znanym jej numerem jest "Forget me nots" rozsławiony przez Willa Smitha przy "Man in black",to jest wiele numerów które w wolnym czasie warto wysłuchać ,np.Music of the earth,you remind me ,Didn't you know czy też Where is the love.Na pewno słuchając wszystkich z nich,poznacie nowsze dzieła oparte na tych pięknych samplach..

Co ciekawe,Patricie jest nadal bardzo aktywna,jako Pani profesor,muzyk z np.Waynem Shorterem czy też dyrektor trasy Janet Jackson..Tak więc - krzywdy nie ma.

Patrice Rushen - Haven't You Heard (1978)

Disco zwycięży.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Garçons - French Boy (Part 1) (1979)


Jak już zapewne kiedyś pisałem ,nie pałam wielką miłością do języka francuskiego,a co więcej ,raczej wielką niechęcią.Toteż wszelakie produkcje w tym języku ,wywołują u mnie dreszcze,i to bynajmniej nie są pozytywne dreszcze emocji.Dlatego ,za każdy razem kiedy podoba mi się kawałek w owym języku uznaje to za święto.A że ostatni okres obfituje u mnie w muzyczne niespodzianki i nawał bardzo dziwnych starych rzeczy,tak więc pora na ten wynalazek.

Wpadło mi to w ręce zupełnie przypadkiem.Nieznany mi wcześniej (komuś w ogóle znany ?)pięcioosobowy zespól z Francji,pięciu kolesi,jedna płyta,kilka lat później jeszcze jakiś marny singiel - sytuacja znana w tamtych i naszych czasach bardzo dobrze,onehitwonder to malo powiedziane.Sama płyta "Divorce" z 1979 jest płyta słabą i nie ma co tracić na nią czasu,Numer który usłyszycie poniżej ,jest jego jedyna(choć dyskusyjną) perełką.Zamieściłem wersję płytową,i krótszą bardziej przyswajalnąa ,dla nieprzystosowanego do dziwnych dzwięków ucha 3 minutową.Jeżeli o mnie chodzi to wokalu tutaj mogłoby nie być w ogóle.Ale podejrzewam że wersja instrumentalna nie istnieje,toteż wyjścia specjalnie innego nie ma.Warto przesłuchać jako ciekawostke,jako dowód że jednak oprócz Cerrone,Francja dokładała czasem do disco swoją cześć układanki.Polecam od 1:30 do mniej więcej 2:10 zwłaszcza.

Garçons - French Boy (Part 1)(short version)(1979)
Garçons - French Boy (Part 1)(album version)(1979)

Disco zwycięży.


P.S Jeden z członków Garcons,niejaki Patrick Vidal,jest podobny jakiś wziętym ochach djem obsługującym pokazy mody i inne chałturki..ot taka nic nie znacząca ciekawostka.

piątek, 21 sierpnia 2009

Donna Summer -Now I Need You & Working The Midnight Shift & Queen For A Day (1977)


Jak każdy człowiek ,mam kilka znienawidzonych pytań.Typu: "Jakiej muzyki słuchasz?" "Nagraj mi jakąś muzykę..!" - "Jaką?" "NO JAKĄŚ FAJNĄ!!!",oraz..."Jaki jest Twój ulubiony numer Donny Summer"...To jedno z tych pytań na które nie mam odpowiedzi.Jednak przyparty do muru ,wymieniłbym chyba trzy numery - 2 z nich usłyszycie poniżej,jeden mieliście już okazje słyszeć na moim blogu (Spring affair).

Tylko dlaczego, piszę, że usłyszycie dwa,a wrzucam trzy?No to jest już trochę dłuższa historia.Na początku ,miałem wrzucić tylko Now i need you,bo to chyba mój faworyt.Potem stwierdziłem, że wraz z Working The Midnight Shift tworzą naturalny ciąg muzycznych zdarzeń...Po kilku przesłuchaniach ,zdecydowałem się dodać jeszcze Queen for a day,i to zakończyłoby stronę B ,2płytowej płyty "Once upon a time" wydanej w 1977 roku.Płyty którą ktoś bardzo trafnie określił:

"An all-round good disco LP with some sort of modern-day Cinderella theme."

Ta dwupłytowa muzyczna wybuchowa instrumentalno-wokalna kolaboracja Donny Summer,Giorgio Morodera i Pete'a Bellote ,to moim skromnym zdaniem jedna z lepszych płyt.w dość obfitej(co normalne często w tamtych czasach) dyskografii królowej disco.Oczywiście na miejscu są tutaj argumenty ,że za długa,że kiczowata ,że przaśna...W 2009 roku może.Nie możemy dyskutować jednak o muzyce z tamtego okresu ,poprzez pryzmat naszych teraźniejszych poglądów ,trendów i gustów.Cała magia polega na zrozumieniu i wczuciu się w obecność w 1977 roku ,wtedy ta płyta wyda Wam się cudowna.Swoją droga,ciekawi mnie kiedy ostatnio wydał ktoś 2 płytowy album opowiadający jakaś spójną historie..Chociażby jednopłytowy.Jakieś typy?Może gdybym bardziej zagłębiał się w teraźniejszy przemysł muzyczny ,przyszłoby mi coś na myśl,ale w chwili obecnej - pustka.Nie wiem czy takich płyt się już nie robi ,czy ten koncept upadł, czy też wtedy nawet był fenomenem.Bo z tego co pamiętam, takie płyty nagrywał chociażby Pink Floyd,Budgie i kilka innych grup progresywnego czy też klasycznego rocka.Fenomen epoki czy przypadek?Naprawdę nie wiem.

Zostawiając w tyle te przemyślenia,pozostaje nam się skupić na stronie B ,pierwszej płyty albumu "Once upon a time".Strony na której to właśnie jak chyba nigdzie indziej ,duet Moroder&Bellotte dał sobie upust.Poszedł na całość z elektroniką której,nie oszukujmy się,ale w takiej postaci w muzyce disco można było szukać tylko i wyłącznie w Europie.Ewentualne przypadki producentów zza wielkiej wody są szczątkowe,ale chętnie wysłucham Waszych typów w tej kwestii.Te 3 numery to jedne z wielu (niestety) które chciałbym mieć w wersji instrumentalnej a to raczej średnio możliwe..Całe szczęście szepczące momentami i ekspresyjne wokale Donny nie działają na mnie bynajmniej jak płachta na byka,a wręcz przeciwnie.Nie wyobrażam sobie tutaj absolutnie nikogo innego.Jeżeli chodzi o poniższe 3 numery..W mojej prywatnej klasyfikacji stawiam Now i need you i Working The midnight shift na równi na podium.Queen for a day raczej niżej,bo jest już dośc a nawet bardzo cheesowy..ale jest integralną częscią drugiej strony płyty Donny ,i bez niego ten post nie powinien istnieć.Toteż prezentuję Wam tę trójce.Mam nadzieję że podzielicie moje zdanie i gusta.

Donna Summer -Now I Need You (1977)

Donna Summer - Working The Midnight Shift (1977)

Donna Summer - Queen for a day (1977)

Disco zwycięży.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Gregg Diamond & Bionic Boogie - Tiger Tiger (Feel Good For A While) (1979)


Dawno nie pisałem,wiem.Kupiłem za to dużo płyt,dużo tez mi niestety przeszło koło nosa,miejmy nadzieję że wpadły w dobre ręce.Z mniej miłych rzeczy - padł mi wzmacniacz,nie wiem - NIE DZIAŁA.I jakoś od dluzszego czasu nie moge sie zabrac do zaniesienia go do jakiegos magik,a co za tym idzie ,egzystuje ostatnimi czasy na słuchawkach i bez gramofonu.A co za tym idzie dalej,30 płyt stoi i sie kurzy jeszcze nie przesłuchanych.Fajnie?Średnio,ale co robić ,życie.Dobrze że moge skorzystać chwilowo z dobrodziejstwa mp3,i to pewnie przez parę najbliższych postów.No chyba że udam się ze wzmaczniaczem we właściwym kierunku w najbliższym czasie,ale znając mnie - wątpie.

Do rzeczy.Zarówno Gregg Diamond w solowych projektach jak i Bionic Boogie pojawiali się już kilkukrotnie w moim blogu.Czasem jako osobny post a czasem w składance.Trudno się dziwić,bo świętej pamięci (zm.1999 rok) Gregg to jedna z bardziej płodnych i utalentowanych osób w tym biznesie.Zaczynając od Hot Butterfly(który w sumie nie jest numerem wybitnym,ale osiągnął spory sukces) przez własnie Bionic Boogie (chyba mój faworyt w tej wymieniance) a kończąc na jego największym sukcesie czyli napisaniu More,more,more dla Andrea True Connection.Jak wielu producentów/teksciarzy z tamtej epoki,jest dość rozpoznawalny (vide Jacques Fred Petrus czy duo Rinder&Lewis) co akurat jest bardzo dużym plusem,bo większość numerów jest po prostu dobra,i tyle.

Prezentowany poniżej Tiger Tiger,pochodzi z płyty o tym samym tytule wydanej w 1979 roku.Płyta dośc sympatyczna chociaż raczej nierówna i mało hitowa.Tiger Tiger to zdecydowanie najlepszy numer na płycie,dlatego nie będe zaśmiecał Waszych dysków resztą.Nawiąże tutaj do próśb o wrzucanie całych płyt - Jak już kiedyś pisałem ,CAŁYCH dobrych płyt disco tyle co kot napłakał.I często,bardzo często jedyne numery które da się słuchać to single..reszta jest po prostu bardzo średnia.Dlatego właśnie nie mam zamiaru robić masówki ,selekcja jest tutaj jak najbardziej potrzebna.Z własnego doświadczenia wiem ,że takie całe pościągane na potęge płyty zalegają tylko potem gdzieś w otchłani dysków twardych ,często nawet nie przesłuchane od początku do końca.Taka jest moja koncepcja,a jak wiadomo ,od koncepcji jestem tutaj ja.Trochę się rozpisałem,zatem dosyć już tego i zapraszam do odsłuchu.


Gregg Diamond & Bionic Boogie - Tiger Tiger (Feel Good For A While) (1979)

Disco zwycięży.

sobota, 13 czerwca 2009

Bill Brandon - We fell in love while dancing (1977)


Kiedy pierwszy raz usłyszałem "We fell in love while dancing" ,pierwsze co przyszło mi na myśl to "The more i get the more i want" w wykonaniu Lorraine Johnson(do posłuchania troche postów wstecz).I w sumie nie zdziwiłem się kiedy okazało się że nie dosyć iż to dzieło duetu Dillard&Boyce (Wielokrotnie tutaj wspominanych - Frisky, Constellation Orchestra,Saturday Night Band) to na dodatek wydane na jednym singlu w 1977 roku.

Poza wydaniem na 12tce,utwór znalazł się na na jedynej płycie Billa Brandona,której okładke widzicie powyżej ,czyli "Bill Brandon" z 1977 roku.
O samym Billu powiedzieć wiele nie można,jeden z wielu soulowych artystów ,spiewających raczej w chórkach czy jako drugie głosy.Typowy przykład one-hit-wondera.Co ciekawe,płyta mimo tego że raczej średnio znana,doczekała się w 2005 roku reedycji..w Japonii(gdyby wszędzie płyty były tak wydawane jak w Japonii,świat byłby zdecydowanie lepszy)

Miły ,wpadający w ucho i na pewno nie męczący numer,warto dodać do playlisty.

Bill Brandon - We fell in love while dancing (1977)

Disco zwycięży.

piątek, 22 maja 2009

Black Ivory - Mainline (1979)


Są takie utwory ,które zarówno teraźniejsi. jak i Ci dj'e z "epoki" upodobali sobie szczególnie.Każdy kto posłuchał trochę disco mixów ,zarówno tych nowszych jak i z lat 70tych i nawet 80tych,zna imprezowe wszędobylskie szlagiery.I nie da się ukryć .że w wielu z tych szlagierów,maczał palce Leroy Burgess.Człowiek orkiestra ,o którym miałem okazje pisać na tym blogu chyba niejednokrotnie.Nie będe się powtarzał,toteż więcej o Leroyu przeczytacie np.tutaj

http://en.wikipedia.org/wiki/Leroy_Burgess

Black Ivory ,to tak naprawdę jednak nie typowa grupa disco,a grupa soulowo r&b której udało się zaliczyć pare hitów w disco erze.Jednak na tych paru hitach ich disco kariera się zakończyła,nie dali rady gładko przejść z soulowych przyśpiewek do bardziej tanecznych rytmów..co do dziś mnie dziwi.Zostawili nam jednak Mainline.


Świetny,pochodzący z niezłej płyt Hangin' Heavy ,bardzo klasyczny numer który to Burgess razem z Patrickiem Adamsem stworzył zaraz przed zakończeniem współpracy z Black Ivory.Wielokrotnie samplowany(np.Phunky Data - Hard night) zarówno muzycznie jak i tekstowo,bo słowa "nothing is the same.." pojawiają się bardzo często.
Jeden z tych numerów które nigdy się nie nudzą i zawsze porywają do tańca.Przed Wami,Black Ivory - Mainline.

Black Ivory - Mainline (1979)

Disco zwycięży.

poniedziałek, 18 maja 2009

Karen Young - Deetour (1982)


Bycie one-hit-wonderowym artystą ma swoje plusy i minusy.Z jednej strony,mogą mówić. że co to za artysta który nagrywa jeden hitowy numer i koniec.Z drugiej jednak strony ,lepiej czasem nagrać jeden a dobry,niż przez kolejne 10,20,30 lat odcinać kupony na gównie.Tak więc,trzeba przejść z ilości w jakość,i to jakość ze znakiem Q.I chodzi jeszcze o t.o żeby te plusy nie przesłoniły Wam minusów..

Ta przesycona cytatami dygresyjka. jest krótkim wstępem do przedstawienia Wam numeru artystki,która jest właśnie uważana za jedną z takich one-hit-wonderówek.Niby słusznie,bo jej Hot Shot z 1978 znają prawie wszyscy - i na tym byśmy zakończyli.

I w sumie kto by przypuszczał. że w 1982 Karen wyda takie coś?Nikt.Przyznam. że nigdy chyba nawet sam nie interesowałem się jej dyskografią,Hot Shot średnio kocham ,toteż nie drążyłem.Ale potęga internetu jest wielka i dotarłem kiedyś do tego...Deetour jest jednym z moich ulubionych synthpopowo boogie podobnych numerów z 1982,a może nawet z całych lat 80tych.Niby trwa ponad 7 minut ,ale za każdym razem słucham go od początku do końca,nawet po kilka razy(co generalnie zdarza mi się bardzo rzadko).I do tańca i do auta i w ogóle bardzo DO.Mam nadzieję ,że od tego momentu świętej pamięci Karen Young (1951-1991) będziecie kojarzyć nie tylko z Hot Shot.A nawet mam nadzieję że bardziej z tego.


Karen Young - Deetour (1982)

Disco zwycięży.

piątek, 27 marca 2009

The Ritchie Family - Bad Reputation LP (1979)


Nie mam pojęcia jak zacząc ten post.Ritchie Family to tak pogmatwany i dziwny epizod muzyczny ,że trudno zachować jakikolwiek ład i skład w jego ewentualnym opisie.Nie wiem czy ktoś kiedykolwiek przesłuchał sumiennie wszystkie płyty.Ja szczerze powiedziawszy - NIE.Bo większość się do takowej czynności nie nadaje.Jednak pośród wielu płyt,znajdzie sie zawsze jedna dobra pozycja.I taką niewątpliwie jest Bad Reputation.

Ritchie Familly to typowy zespół którego dorobek możnaby zgrabnie zamknąć na 2 płytowy greatest hits.I moim skromnym zdaniem mimo dziesiątek utwórów,kilku czy nawet kilkunastu płyt i zmieniającego się kilka razy składu,ta płyta jest najlepsza.Na pewno najrówniejsza i najmniej niesłuchalna.I mimo że it's a man world nie jest raczej arcydziełem i to zdecydowanie najgorszy utwór na LP,to płyta się broni.Put your feet to the beet ma przyjemny klaskany bit i świetne trąbki,a Bad Reputation jest jak dla mnie super bangerem.Mimo zrażenie do Ritchie Familly,na pewno warto sprawdzić.Ten jak i również I'll do my best z 1982 ,wyprodukowaną między innymi przez geni Jacques Fred Petrusa(Change,Peter Jacques Band) co zresztą na płycie bardzo słychać.I dobrze.


The Ritchie Family - Bad Reputation LP (1979)

Disco zwycięży.

P.S Wiem,dawno mnie nie było.

piątek, 20 marca 2009

Osses Sound - Rare Disco Gems Vol.4(2009)

Mam niewątpliwą przyjemność zaprezentować Wam kolejną część moich składanek.I może tytuł trochę na wyrost,ale nie chciałem nadawać kolejnej nazwy.Starałem się nie ograniczać do konkretnego stylu(byłoby to notabene trudne) i dlatego może Wam się wydawać ze powstał lekki misz-masz,ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.Są klasyczne disco funki,jest disco cover standardu jazzowego,discorckowy Mother's Finest ,jest i świetny i raczej średnio znany euro makaron Georga Busseya a na koniec to co najbardziej lubimy czyli disco kokaina od Montany.Mam nadzieję że ta kompilacja spodoba się chociaż kilku osobom,a u paru zagości na repeacie.To tyle.

Disco zwycięży.

Osses sound - Rare Disco Gems Vol.4
==========================================
1.Gregg Diamond - Hold Back 5.01
2.Duncan Sisters - Outside love 7.02
3.Pearly Gates - Fandango Dancing 4.17
4.Mother's Finest - Dis Go Dis Way,Dis Go Dat Way 6.42
5.George Bussey Experience - Disco Extravaganza 13.35
6.Charlie Calello orchestra - Moonlight serenade 6.57
7.Debbie Jacobs - Hot hot 6.51
8.Festival - Rainbow High (excerpt) 3.00
9.Fern Kinney - Under Fire 4.07
10.Vincent Montana Jr.presents Goody Goody - Super Jock 6.28

Total: 64.01

==========================================

Osses Sound - Rare Disco Gems Vol.4(2009)

osses@onet.eu
www.king-of-disco.blogspot.com
www.myspace.com/osses

czwartek, 5 marca 2009

Preludance - Dance Music Vol.1 (1981)


Nie lubię składanek.Inaczej,nie lubie składanek z disco,bo generalnie 80% z nich to NRDowskie wytwóry z wątpliwej jakości hitami.Pełno tych niemieckich "discohitowych"składanek zalega na allegro,w antykwariatach i bóg wie gdzie jeszcze.Ja ich generalnie nie tykam.Jednak kiedy taka składanka na okładce znaczek T.K disco lub też Prelude,to nie ma co się zastanawiać.Zwłaszcza gdy jest zmiksowana.I to na Derby.

Ostatnią taką płytą która kupiłem,był italo/disco/boogie mix Marco Trianiego,Full time winter.Który miałem już okazję Wam tu wrzucać.Ten jest inny.Bardziej hitowy i w całości bez nudy(Triani miał jeden słaby punkt).

Prelude to bezblędna wytwórnia.Chyba nie spotkałem sie jeszcze ze słabymi wykonawcami,może średnimi,ale na pewno nie słabymi.Tutaj są Ci,którzy byli daleko od słabych.Bardzo.Poza tym,wydało to na licensji Derby,a Derby jak pewnie niektórzy z Was wiedzą wydawało dużo dobrych rzeczy z disco/italo/boogie.Np.Oryginalna Cela wyszła na Derby(I'm in love).Nie do zapłacenia.

Podczas tych 2 kilunastominutowych minimixów usłyszycie wszystko co w Preludzie najlepsze.Nie będe wymieniał,rozpisze Wam po prostu tracklist:

A1 France Joli Gonna Get Over You (5:09)
A2 Empress Dyin' To Be Dancin' (4:23)
A3 Sharon Redd Can You Handle It (6:05)
A4 Hi Gloss I'm Totally Yours (4:00)
A5 Bobby Thurston Is Something Wrong With You (4:20)


B1 Unlimited Touch Searching To Find The One (3:15)
B2 Hi Gloss It's Up To You (3:50)
B3 Strikers, The Body Music (5:43)
B4 Musique In The Bush (5:25)
B5 Musique Keep On Jumpin' (5:55)

Same sztosy.Żadnego słabego numeru,i jakby tego było mało niektóre w nowych remixach np.Sharon Redd,brzmi extra.Zgrałem w 320kb/s,mam nadzieję że Wam starczy.

To jest Vol.1.Mam nadzieję że uda mi się kiedyś zakupić Vol.2.Co ciekawe,kupiłem drugą taką składankę o tym samym tytule.I też jest Preludance,też Vol.1.Jednak numery inne.Także tamta następnym razem.

Miłego słuchania.Mam nadzieję że spodoba Wam się równie jak Marco Triani.

Disco zwycięży.

Preludance - Dance Music Vol.1

Preludance - Dance Music Vol.1 Side B

P.s Polecam wszystkim doskonały mi Eltrona Johna ,tutaj możecie sciągnać.Eltron rządzi!Polecam też przeczytać sobie wywiad

www.thelastbeat.com/archives/beatcast-5-eltron-john-adventures-in-funk

P.S Odswieżyłem też link do Polish Disco,bo tamten padł ostatnio,ale miał prawo po ponad 2 latach.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Dianne Marie - I've Been Waiting Too Long (1982)


No niestety,zjawisko sesji w połączeniu z paroma innymi rzeczami,znów opóźniło działanie bloga.Ale na wszystko chyba przyjdzie czas.

Nowa składanka jest już praktycznie gotowa,i gdyby nie fakt że mam igłę to wymiany i muszę chyba wyczyścić porządnie płyty,już dawno bym wszystko zgrał,ale zrobię to w tym miesiącu na 100%.

Klasyk z preluda.W dzisiejszych czasach takie pojęcie chyba już nie istnieje.Mam na myśli fakt,iż dziś już wytwórnia nie świadczy o jakośći.Oczywiście zdarzają się wyjątki,typu DFA, aczkolwiek sama nalepka wytwórnia , nie daje już takiego złota jak kiedyś.W ciemno brać nie można.A kiedyś było inaczej , teraz jest inaczej - cytując klasyka.

Przed Wami właśnie jeden z takich numerów - KLASYK w pełnym tego słowa znaczeniu.One-hit-wonder, owszem ,ale za to jaki.Doskonałe boogie z 1982,moja fascynacja takim brzmieniem jest coraz większa , toteż będa się tu pojawiać takie numery coraz częscięj.

Dianne Marie - I've Been Waiting Too Long (1982)

Disco Zwycięży

czwartek, 15 stycznia 2009

Amanda Lear - Blood and Honey (1977)

Uwielbiam Amande Lear.Serio.Ale to taka typowa kontrowersyjna gwiazda - kochasz,albo nienawidzisz.

Modelka,aktorka,kochanka,muza i do tego piosenkarka.Dziewczyna z okładki Roxy Music,kochanka Bowiego i muza Daliego.Całkiem niezła w sumie piosenkarka.I gdzieś mam czy była mężczyzną czy nie.Dietriechowska maniera wokalna pod disco produkcje to moim zdaniem jeden z bardziej oryginalnych konceptów tamtej ery.Niestety ,częsta nieznajomość całej twórczości,i ograniczanie się do "Enigmy" z reklamy Kinder Bueno dyskredytuje Amande Lear.A nagrała kilka naprawdę porządnych płyt.O ile można nie cierpieć jej głosu ,to ani o tekstach ani o stronie muzycznej( o którą to byle kto nie dbał) złego słowa powiedzieć nie można.Mam tutaj na myśli oczywiście albumy z lat 70tych,bo późniejszych to nie mam ,a nawet nie słuchałem.Utwór "Blood and Honey " pochodzi z jej pierwszej,ale chyba nie najlepszej,płyty "I am photograph" wyprodukowanej przez Anthonego Moona(Orlando Riva Sound,Charisma) i Harolda Faltermeyera(na początku Donna Summer z Moroderem ,a później w latach 80tych oczywiście Gliniarz z Beverly Hills i Top Gun).Kolejne albumy takie jak," Never trust a pretty face","Sweet revenge" czy nawet "Diamond for Breakfest" z 1980 ,też są na pewno warte sprawdzenia i na pewno znajdziecie tam numery które Wam sie podobają.

Zastanawiałem się czy wrzucić "Queen of Chinatown" czy właśnie "Blood and Honey" ,ale postawiłem jednak na ten drugi i myślę ,że to lepsze rozwiązanie.

Amanda Lear - Blood and Honey (1977)

Disco zwycięży.

niedziela, 4 stycznia 2009

Desmond Child & Rouge - Our Love Is Insane (1978)


Cieżko jest pisać o kimś takim jak Desmond Rouge.Ciężko ,bo żeby wypisać jego zasługi dla przemysłu muzycznego ,trzeba by tu napisąc kilkustronnicowy esej.Ja w sumie pójdę na łatwiznę,i odeślę Was do kilku stron:

http://www.desmondchild.com/
http://en.wikipedia.org/wiki/Desmond_Child

Fajnie?Tak wiem,95% ludzi nie znało Desmonda.Ja przyznam się szczerze,jeszcze z 2 lata temu też.Wstyd bo wstyd ,ale wszystkiego nie idzie ogarnąć,chociaż bardzo by się chciało.Jestem jednak pewien ,że gdyby słuchał regularnie rocka ,to nazwisko przewijało by się równie często co TOM MOULTON MIX na singlach.Ale dlaczego piszę właściwie o rockowym (głównie) producencie i teksciarzu który jest w Rock and Roll Hall of fame i ma za sobą pracę z największymi gwiazdami epoki ?A dlatego ,że paradoksalnie jest on odpowiedzialny za płytę Desmond Child & Rouge z roku 1978.

Dość dziwna,ciekawa rzecz.Połączenie psychodelicznego pop rocka,idącego w kierunku lat 80tych z disco brzmieniem.Cała płyta jest raczej ciężarem do przesłuchania,ale numer który Wam prezentuje wpada niesamowicie w ucho.Zwlaszcza początek.Rozumiem że nie będzie się podobał,ale akurat ja mam słabość do takich narkotycznych chórków i charakterystycznych riffów w tle.Patrząc na okładkę ,jest to płytą której na pewno nie wział bym w sklepie do ręki.No dobra,do ręki może ,ale na pewno nie do koszyka.A jednak pozory mylą,i na takiej płycie może zawsze znaleźć się taki cymes.Bądzcie czujni!


Desmond Child & Rouge - Our Love Is Insane (1978)

Disco zwycięży.


sobota, 3 stycznia 2009

Bruni Pagan - Fantasy (1979)


Tytuł który widzicie to nie jakaś pogańska siostra Carly Bruni tylko tylko artystka która wydała całkiem niezłą płyte,chociaż to dyskusyjne z tego co czytałem.Jedni zarzucają jej zbyt popową maniere i prymitywne produkcje..To troche nielogiczne bo jak nie popowa to jaka miała być..muzyka taneczna tamtego czasu była generalnie popowa."Popularna" bo grali ją na imprezach,ludzie kupowali płyty,a rock ani jazz to nie był.Oczywiście nie tak popowa jak Abba czy Bee Gees,ale niby zawsze..ja tam nie wiem,mi sie podoba,przyjemny kawałek,miło posłuchać,rewolucji nie ma ale wpada w ucho.

Bruni Pagan raczej nie zasłyneła niczym więcej,ale takie czasy.Singiel Fantasy był w sumie hitem,cała płyta mniej,mimo iż produkował ją miedzy innymi geniusz Patrick Adams(Cloud One,Universal Robot Band,Musique,Frisky...u.v.a)Bruni zaśpiewała później jeszcze na projekcie Dave'a Valentina - Loquita,rzadki numer,rzadka płyta.Słowem RARE.

Bruni Pagan - Fantasy (1979)

Disco zwyciezy.


P.S Od nowego roku zmieniam troche formule bloga .Przelozy sie to na wiecej kawalkow,mniej tekstu ktore i tak malo kto czyta:)

wtorek, 30 grudnia 2008

Osses Sound - Top 5 Disco albums (2008)

Funkoff mądry człowiek jest,toteż jego stwierdzenie iż disco było erą nie albumów a singli jest jak najbardziej trafne.Albumy jednak przecież wychodziły,tak więc musiało być coś dobrego..Ale całe dobre albumy?W całości bez żadnego słabego tracka?Wydaje się to mało możliwe biorąc pod uwage że takie płyty zdażają sie strasznie rzadko nawet teraz(ile znacie takich płyt?chętnie usłyszę).

Ja jednak,postanowiłem zrobić sam dla siebie taki mały Top 5.Oto i on.

0.Love and Kisses (Alec.R Costandinos) - Romeo & Juliet (1978)



Nie wiem czy zaczynanie listy Top 5 od zera jest poprawnie matematycznie,z matmy zawsze byłem kretynem.A na disco się trochę(mało,mało...) znam i wiem że ten album jest czymś ponad miejsce pierwsze.Dla mnie czymś ponad wszystkie inne po prostu.Nie umiem napisać jaki jest ten album bo mam wrażenie że każde słowo ujmowałoby mu.Nie ma chyba albumu którego słuchałbym więcej razy.Czasem mam wrażenie że słuchałem go najwięcej na świecie.Costandinos postanowił przenieść klasyczną tragedię Szekspira w w disco szał.W dwóch częsciach,a własciwie w czterech aktach.Znam chyba każdą linijke tekstu na pamięc i obudzony o 5 ranowyrecytował bym ten tekst.Pewnie pomyślicie - zaraz zaraz,Szekspir w rytmach disco - to pachnie tandetą i czizem.Może.Dla niektórych,wielu.Ale fakt że to album koncepcyjny ,pierwszy w swojej dziedzinie,pozwala mu to wybaczyć(oczywiście tym którzy tak sądza..ja nic nie musze mu wybaczać).Do teraz nie mogę uwierzyć że kupiłem go za 9.99........za 199.99 pewnie też bym kupił.Bo to rzecz bezcenna."The Most Excellent and Lamentable Tragedie of Romeo and Juliet..."
The most excellent disco LP.

1.Change - The Glow of love (1980)



Ideał.Płyta absolutnie bez żadnego słabego numeru.Sześć niesamowitych numerów który każdy jest klasą samą w sobie.Zaczynając od bujającego Lover's Holiday,poprzez A girl's affair z niemożliwym do pomylenia basem,dostajemy porcje niesamowitych dzwięków i wokali a dalej jest już tylko lepiej.Cieżko mi wybrać ulubiony utwór z ulubionej płyty,na której teoretycznie wszystkie są ulubione.Ale jeżeli miałbym to zrobić z nożem przy szyji byłby to chyba Angel in th pocket.Nie jestem w stanie powiedzieć ile razy słuchałem w życiu tego numeru.Tytułowy numer to klasyczne boogie z Lutherem Vandrossem na wokalu(Ś.P),wielokrotnie samplowane ,chyba najlepiej znane dzięki Janet Jackson i jej All for you.Przy searching zwalniamy troche wsłuchując się w Luthera Vandrossa któremu śpiewanie przychodzi łatwo jak oddychanie,by przejść później do niesamowitego klasyku earlyitalo The End,w którym to do dzisiaj nie rozponaje niektórych intrumentów.. Jeżeli ktoś powie mi kiedyś prosto w oczy że ta płyta jest SŁABA,skończy jak ofiary Nickiego Santoro w Kasynie Scorcese.Numer jeden.

2.Amant - Amant (1978)


Tak naprawdę,tutaj zaczynają sie schody bo pozostałe płyty są już równie dobre.Jednak na drugim miejscu podium postawiłem Amanta .Płyta z dwoma kilkunastominutowymi kawałkami jest przeze mnie katowana na każdym możliwymy kroku.Który jest lepszy ,If there's love czy Hazy Shades of love?Nie wiem.I nigdy tego nie ocenie.Te bliźniacze pozornie numery mają w sobie taką moc że nie można wyłonić numeru 1.Szkoda że Ray Martinez,który był producentem
Amanta,nie poszedł dalej w tym kierunku i nie nagrał więcej tak genialnych rzeczy.Ale chwalmy go za ten krążek.

3.Cerrone - III(Supernature)(1978)


Miejsce trzecie i trzecia płyta mistrza.Równie dobrze mogłaby być na drugim ale..uznałem że jej nazwa ładniej pasuje do miejsca,ot taki absurdalny argument.Oficjalnie przedstawiam tutaj swoje stanowisko które głośi iż strona B tej płyty czyli numery - Give me love,love is here oraz love is the answer nagrane w nieprzerwanym miksie ,jest najlepszym w historii muzyki disco tematem parkietowym.15 minut roztańczonej ekstaty przy której można puścić płytę,skoczyć na kebab do pobliskiego baru mając pewność że parkiet jest pełen.Zastanawiacie sie pewnie dlaczego jednak nie drugie miejsce albo nawet pierwsze?Mianowicie uważam iż In the smoke ,ze strony A,mimo iż jest miłym numerem nie pasuje troche do klimatu płyty..I za to wymuszony minus.Sorry Cerrone.

3.Don Ray - Garden of love (1978)


Człowiek cień.Tak naprawdę gdyby nie on,kilka płyt z tej listy nie istniałaby..Nie wiadomo w ogóle czy Cerrone czy Costandinos nagraliby takie klasyki jak to zrobili.Malutki napis na każdej z tych płyt "Arranged by Don Ray" zmienia tak wiele.Czytając coś takiego na płycie możemy być pewnie - świetna płyta.I to właśnie ten człowiek cień,Edmunt Dantes disco bizensu wydał album który znalazł się u mnie na miejscu czwartym.Pomyślicie,co to za miejsce?Czemu nie wyżej?Sam nie wiem czemu..Chyba troche za karę.Za karę że nie kontynuował solowych nagrań,bo przy słuchanie Garden of Desire człowiek chce więcej i więcej..A więcej nie było i już raczej nie będzie.Szkoda.Kurde szkoda.

4.Peter Jacques Band - Fire Night Dance (1978)


Peter Jacques Band to tak naprawde change.Tylko troche inaczej.Mniej komercyjnie(oczywiscie w takim pojeciu w jakim Change byl wtedy komercyjny).Bez Luthera,i szybciej.Raczej dużo szybciej i troche ciężej zarazem.Płyta bardzo równa i spójna.Cztery numery,każdy po ponad 8 minut ale nie 9.Tempo nie schodzi generalnie poniżej 125 czyli klasyczne eurodiscowe tempo,jednak nie spodziewajcie sie tutaj Costandinosowych brzmień,jest inaczej,bardziej earlyitalo spod znaku Jacquesa Petrusa.Pierwsze trzy numery są świetne,nię będe się rozpisywał o nich jednak ostatni,Fly me with the wind brzmi jak druga,a raczej pierwsza część The End z płyty Change,z wokalami coprawda ale za to z tymi samymi świetnymi mistycznymi dzwiękami.Świetna płyta,po prostu.Miał ręke Petrus,miał.


Co ciekawe,generalnie panuje opinia że 1979 był najlepszym rokiem dla disco.Trochę się zawsze z tym zgadzałem,poniekąd.A jednak wychodzi że w moim przypadku jest to 1978..No zobacz ,zobacz.
I na dzień dzisiejszy tak to wygląda.I czuję że nie zmieni się długo.Ale mam nadzieję że usłyszę jeszcze tyle disco albumów ,że będe mógł tą listę
zmienić(patrz wyrzucić jedną płytę,bo 4 są wieczne..sami pomyślcie którą)

Disco zwycięży.

French Kiss - Panic! (1979)


Miła rzecz.To dobre określenie dla tego numeru.

Wyprodukowany przez Simon Soussan(ktory notabene zanim zajął się muzyką ,sprzedawał ciuchy) człowieka który dał nam też niezłe Arpeggio.Szybki wyklaskany numer(to chyba trzeba lubić) z piszczącą panienką na wokalu bardzo szybko wpada w ucho i włączamy REPEAT.Swoją drogą cała płyta też niezła,nie rewelacyjna ale niezła.Simon Soussan to jeden z dziesiątek producentów o ktorych generalnie nikt nie słyszał a o ich produkcjach przynajmniej kilku.Taki ludzi było mnóstwo,pozostaje szukać.Ja sam codziennie,dosłownie CODZIENNIE,znajduje informacje o producentach kompletnie z kosmosu..a po nitce do kłębka i tak się znajduje świetne numery.Miłe conajmniej często.A często tak złe że się je aż chce wykasować.


Życze Wam jak najwięcej tych pierwszych i zapraszan do słuchania ,tylko bez Panic!i.


French Kiss - Panic! (1979)


Disco zwycięży.

sobota, 13 grudnia 2008

Boule Noire - Aimer d'Amour (1978)


Szczerze,całym sercem nienawidze języka francuskiego.Nie widze w nim absolutnie nic ladnego,romatnycznego czy wyjatkowego.Mialem na studiach ta watpliwa przyjemnosc obcowania z nim,co zpotegowalo moja niechec.Nie lubie jezyka,a co za tym idzie nie lubie francuskich piosenek.A ze wyjatek potwierdza regule,obecnosc tego kawalka tutaj jest zjawiskowa.

O Georgu Thurstonie wiem niewiele.Powiem wiecej,znalem 2 plyty Boule Noir i na tym bysmy zakonczyli.Mam niestety taka przypadlosc ze LUBIE WIEDZIEC.I wlasnie dzieki niej dowiedzialem sie ze to nie byl byle grajek tylko dosc zasluzona postac kanadyjskiego(tak tak,nie francuskiego jakby to mozna bylo przypusczac) swiata muzycznego.Kilkanascie plyt,produkcja nie znanymi mi w wiekszosci tamtejszym artystom oraz liczne wyroznienia..Czlowiek sie uczy cale zycie.George odszedl od nas kilka lat temu,i jezeli wierzyc internetowi kanadyjski rynek muzyczny zareagowal dosc emocjonalnie bo to postac dla nich zasluzona niewatpliwie.

Tytulowy Aimer d'Amour to downtempowy disco numer z bardzo charakterystycznym wokalem i pieknym damskim glosem w tle(i nie tylko).W tym przypadku sprawdza sie maksyma ze ciezko mowic o muzyce,a trzeba jej posluchac.Oprocz Aimer d'amour warto sprawdzic ,bardzo co prawda popowa ,ale mila w odsluchu plyte Il Me Faut Une Femme ,ktora ma sobie cos naprawde takiego ze wraca sie do niej..nie umiem tego opisac,choc bardzo bym chcial bo intryguje mnie fakt ze podoba mi sie francuska plyta discopopowa nagrana przez czarnoskorego kanadyjczyka....

A zatem:

Boule Noire - Aimer d'Amour (1978)

Disco zwyciezy

P.S zastanawia mnie jeszcze czy tylko ja pomyslalem ze na okladce jest wielka pomarancza na pierwszy rzut oka...niewazne.

Tantra - Hills of Katmandu (1980)


Mamy disco,mamy italo.Sa numery przy ktorych ten podzial klaruje sie bardzo jasno.Czesto po samym roku mozna juz to powiedziec bez sluchania.Ale co jezeli rok jest 1980 ,disco sie jeszcze nie skonczylo calkowicie a italo sie powoli klaruje ?I tutaj umiescimy Tantre.

Celso Valli - czyli czlowiek ktory polaczyl te dwa gatunki.Gladko przeszedl z jednego w drugi,zaglebiajac sie na dodatek w nowy Hi-Nrg.Ciezko bylo chyba sie wtedy wpasowac z czym rewolucyjnym.Ale patrzac na jego produkcje takie jak doskonale Azoto ,mistyczna wlasnie Tantre czy dosc Rare poczatkow albumy Passengers slychac jak szerokie spektrum miala jego wizja.Niektorzy powiedza za to cziz,kicz czy cos niesluchalnego..Nie bede sie klocil,bo rzeczywiscie cale albumy sa dosc specyficzne,zwlaszcza z perpsektywy dzisiejszego sluchacza niektore numery moga sie takie wydac.Ale za takimi klasykami San Salvador czy Hills of Katmandu bede zawsze stal murem.Absolutne disco evergreeny i kazdy zainteresowany ta muzyka(ilu takich ludzi w Polsce?Garstka zapewne) powinien je znac .

Hills of Katmandu to 16 minutowa suita w typowym eurodiscowym tempie,a nawet juz troche szybciej (wplyw HiNrg - a taka mala dygresja - moze to wlasnei Celso Valli wymyslij Hi-nrg?Prekursor na pewno),szepczace wokale,psychodeliczne synty i charakterystyczna gitara...Polecam wsluchac sie tez w tekst.Jeden z najbardziej charakterystycznych numerow z tamtych lat,nie da sie zaprzeczyc.

Sama historia wydawania tego krazka jest bardzo zagmatwana i szczerze juz sam sie w niej nie lapie bo logiki tu nie bylo zadnej..Najpierw singiel,potem plyta Mother Africa(nie slyszalem,podzieli sie ktos?),potem album Tantra(zdecydowanie najbardziej spojny!)Double Album ,potem album Hills of Katmandu(bez tytulowego numeru a z numerami pomieszanymi z Mother Africa..)Pozniej znow singiel ..generalnie czeski film.Polapaliscie sie?Nie?Ja tez srednio,ale to malo w sumie wazne,ot taka ciekawostka przyrodnicza.

Kolejna ciekawostka jest super rzadka wersja Tantry po hiszpansku!Nie slyszalem tego i malo chyba kto ale podejrzewam ze to jest lepsze od oryginalu.Charanga udowodnila jak brzmia hiszpanskie covery mocnych numerow ,w skrocie - miazga.

Dosyc filozofowania..czas na piknik.

Tantra - Hills of Katmandu (1980)

Disco Zwyciezy.

środa, 3 grudnia 2008

Martin Circus - Disco Circus (1979)


O Martinie wiem stosunkowo niewiele,przyznaje sie bez bicia.Oprocz Disco Circus(LP) znam pare numerow i jedna wczesniejsza plyte.Coz rzec,rockowe brzmienie z Francji..i to czesto po francusku wlasnie.Wiem,francuski rock brzmi dziwnie.Ale z tego co pisza to byl wlasnie prekurorem tego "procederu".Ale to niewazne.O rocku nie bede pisal bo generalnie nie przepadam pisac o tym na czym twierdze iz sie raczej srednio znam.Moze lepiej napisze o Disco Circus..Jednym z najwazniejszych utworow w historii muzyki disco.

1979 rok.Generalnie juz po suitach Cerrone,Costandinos konczy prace z Love and Kisses..era suit powoli mija.Era disco powoli tez(chociaz to dyskusyjna sprawa).I tu nagle nieznana na scenie disco grupa z Francji wypuszcza takie cos.

I szok.Utwor gosci we wszystkich szanujacych sie wtedy klubach na calym swiecie z Paradise Garage wlacznie,a Prelude wydaje to u siebie i sprzedaje tyle plyt co w 2008 roku polscy artysci w sumie.W momencie kiedy wedlug krytykow disco umiera ,a raczej zmienia sie w DANCE(ja tego nie wymyslilem!) rockowa grupa z Francji wydaje utwor ktory odbije sie szerokim echem i bedzie przez kolejne lata wielokrotnie samplowany i wspominany jako zrodlo inspiracji dla Dj'ow ,producentow oraz innych artystow.Co jest w nim takiego?Nie da sie tego raczej opisac..Trzeba posluchac.Ale na pewno wszystko co sztandarowy utwor klasycznego kilkunastominutowego disco miec powinien.Dziekuje Ci grupo Martin Circus!

Martin Circus - Disco Circus (1979)

Disco zwyciezy

P.S Co Ci francuzi mieli z tymi okladkami to ja nie wiem..(vide:Cerrone - III)
P.S 2 The History Of The House Sound Of Chicago,The Kings Of Techno
tutaj tez znajdziecie.Mysle ze te skladanki daja do myslenia bo dobrze wiemy ze te serie to dobra ,sprawdzona marka.

piątek, 21 listopada 2008

Gary Criss - Rio De Janerio (1978)



Tak na szybko.Bez zbednych filozofii.
Gary Criss - Rio de Janerio to jeden z tych numerow ktorych moc mozna dostrzec dopiero na imprezie...W sumie znalem go dlugo,ale zawsze jakos tak bez wielkiego podniecenia.Ale kiedy chlopaki z Czikitas Brothers puscili go na imprezie i tlum szalal-dopiero zrozumialem. Cos jest z niektorymi numerami ze ich potencjal odkrywa sie dopiero w okreslonych sytuacjach.Tak jest niewatpliwie z tym numerem.Sam Gary Criss nagral tylko jedna plyte,ale za to wydana w salsoulu,o dosc monotonnej tematyce,sami zobaczie na tytuly:

A1
Rio De Janeiro (8:11)
A2
The Girl From Ipanema / Brazilian Nights (8:33)
B1
Amazon Queen (5:32)
B2
The Lady Is Latin (The Girl Is Bad) (3:57)
B3
My Rio Lady (3:14)
B4
The Calm Before The Storm (4:45)

Tak jak widzicie,raczej zamilowanie do dzwiekow i kultury latynoamerykanskiej tutaj panuje.Klasyk?Nie sadze,ale na pewno cos innego i wartego sprawdzenia.I moge zalozyc sie ze bedziecie nucic refren caly dzien..jak i ja to robilem po imprezie.Poza tym,fajna okladka.Lubie fajne okladki.Te z salsoulu zwlaszcza.Fajne.


Gary Criss - Rio De Janerio (1978)

Disco zwyciezy

wtorek, 18 listopada 2008

Michele Freeman - Where'd you get what you got (1979)


Impreza w Kamforze byla juz pare dni temu,emocje i disco czar opadly,pora zabrac sie do jakiejs roboty..blogowej roboty.

W sumie kolejna skladanka nie jest jeszcze gotowa z czystego lenistwa.No moze nie do konca ale po prostu nie moge sie zabrac.Ostatnio do niczego,a co dopiero do zgrywania i doprowadzania nagran do porzadku.Ale przyjdzie na to czas,zrobie sobie i Wam(?) prezent na swieta.

Aktualnie pozostaje Wam posluchac Michele Freeman.Michele zadna gwiazda nie byla,jedna z wielu wokalistek tamtej epoki.Jeden album,w sumie kilka hitow(Nice and Slow,Tumble Heat) ,jakos sie tam zapisala na kartach tej historii.Jednak co najbardziej sklania do przesluchania tego albumu to to kto go produkowal.Albowiem na okladce wsrod paru ,jako producenta i kogos odpowiedzialnego za klawisze widnieje jedno nazwiska...................................Don Ray.I tu chyba wszystko w temacie.

Jedna z najbardziej enigmatycznych postaci z tamtej ery(notabene wciaz aktywna w kregach).To on stal za sukcesem Cerrone,Costandinosa i Love and Kisses.A jego album Garden of Love?Absolutna miazga.Numer bez slabego numeru,jeden z moich najlepszych zakupow w zyciu.Must have dla kazdego co z disco chce miec cos wspolnego.I to wlasnie Don Ray wyprodukowal utwor Where'd you get what you got - ktory mimo raczej przecietnych wokali jest swietnym instrumentalem..mam nadzieje ze takowy wyladuje kiedys w mojej szafce.Narazie tylko wersja vocal.Sprawdzcie.

Michele Freeman - Where'd you get what you got (1979)

Disco zwyciezy.

czwartek, 13 listopada 2008

15 listopada DISCO ZWYCIĘŻY!!!(ZWYCIĘŻYŁO!!!)


Dzień po Deep Disco Trip w Kamforze (http://www.lastfm.pl/event/741680), odyseja Disco wciąż będzie trwać...

Jeszcze nie opadnie z sufitu pot, pył i łzy po imprezie Eltrona Johna i Funkoffa, a już nastepnego dnia wieczorem, w sobotę 15 listopada we wrocławskiej Kamforze zjawi się Osses. Twórca cudnego blogu o disco http://www.king-of-disco.blogspot.com/ , posiadacz wspaniałej kolekcji winylowych płyt, których często próżno szukać na półce jakiegokolwiek winylowego maniaka w kraju między Odrą a Bugiem.

Wraz z Ossesem zagrają stali rezydenci Kamfory - Czikitas Brothers (http://www.czikitasbrothers.pl) . Ich sety DJ-skie to fuzja klasycznego i klasowego disco z pełnymi miłej aury utworami soulowymi. Często też wkraczają w rejony world music grając czarny afrobeat oraz różne odmiany starej muzyki latynoamerykańskiej. Są konserwatywnymi wyznawcami płyt winylowych, a pliki mp3 puszczają w domu, a nie na imprezach.

Zapraszamy, bo Disco i tak zwycięży!
DISCO ZWYCIĘŻY!
Osses & Czikitas Brothers
15.11.2008 (sobota), godz. 21
Kamfora, Wrocław
ul. św Antoniego 24c
tax 5 zł

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i po.Ale do teraz jak o tym pomysle to czasem nie wierze.To co sie stalo w nocy z 15 na 16tego listopada w Kamforze przeszlo nasze najsmielsze oczekiwania..
Pelen parkiet od godziny 20.30(!) Do prawie 3ciej...A wierzcie mi ze jest to nie lada wyczyn ,chociazby dlatego ze nie gralismy wolno..bynajmniej.Tempo rzadko schodzilo ponizej 120,a publicznosc wcale wolniej schodzic nie chciala - kilka prob zakonczylo sie fiaskiem..Tak tak,wychodzi na to ze ludzie lubuja sie jednak bardziej w euro niz w funkowych zamulach..Coz,zycie

A tutaj mala probka tego jak to wygladalo,malo widac,ale za to slychac...Najwazniejsze ze widac uniesione w gorze rece - znak disco radosci.Dziekujemy!



Oraz jeszcze jeden filmik,tym razem autorstwa Jagody!



Disco zdecydowanie zwyciezylo tego dni w Kamforze!I zwyciezy jeszcze nie raz!

poniedziałek, 27 października 2008

Andre Gagnon - Suprise(1976)



Jest taki termin w discoterminologii jak Unlikely disco artists.Chodzi tu generalnie o arystow ktory nie zajmowali sie stricte disco,a nawet w ogole nie ,a tworzyli(lub czesciej STWORZYLI RAZ) jakies tam utwory pasujace mniej lub bardziej w stylistyke.Powod?Bardzo prosty-takie czasy,kazdy chcial miec swoj wklad w ta kulture,totez czesto tacy artysci jak Kiss,Rolling Stones czy Rod Stewart chcieli miec w swoim repertuarze cos z "disco".Jednak ten artysta do scisle komerycyjnego grona gwiazd rocka czy ogolnie muzyki nigdy nie nalezal.Co nie znaczy ze jest kiepskim artysta,bynajmniej.

Andre Gagnon,kompozytor muzyki głownie klasycznej nagle w 1976 nagrywa disco instrumentalny numer..szok!No normalnie niemozliwe by szlo pomyslec.A jednak - po wysluchaniu utworu wielokrotnie slychac od razu wyksztalcenie muzyczne..wspaniale pianino wpada w ucho jak po malo ktorym numerze.Powiedziec ze jest piekne,to malo powiedziane.Bebny bardzo podobne do Blood & Honey Amandy Lear,troche jednak przyspieszone,nie odgrywaja tutaj najwiekszej roli..pianino /smyczki i dziwny instrument ktorego nie potrafie nazwac - to wiedzie prym.


Na singlu obok Suprise,wyszlo jeszcze Wow,ktore jest baaaaaardzo podobnym numerem,jednak troche slabszym.Doliczajac do tego utwor Donna mozemy spokojnie zakonczyc przygody Pana Andre z disco.Czy dobrze?

Moze tak,moze nie.Tego sie juz nie dowiemy nigdy,moim zdaniem jednak-gdyby chcial,zrobilby tego wiecej,chociaz balbym sie tutaj o wtornosc.Zrobil.nie zrobil,tak czy siak mamy teraz (nadal)do sluchania dwa klasyki ,ktorymi ten kanadyjski kompozytor na stale wpisal sie do historii Disco.Tak,Disco z duzej litery,nalezy mu sie.


Andre Gagnon - Suprise(1976)

Disco zwyciezy

wtorek, 14 października 2008

Andrea True Connection - What's your name,what's your number (1977)


Bylo.Na pewno juz gdzies kiedys to wrzucalem.Ale to bylo dawno i nie na blogu wiec sie nie liczy,a warte przypomnienia.

Jeden z przyjemniejszych i bardziej wpadajacych w ucho numerow.Zadne euro,zadne italo czy tez inne symfoniczne rozkminki.Po prostu kawal dobrej roboty z 1977.

Jakby na to nie patrzec,Andrea True mimo swojej dosc kontrowersyjnej przeszlosci nagral kilka niezlych numero(i jakby na to nie patrzec dosc wczesnych jak na swoj styl),jednym z nich jest wlasnie ten - What your name what your number.I nie ma co tutaj sie wiecej rozpisywac ,dopisywac historii i zbednej nieistniejacej ideologi.Ot tyle na dzis.A ,jeszcze jedno - jakby ktoś chcial sprawdzac co jest warte posluchania to przychodza mi na mysl teraz dwa tracki ktore moge polecic - More,more more oraz NY you got me dancing.To juz naprawde koniec.

Disco zwyciezy.

Andrea True Connection - What's your name,what's your number (1977)

Candido - Thousand Fingered Man (1979)


Tak sie ostatnio zastanawielm czy jestem jakims tak wielkim fanem afrobeatu.Nie jestem.Doceniam,czasem lubie,owszem.Ale wsluchiwac sie godzinami i podniecac nie bede juz raczej nigdy.Z drugiej strony,pelno afrobeatu w disco,pelno afrobeatu wszedzie(moze dlatego sie tak zniechecilem - przez ostatnie lata nastala chora moda na afrobeat,wypada sluchac).Do czego daze?Chyba do tego ze kubanskoafrobeatowe Jingo Candido nie jest moim ulubionym numerem tego artysty.Moze to i dziwne bo otacza go taki kult i wydaje sie ze kazdy discomaniak powinien wchodzic w jakies stany nirvany podczas sluchania.Ja srednio,owszem,to super numer,klasyk jak malo co.Ale przez ostatnie lata tak oklepany,poprzerabiany ze momentami sie nie da go sluchac.Ale TO sie da.Ciagle.


Thousand Fingered Man.Brzmi jak tytul jakiegos Bonda z Seanem Connery.I w sumie coś w tym jest bo intro w tym kawalku przygniata swoja mistycznoscia i wielkim oczekiwaniem co bedzie dalej.Nie wiadomo co oczekiwac.A dzieje sie duzo,po ponad minucie nagle wchodzi bit i kobiecy glos wyspiewuje w Candidooo w jego rytm.Nadal spokojnie,az tu nagle pianino niczym z earlyhousowych produkcji Davida Moralesa!Dalej jest juz tylko lepiej,wokale nie mecza mimo ze nie sa zbyt wyrafinowane...Ma sie wrazenie ze to naprawde remix do jakiegos soundtracku,moze do filmu grozy z lat 50tych?Totalny klasyk.I teraz pytanie - kto sie nim posluzyl kilka lat wstecz?Francja,podpowiem.

Candido - Thousand Fingered Man (1979)

Disco zwyciezy.

niedziela, 5 października 2008

Marco Trani - Full Time Winter 2(Disco Mix)(1982)


Nie przepadam za składankami na winylu.Jakos mi sie kojarza z masowa niemiecka producja skladankowa z tandetnym disco,ktora zalega wszedzie tonami.Do zmixowanych plyt tez podchodze bardzo sceptycznie,bo zazwyczaj wsrod fajnych numerow trafia sie jakas zenada ktora psuje wszystko.Tutaj jednak jest inaczej.

Plyta Full Time Winter 2 to kolejny cykl z wydawnictwa Full Time - jednego z wazniejszych wytworni europejskich a juz na pewno wloskich w tamtej epoce.Full time oprocz wypuszczania czolowych artystow poznego disco,wczesnego italo i boogie ,wydawalo tez super mixy do ktorego ta seria sie zalicza.Oprocz Full Time Winter byly oczywiscie Spring,Summer - i nie wiedziec czemu nie bylo Autumn.Widocznie jesien jest malo italodisco.Tak,bo tutaj wlasnie uslyszycie wczesne italo,troche disco i boogie.A wszystko slucha sie wysmienicie i dj Marco Trani(notabene nadal aktywny) zrobil to tradycyjnym discomixowym sposobem - nie przejscia najwazniejsze tylko selekcja .To chyba glowny problem dzisiejszych dj - puryzm zamiast dobrej zabawy..ale coz,to juz inny temat.

Tak czy siak,zakup bardzo udany,jednak slychac bardzo lata 80te,ale tutaj to atut,mimo ze strona B odchodzi juz troche za bardzo w strone kiczowatego instrumentalnego italo typu rodem z drugiej polowy lat 80tych.Coz,nie ma idealow.

Tom Hooker - Talk With Your Body
Boeing - Dance On The Beat
Ritchie Family - I'll Do My Best (For You Baby)
Chemise - She Can't Love You
Joker - African

Marco Trani - Full Time Winter 2(Disco Mix)(1982)

Czas: 17:31

Disco zwyciezy.

P.S Wrzucilem to w jakosci 128,bo w 320 pewnie by nikt nie sciagnal,jak ktos chce moge zrzucic w 320,no problem.

wtorek, 30 września 2008

Ahzz - New York moving (1981)


Mam wielka slabosc do instrumentalnych numerow.W mojej wizji - 80% to muzyka,20% wokal.Chociaz te procenty zmieniaja sie bez reguly.Nie koniecznie musza to byc numery z eurodisco,ktora przoduja generalni w wirtuozerii orkiestrowointrumentalnej.Czasem zdarzy sie jednak nieeuropejski rarytas.A tutaj mamy rarytas w pelnym tego slowa znaczeniu.

Utwor z poznej(nie oszukujmy sie ale 1981 to juz pozno!) epoki klasycznych nowojorskich brzmien,prawie 8 minutowy numer ,ktorego to na ludzie na stronach tematycznych opisuja jako ULTRA RARE.A wierzcie mi,w ich ustach to duzo znaczy.Moze niektorych nudzic,to logiczne,instrumentalne disco trzeba po prostu lubic.Ale sprawdzic trzeba zawsze,taka mam zasade.


Sama wytwornia tez do lezacych w kazdym empiku nie nalezy.Nowojorskie Land of hits wydalo pod koniec dekady kilka rzadkich juz teraz bardzo plyt glownie z instrumentalnymi numerami jak ten i raczkujacym wtedy discorapem.Chcialbym miec.Wszystkie.

Swoja droga,ciekawe kto ma te wszystkie ultra rary?Rozsypaly sie juz w proch,zginely,gnija gdzies w piwnicach,domach,a moze wszyscy kolekcjonerzy juz je wykupili?Tego sie nie dowiemy jeszcze dlugo,jedno jest pewno - Dimitri na pewno ma.Ja chwilowo nie.Chwilowo.


Ahzz - New York moving (1981)

Disco zwyciezy

poniedziałek, 29 września 2008

Bebu Silvetti - Voyage of no return (1977)


Mysle ze to zadna nowosc dla ludzi troche w temacie.Absolutnie zaden rare(chociaz plyte kupic nielatwo u NAS),aczkolwiek niesamowity klasyk .

Bebu Silvetti wydal poczatkow wielki salsoulowy hit "Spring Rain"(w bardzo podobnej stylityce),po czym rok pozniej wydal album o tym samym tytule na ktorym znalazlo sie tez Voyage of no return.Plycie nie mozna nic zarzucic,jest to jedna z niewielu takich plyt na ktorych nie przesuwamy numerow(trzeba to oddac Silvettiemu ze na kolejnych trzech rowniez trzymal poziom,a odstep miedzy nimi byl stosunkowo niewielki!)

Doskonaly przyklad orkiestrowego disco easy listnening,ktore spokojnie mogloby sie pojawic na Cocktail Disco Dimitriego,doskonale partie.Salsoulowy klasyk niezyjacego juz Silvettiego wpisal sie juz na stale do kanonu arcydzieł disco.Zdecydowanie slychac tutaj reke Rafael Trabucchelliego - artysty od muzyki klasycznej.

Salsoulowy klasyk,zmarly w 2003 roku Silvetti zostawil po sobie klasyk ktory przetrwa bardzo,bardzo dlugo.
Podroz bez powrotu?No jezeli podroz tyczy sie tego kawalku to na pewno z powrotem.

Bebu Silvetti - Voyage of no return (1977)

Disco zwyciezy

P.S Swietna okladka.

niedziela, 28 września 2008

Amant - If there's love(1978)


Zauwazylem ze chyba za kazdym razem mam wieksza przerwe miedzy kolejnymi postami...niedlugo bede pisal co rok.Chociaz postaram sie czesciej.Zwlaszcza ze w przyszlym tygodniu mam zamiar wrzucic kolejna skladanke jak tylko przyjdzie do mnie jedna plyta ktorej szukalem od dawna(idzie i idzie cos..)

Ale dzis pora na Amant.Amant mysle ze juz wielu doskonale zna z genialnego numeru z mojej Top 10 - Hazy shades of love(pozwolilem sobie swego czasu nawet pociac go conieco zeby nie nudzil za bardzo)



Amant,produkt Raya Martineza to genialny album ktory nie ma slabych punktow..dlaczego?Bo na obu stronach mamy dwie kilkunastominutowe suity - jeden album,2 swietne numery - recepta na sukces.Plyta zostala wydana w 1978,natomiast ten singiel dopiero w 1979 ,napierw na 7"(co bardzo mnie dziwi),dlatego trzymajmy sie daty 1978.

Dzwiek od razu przypomina eurodisco spod najlepszych rak - Cerrone,Costandinos czy Don Ray,szybkie tempo,charakterystyczne chorki,smyczki i przejscia.Idzie sie pomylic momentami.Numer ktory ze spokojem moglby widniec na polce obok takich klasykow jak Love In C minor(Cerrone) czy I found love(Costandinos).Amant nie wydal nic wiecej oprocz tych dwoch klasykow(nie licze New York City nights z 1982 ktore jest baaaaaardzo slabe)ale czasem lepiej trzymac sie zasady ze lepiej mniej a lepiej.Zwlaszcza w disco.

Korzystajac z okazji zapraszam do odwiedzenia mojego kanalu na Youtube
http://pl.youtube.com/user/OssesTheDiscoKing , zamiescilem tam kilka kawalkow z Polish Disco,i pare innych rzeczy ..a reszta z czasem.


Amant - If there's love(1978)

Disco zwyciezy.

P.S Osses Sound - Rare disco gems Vol.4 juz wkrotce!

niedziela, 6 lipca 2008

Gino Soccio - Hold Tight (1981)

Kupilem sobie ostatnio 3 plyty Gino Soccio.Ot tak,w sumie specjalnie nie bylem napalony,licytowalem co innego,a tutaj ustawilem jakas smieszna cene.No i jak to bywa w zyciu,dziwnie wyszlo - tamte rzeczy poszly za jakies astronomiczne pieniadze,a to za grosze.I w sumie dobrze sie stalo bo to klasyk ktory jakos mi zawsze umykal.Sam nie wiem czemu.

Nie wiem czemu bo to rewolucjonista i przejsciowiec ,jeden z niewielu.Duza analogia do Jacques Petrusa - gladkie "bezbolesne" przejscie z disco do italo - bez czizu i tandetnych syntezatorow rodem z Sabriny czy niektorych rzeczy z ZYX records.

Zastanawialem sie ktory numer wrzucic..bo z dosc bogatej kilkuplytowej dyskografii(solidnej bardzo) wiekszosz nadawalaby by sie tutaj.Postanowilem losowa na Hold tight .A na pewno w przyslosci zagoszcza tez inne.

Warto tez,oprocz solowej tworczosci sprawdzic dokonania Kebekelektrik - a wlasciwie jednej plyty,ciekawy koncept,chociaz juz troche mniej moze przyswajalny i luzny.Ciezko dostac w sumie.
Ale najpierw posluchajcie sobie Hold Tight.

Gino Soccio - Hold Tight (1981)

Disco zwyciezy

sobota, 28 czerwca 2008

Chaka Khan - Fate(1981)

Stardust - Music sounds better with you.Wszyscy to znaja.A jak ktos nie zna to chyba przez ostatnie 10 lat byl na emigracji w Tuvalu.Albo jego ignorancja siega zenitu.Jeden z najlepszych discohousowych one-hit wonderow wszechczasow.Jezeli nie najlepszy.Przez kolejne lata stal sie inspiracja dla samplowanego z disco house..i jest do dzis.Twor Bangaltera ,Braxa i Diamonda na wokalu nie nudzi sie nigdy,a jego intro zawsze wywoluje szal na parkiecie.I na dodatek ten teledysk..Krol.

Ale zaraz,co to ma wspolnego z Chaka Khan?Pomylka jakas?Nie sadze.
To co zaraz uslyszycie(mysle ze tez znacie ,ale ..) to wlasnie oryginal z 1981.Ponownie zakochacie sie w stardust..smacznego.Zaden rare,ale zawsze warto przypomniec.

Chaka Khan - Fate(1981)

Disco zwyciezy

piątek, 27 czerwca 2008

Charanga 76 - Music Trance (1979)


Czasem blogoslawie allegro.Chociaz czesciej przeklinam kiedy to ktos snajperem przelicytuje mnie w ostatniej sekundzie o 1zl...ale coz,zycie.Tym razem bylo inaczej..Byla sobie aukcja,nikt nie wchodzil ,nikt nie chcial..i tym sposobem wpadlo do mnie rare latin disco za cale 6zl..a z tego co sprawdzilem jest warta jakies 22 razy wiecej.Slabo?nie sadze.

Charanga 76 to swietny przyklad na to ze covery amerykanskich disco klasykowa moga niszczyc.W 1979 rok(ten rok..!) wydali plyte "No nos Pararan" ,tytul tez byl tez glownym singlim..No nos Pararan to nic innego jak "Ain't No Stopping Us Now"McFaddena i Whitehead,moim zdaniem lepszy niz oryginal(patrz:Disco Forever by Dimitri).Zcoverowali tez My forbidden Lover Chic ,We are family Sister sledge i Good times.Wszystkie slyszalem,wszystkie trzymaja poziom..Na plycie znajduje sie tylko jeden autorski numer - C-U-B-A is Cuba.Natomiast Music Trance ktory zaraz uslyszycie nie znalazl sie na tej plycie,dziwne to strasznie w sumie.Ale cale szczescie znalazl sie na mojej polce z czego sie bardzo ciesze.

Na uwage zasluguje tez w jakie wytworni bylo to wydane - TR Records.Wytwornia ktora wydala pare discolatino plyt ale za to jakich - Milton Hamilton,Charanga oraz Linda Leida.Bardzo trudne do zdobycia rzeczy - Milton to juz w ogole zapomniej..pewnie wyszlo 5 sztuk z czego 3 leza u Dimitriego a 2 u Joey Negro..

Na 12" jest z dwoch stron ten sam numer,niby w jakis mixach ale duzo sie to nie rozni.Specjalnie dla Was wersja z side A.

Smacznego

Charanga 76 - Music Trance (1979)

Disco zwyciezy.

Lorraine Johnsson - The more i get the more i want (1977)


Kupiłem ostatnio sobie płyte Lorraine Johnson.A dokladnie "Learning to dance all over again".To druga i ostatnia płyta Lorraine.Ale co jest najsmieszniejsze,na okladce jest jakas blond Pani i przez chwile jak ktos zna np."Feed the flame" z pierwszej plyty to moze niezle zwatpic ze ktos kto tak wyglada moze miec tak czarny glos..na szczescie to tylko male oszustwo.W tamtejszych czasach 90% okladek to wlasnie twarz wokalisty,dlatego uwazam to za ciekawostke.Ale dosc bzdur,bo tak wlasciwie to utwor bedzie nie z tej plyty.

A bedzie z plyty pierwszej - "The more you want" z 1977 roku,ktora kupilem tam kiedys dawno ale w stanie raczej srednim,dlatego wrzucam mp3 ,a nie rip.Dzielo duetu McFadden/Whitehead(ile oni tych hitow napisali?),zapisalo sie na stale w kanonie klasykow disco jako jeden z dwoch hitow Lorraine obok "Feed the flame".Co prawda Teddy Pendergrass robiac cover osiagnal teoretycznie wiekszy sukces ale...my wiemy swoje!

Lorraine nagrala dwie plyty,nie byly to majsterszczyki ale tez nie mozna powiedziec ze byly slabe.Wydaje sie ze brakowalo jej troche dobrych producentow,bo na teksciarzy nie mogla narzekac,ale mysle ze taki np Dexter Wansel by tutaj zawojowal.Tak czy siak "The more i get the more i want" do historii przeszedl a tacy ludzie jak Dimitri na swoich skladankach nie dadza nam o nim zapomniec..Super numer i tyle.


Lorraine Johnsson - The more i get the more i want (1977)


Disco zwyciezy.

niedziela, 22 czerwca 2008

Gepy & Gepy - Body to body (1979)


Angielski jezyk ma pare fajnych okreslen ktore czasem ciezko wyrazic w naszym pieknym jezyku.Jednym z nich jest okreslenie -obscure.I nie chodzi tutaj o negatywna konotacje tego slowa..zawsze lepiej jest powiedziec obscure niz RARE bo rare juz chyba jest passe.Wlasnie takim obscurem jest Gepy&Gepy - Body to body.

Wydany w 1979 roku album,jest ciezkim do znalezienia kaskiem,rzecza w stanach praktycznie nieznana,w Europie moze lepiej..jednak mysle ze ludzie z "epoki" kawalek "Body to Body" znaja doskonale.

Okladka mowi same za siebie.Gdybym nie wiedzial co to jest,widzac ja w sklepie ,i patrzac ktory to rok ,od razu bym ja wzial - bo krzywdy nie zwiastuje!.Dionizyjskie wcielenie europejskiego Barry Whita wylaniajacego sie z wody niczym jakas postac mityczna.Piekne.

A sam kawalek?Wsrod forumowicz www.diggin.pl jest on juz raczej znany i doceniany(tak sadze).Wy ,ktorzy jeszcze nie znacie,bedzieci mieli okazje zaraz sami ocenic jak ten downtempowy disco klasyk ze spacedisco dzwiekiem na wstepie i wolnym spiewem Wam sie spodoba.Italo disco ?Owszem.Ale z Italodisco w powszechnym tego slowa znaczeniu majace tyle wspolnego co mniej wiecej zespol piesni i tanca mazowsze z Vaderem.Prawie.

Jezeli o mnie chodzi - top 25.Na pewno.A moze nawet Top 15.Szal na sali i w domu o 3 rano samemu tez.

Gepy & Gepy - Body to body (1979)

Disco zwyciezy.

sobota, 14 czerwca 2008

Atmosfear - Motivation(1980)


Nie moge.No nie moge i zarazem nie mam czasu zeby sie zabrac za pisanie postow.Skladanka po długim czasie w końcu zagościła.Jaki efekt,oceniliście sami.Przeszukujac jednak ostatnio klasyki wpadlem na fakt iz nigdzie ,ani na skladankach ani tutaj na blogu nie wrzucalem jazzdiscowego klasyka jakim niewatpliwie jest.....Atmosfear.

O Atmosfear nie wiadomo raczej za duzo..No w Polsce to juz na pewno nie.Panowie sprzedali 100000 kopii singla Motivation(ich debiutem byl jednak fajny numer troche cosmic disco - Dancing in outer space),w 80tym roku wydali bardzo dobry ,łączący wiele stylów album En Trance(polecam i chetnie kupie:))i pozniej w latach 80tych mieli pare lepszych chwil ale raczej bez rewelacji.

Na uwage zasluguje lider i zalozyciel - Andy Sojka(zmarly po wieloletniej chorobie w 2000 roku)To wlasnie on odkryl i wymyslil nazwe dla Level 42 - grupy ktorej raczej tutaj nie musze nikomu przedstawiac,zwlaszcza fanom basowych uniesien.


Wielokrotnie samplowany,remixowany i umieszczany na składankach(vide:Night at playboy mansion Dimitriego),progresywny jazzdiscowy klasyk,raczej nie do znalezienia w kazdym empiku.Wciaga jak narkotyk,uslyszycie sami.


Atmosfear - Motivation

Disco zwyciezy.

czwartek, 22 maja 2008

Osses Sound - Rare Disco Gems Vol.III


Na wstępie chciałbym uprzedzic wszystkich że nie jest to raczej składanka typowo imprezowo hitowa(jak np.Disco Zwyciezy CD1).

Jest to raczej kompilacja utwórow średnio lub w ogole nie znanych,często nie znajdujących sie w kanonie "Disco Classics".Tego nie usłyszycie w RadiuZet aka "Czułe granie" czy nawet imprezce radia eska.Powiem więcej-wątpie że gdzieś w ogóle kiedykolwiek...

Jest tu i euro i troche Moroderowskiej elektroniki,gay-anthem,progresywne rockdisco jak i mariaż disco z Northern Soulem i troche klasycznego brzmienia.Myślę że sami dojdziecie co gdzie wsadzic.


Teraz jeszcze krótko po kolei i zapraszam do ściągania:

1.Najbardziej znani ze swojego wielokrotnie samplowanego Feel the
Need,Detroit Emerelds nagrali taki przyjemny soulowy numer....Myśle ze napis na płycie :A TOM MOULTON MIX wystarczy żeby zarekomendować.

2.Ikona gejowskiej sceny disco z końca lat 70tych.Nie Sylvester a Theo Vannes w swoim 9minutowym popisie.Mniej czizowy niz jego hit singiel "as long as its love".Myśle że się nadaje.

3.Moroder i koleżanki.Czyli ekipa od "Get on a funk train" w numerze do którego mam niewątpliwy sentyment ,a to przez jego wysamplowanie w przez Felixa Da Housecata do utwóru Cosmic Pop parę(2001?) lat temu.Jak dla mnie miód.

4.Raczej nieznana grupa Camouflage w troche Salsoulowskim stylu..Na pewno najlepszy numer z płyty Disco Symphony.

5.Jedna z droższych używanych płyt jakie kupiłem.I jeżeli mam być szczery to troche nie warta wydanych 90zł.Krótko mowiąc - świetny singiel,reszta nie.Za całośc odpowiedzialny Trevor Rabin (Yes).Co zresztą troche słychać bo typowe brzmienie to nie jest.

6.Chyba najbardziej znana grupa i numer na tej płycie.Do Musique nie można sie przyczepic..Zarówno pierwsza jak i druga płyta z której to właśnie ten numer pochodzi jest dobra od początku do końca.Co -jak wiemy-w przypadku disco biznesu jest rzadkością.

7.Absolutny imprezowy powerplay,myśle że jedyny na tej płycie.Klasyka eurodisco i jeden z moich numerów z TOP 10.Myślę że wyląduje u paru osób na repeacie.

8.Ktoś mi powiedział że ten numer lepiej brzmiałby w instrumentalu....Coż,może.Ale mimo swojego niewątpliwogo czizu to najlepszy numer Juveta z płyta Got a Feeling.I wcale nie jest to 15 minutowa "I Love America"

9.Love De-Luxe to paradoksalnie projekt człowieka którego uwielbiają funkowcy ,nie wiedząc o nim zazwyczaj nic.Mowa tu o Alanie Hawkshaw.Nadal nic?The Mohawks.I myśle ze każdy zna the Champ .Jednak ten 10 lat późniejszy projekt pokazuje geniusz producenta który to przebrnał przez wszystkie gatunki bezboleśnie.

10.Nazwa utworu idzie w parze z jego ostatnią pozycją na płycie.Ruth "Silky"Waters śpiewa że już nigdy nie bedzie tak samo...No niestety,z disco już nie.I tu konkurs - ok 3.20 słychać pewien bardzo znany sampel,kto wie kto to ukradł pare lat temu? :wink:

To tyle.

Zapraszam do sciągania.

http://www.sendspace.pl/file/XlIMkP3F/

P.S Z góry przepraszam za jakość - Ruth Waters dużo przeszła....:roll:



osses
osses@onet.eu


Disco zwycięzy.

niedziela, 27 kwietnia 2008

Funkoff & Osses w Kamforze - 2 maja ! ! !

Zapraszam wszystkich na szał disco z udzialem Funkoffa i z pomoca mojej skromnej osoby.Oto news o imprezie:



W sam środek długiego weekendu majowego, pomiędzy Świętem Pracy, a Świętem Konstytucji, 2 maja koniecznie się wybierz do wrocławskiej Kamfory.

Przybędzie ze stolicy Funkoff. Urodzony w Trójmieście muzyczny zapaleniec, DJ, kolekcjoner winyli, dziennikarz. Funkoff w swych eklektycznych setach znakomicie lawiruje między wszelkimi odmianami najzdrowszego disco, a korzennymi rytmami latynoskimi, jak i afrykańskim funkiem. A i dancefloor jazzu na pewno nie zabraknie.


Towarzyszyć mu będzie ze swoją pasją oraz unikatową kolekcją winyli Osses, znany jako King
Of Disco, autor najlepszego polskiego disco bloga http://king-of-disco.blogspot.com

Obaj panowie działając w kolaboracji wypuścili już internetowym sumptem rewelacyjne kompilacje: z zagranicznymi disco rarytasami "Osses Sound: Disco Zwycięży" oraz z polskimi zapomnianymi melodiami "Polish Disco Volume 1". Teraz pierwszy raz zagrają wspólnie imprezę.

Będzie tanecznie, będzie gorąco!


Funkoff bezgranicznie zakochany w muzyce kolekcjoner płyt winylowych z Trójmiasta. Zafascynowany przeróżnymi gatunkami. Bez ustanku wyszukuje kolejne perfekcyjne nagrania, które mają za zadanie przynieść radość tańczącym. Wykopane tu i ówdzie dźwiękowe perły prezentuje regularnie szerszej klubowej publice w Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Zielonej Górze i Wrocławiu. Nieważne czy jest to akurat nowojorskie podziemne disco z epoki czy zimne elektroniczne nagrania z lat osiemdziesiątych. Czy czarny jak smoła nigeryjski afrobeat a może wczesne, nieskażone tandetą, produkcje housowe z Detroit i Chicago. Efekt jest jeden: tłum zjednoczonych urodziwych dziewcząt i eleganckich chłopców bezpretensjonalnej zabawie.



Osses
- pochodzący z Poznania koneser i ambasador muzyki disco w Polsce, maniakalny kolekcjoner rzadkich winyli. Autor najsłynniejszego polskiego disco-bloga http://king-of-disco.blogspot.com . To w jego w głowie powstaje cykl internetowych kompilacji z muzyką disco "Osses Sound".

Organizator: www.99promo.pl

Linki:

http://www.lastfm.pl/event/584817

http://diggin.pl/forum/viewtopic.php?t=3474



Kamfora, Wrocław

ul. św. Antoniego 24c

start 21
tax 4.99 zł



Zapraszam ,2 maja Disco na pewno disco zwyciezy w Kamforze!

niedziela, 13 kwietnia 2008

Co dalej?


Dwa miesiace.Dwa miesiace i cztery dni minely od ostatniego posta.Dlugo?No takiej przerwy na pewno jeszcze w mojej krotkiej blogowej karierze nie mialem.Trudno moze w to uwierzyc ale nie mialem na to kompletnie czasu i to jest glowny i jedyny powod.Jednak,nie ma absolutnie zadnej takiej możliwosci zebym przestal prowadzic tego bloga i przestal dzielic sie tym o czym mam jakies tam pojecie(chociaz czytajac forum discomusic.com czesto czuje ze znikome ....)


Trudno wypalic z grubej rury i zaskoczyc czyms co wskoczyloby na Wasz "repeat" po takiej przerwie..I wlasnie z racji tego wstrzymam sie dzis z uploadem.Dlaczego?A to dlatego ze przygotowuje teraz pare rzeczy.I dopiero je cale mam zamiar wrzucic.

W momencie gdy to pisze wlasnie zgrywa mi sie cos co bedziecie mogli uslyszec na Osses Sound - Rare Disco Gems Vol.3.Na pewno nie mam zamiaru nia Was zanudzic.Bedzie troche klasycznego brzmienia,troche elektroniki i przejsciowego HiNRG.I jezeli kogos to interesuje ,bedziecie mogli uslyszec numer ktorego uzyl Dj Tonka 8 lat temu w Don't be afraid.Mysle ze kazdy chcac nie chcac zna ten numer,a mysle ze wielu on sie dobrze kojarzy.


Co dalej?W przygotowaniu mam tez skladanke Osses Sound - Cocaine Disco,czyli downtempowe disco klasyki....Niczym z tajnego pokoju w Studio 54 z czerwonymi kanapami i rozowym swiatlem.Powtorze tam jeden numer z bloga bo bez niego to nie mialoby sensu.....ale mysle ze to wielkie wykroczenie z mojej strony nie bedzie.


Odpowiadam na pytania odnosnie Polish Disco vol.2 - BEDZIE.Wrzucajac jedynke mielismy juz taki zamiar i nie spoczniemy zanim nie zrobimy dwojki.Ale to wymaga czasu.Czasu i dziesiatek kupionych i przesluchanych plyt.Szukanie disco w polskiej muzyce to troche jak igly w stogu siana..Ale skoro na jedynce sie w miare udalo(udalo?) to mysle ze teraz tez damy rade.Polowa juz na pewno jest.Intro tez juz zgrane..Cierpliwosci.Jak Funkoff i ja znajdziemy troche wolnego czasu ,na pewno uslyszycie!
To tyle na dzis.

Pozdrawiam wszystkich cierpliwych !Do niedlugo.


I pamietajcie ze....

Disco zwyciezy.

sobota, 9 lutego 2008

Polish Disco - Funkoff & Osses (2008)

Ta sładanka istniała w naszych umysłach juz od dłuższego czasu.Początkowo ciężko nam było wynaleźć numery których po 10 sekundach nie zmieniałoby się na inne ale udało sie myśle jakoś.Troche poszukiwań,troche płyt i poszło.Nawet zostało troche na druga.Czas pokaże.

Wiecej nie pisze bo Funkoff ujął to doskonale. A ujął to tak:

Tytuł składanki jest pewnym uproszczeniem. To nie jest składanka z disco, prędzej z muzyką rozrywkową inspirowaną stylistyką disco. W Polsce, podobnie jak w pozostałych krajach bloku wschodniego, i na dobra sprawę w większości europejskich krajów, żadnej „disco” czy nawet „funkowej” sceny przecież nigdy nie było. Mieliśmy jednak wystarczająco wielu zdolnych muzyków którzy chcieli spróbować swoich sił w najmodniejszej wówczas na świecie stylistyce.
Dość szybko zaczęli stosować brzmienia i rozwiązania aranżacyjne zasłyszane na importowanych zza „żelaznej kurtyny” amerykańskich płytach. Obok oryginalnych utworów zaczęły pojawiać się również covery największych hitów ze zmienionymi polskimi tekstami. Większość z tych nagrań nie trafiła do świadomości Polaków. Zwyczajnie wyprzedziły swój czas. Afirmująca życie muzyka disco nie była zbyt dobrym podkładem dźwiękowym pod rozterki typowego mieszkańca PRL próbującego ułożyć sobie egzystencję w „realnym socjalizmie”. Kontestującym system kojarzyła się z pro-reżimową szmirą obecną w telewizji.

Minęło prawie 30 lat od momentu powstania tych nagrań. Zmienił się ustrój, zmienił się ich kontekst. Na tle obecnie lansowanych zjawisk polskiej muzyki rozrywkowej stare utwory Haliny Żytkowiak czy zespołu Aura jawią się jako powalające świeżością i błyskotliwym pomysłem wyśmienite taneczne nagrania, choć może niekiedy w urokliwy sposób kiczowate. Oceńcie zresztą sami - przed Wami składanka z polskim disco.
Tracklist:

1971 - 01 - Sygnał Dyskoteki Polskich Nagrań (Intro)
1979 - 02 - Alex Band - Ajoka (Eltron John Re-Cut)
1979 - 03 - Vox - Ale Feeling
1978 - 04 - Halina Żytkowiak - Chwila Chwilę Trwa
1979 - 05 - Poznańska Orkiestra Rozrywkowa PR i TV - Wygrany Mecz (Funkoff Re-Edit)
1980 - 06 - Aura - Autostrada
1980 - 07 - Ewa Kuklińska - Pokochaj Mnie
1978 - 08 - Chorus & Disco Company - Discoland
1980 - 09 - Aura - Z Nami Się Baw
1980 - 10 - Ewa Kuklińska - Mój Azyl
1981 - 11 - Zbig Górny & His Orchestra - Magma Ziemi
1982 - 12 - Laboratorium - Blue Light Pilot (Live)
1979 - 13 - Zdzisława Sośnicka - Nuda
1983 - 14 - Dwa Plus Jeden - XXI Wiek
1980 - 15 - Bob Roy Orchestra - Błyskoteka
1980 - 16 - Urszula Sipińska - Weź Kolorowy Film
1981 - 17 - Zbig Górny & His Orchestra - Meczbol



Polish Disco - Funkoff & Osses (2008)

Cóż moge więcej napisać?

Disco zwycięży.

niedziela, 3 lutego 2008

Universal Robot Band - Disco Trek (Star Trek Theme)(1978)


Ogladalem dzisiaj Startreka.Nemesis czy jakos tak.Calkiem fajne.Nie wiem czy miesci sie on w kanonie Startrekowych produkcji czy moze jest skaza na calej sadze-nie znam sie.Moja wiedza o startreku konczy sie i zaczyna mniej wiecej na tym ze byl Spock,Klingoni ,Pickard Enterprise i Voyager.No i ten slepy i android Data.I to by bylo na tyle.Wiec nie pytajcie-zainteresowanych odesle to znajomego ktory ma to wszystko w malym palcu.

Ale mysle ze troche lepiej znam sie na disco,wiec raczej o tym ten temat.

Universal robot band to dzielo genialnego i bardzo plodnego tria-Greg Carmichael-Patrick Adams-Leroy Burgess.Ich najbardziej znanym utworem byl raczej Dance and Shake your tamburine z plyty o tym samym tytule,warto sprawdzic.O grupie przypomnial niezastapiony Joey Negro na Disco Spectrum czyli pozycji opowiazkowej.O dokonaniach kazdego z Panów z tria moznaby pisac wiele(Caprice,Bumblebee unlimited,Convertion,Cloud One,Musique,Wish,Logg - to nie wszystkie projekty w ktorych maczali palce,warto sprawdzic,brac w ciemno) i na pewno utwor ktory posluchacie ponizej nie jest ich najwiekszym osiagnieciem.

Nie wrzucam tego jako wielkie dzielo,jako klasyk disco.Raczej jakos ciekawostke i kolejny przyklad dosc szeroko rozumianego i czesto mylonego z pozniejszym italo ,Cosmic Disco.

Jezeli podobalo Wam sie Star Wars Meco to na pewno i ten instrumental przypadnie Wam do gustu.

Aha,utwor pochodzi z plyty - Freak in the light of moon wydanej w 1978 w Red Greg'u,wytworniu wlasnie Grega Carmichaela.Swoja droga,nie wydawali zlych rzeczy wiec plyty oznacz

Universal Robot Band - Disco Trek (Star Trek Theme)(1978)


Disco zwyciezy.

sobota, 2 lutego 2008

Frisky - You got me dancing in my sleep (1979)


Zainspirowany poprzednim postem,stwierdzilem ze musze wrzucic kolejne dzielo duetu Dillard Boyce.

Co tu duzo mowic-panowie mieli reke i ucho do tworzenia hitów.Plyta Frisky to 4 ,wszystkie okolo 7mio i 8mio minutowe utwory(stawiam teze ze takie LP wychodzily najlepie-patrz Cerrone,France Joli,itp) ktorym to nie mozna zarzucic absolutnie nic.No moze oprocz glupiej dosc nazwy jednego - Tutty Frutty Booty (Is Good When Its Hot).Ale to raczej nagminne w tych czasach.Wydany w 1979 roku w Vanguardzie krazek zrobil dosc duze zamieszanie na parkietach.Richie Kaczor grywal Frisky.To chyba wystarczajaca rekomendacja?Chyba tak,na pewno.

Frisky - You got me dancing in my sleep (1979)

Disco zwyciezy.

środa, 30 stycznia 2008

Constellation Orchestra - Perfect Love Affair(1978)


Tempo w jakim tworze tego bloga ostatnio,moznaby porownac to tempa budowy polskich autostrad.Z jedna mala roznica.Moj posuwa sie chociaz troche.Na przyklad teraz.

Jakies 2 lata temu zrobilem lekki reedit numer Constellation Orchestra.W sumie reedit to duzo powiedziane,raczej skrocilem go o jakies 3 minuty i zostawilem to co najbardziej mi sie podobalo ,bez troche denerwujacego motywu z wymawiana po francusku kwestia..Ale lata minely,tamten reedit sie gdzies zapodzial a chwilowo nie mam ani czasu ani weny zeby zrobic nowy,dlatego uslyszycie klasyk z Prelude w pelnej wersji.


Dzieło duetu Dillard & Boyce odpowiedzialnego za takie klasyki jak Lorraine Johnson - Feed the flame czy Frisky - you got me dancing in my sleep ,pochodzi z 1978 roku i na pewno wpisuje sie w kanon.Kanon disco klasyków spod znaku nieYMCA.Ponad 7 minutowy utwor z wyraznym soczystym bitem,wchodzacym pianinkiem,i masa instrumentow na pewno wpadnie Wam w ucho po pierwszym przesluchaniu.Jezeli stwierdzicie ze jest za dlugi i instrumentalne partie w srodku Wam przeszkadzaja - to dobry objaw.Jezeli uda mi sie kiedys go znow przerobic na pewno go wrzuce.Tymczasem,zostawiam Was z Constellation Orchestra,preludowym klasykiem z 1978.Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Constellation Orchestra - Perfect Love Affair(1978)

Disco zwyciezy.

sobota, 19 stycznia 2008

Coffe - Purpose (1982)


Robilem kiedys na uzytek wlasny,edukacyjny i forumowy taka skladanke ,rozne utwory.Inaczej-rozne disco utwory.Wsrod nich znalazlo sie wtedy Coffee.I z dziesieciu numerow na plycie ,ludziom ten podobal sie najbardziej.Mnie rowniez.Postanowilem jednak nie wrzucac tej skladanki bo jak ja teraz przesluchalem to jakos nie wydala mi sie wystarczajac dobra:)Puryzm.

Utwor pochodzi z plyty Coffe - Second Cup z 1982 roku.Nie jest to raczej zaden klasyk,plyta nie jest wielka rzadkoscia a Coffe wybitnym zespolem raczej nie byly.Wydaly 2 plyty- Slipin and drippin i powyzsza.Tej pierwszej nie slyszalem,przyznam,ale podejrzewam ze jest bardziej funkowa.

Panie pewnie nie nagralyby nic gdyby nie fakt ze spiewaly w chórkach Kool and the Gang ,na plycie Celebrate.A jak wiemy z doswiadczenie-panie ktore spiewaly w chorkach zazwyczaj wtedy nagrywaly potem plyty..
Utwor jest przyjemny,nie wymagajacy,nie nudzi sie raczej.I do domu i do mp3ki i do auta i na pielgrzymke.Tak wiec-zapraszam do sciagania.

Coffe - Purpose (1982)


Disco zwyciezy.

Chantal Curtis - Get another love(1979)


udowadnia ze nie Kamień milowy.Tak krótko okreslil bym ten utwor.Get another love jest tak genialnym disco utworem ze kazdy,absolutnie kazdy ktokolwiek chcialbym miec z ta muzyka wieksza niz telewijnastycznosc-powinien go znac.Nagrany w 1978 roku,w Nowym Jorku album tej francuskiej wokalistki o ktorej nie wiadomo praktycznie nic,po prawie dokladnie 30 latach podczas sluchaniapostarzal sie ani troche.Tytulowy utwor przerabiany byl wielokrotnie,ostatnimi czasy przez niejaka pania Karly Brown.Po prostu deephousowy Cover.Artystka jednego albumu ale za to jakiego!Potem zaginal o niej raczej....a szkoda.Kolejny zmarnowany disco talent.Doscczesty proceder w tamtych czasach.

Co ciekawe- Chantal nagrywala dla West Endu pod pseudonimem Michele(Can you feel it w remixie Toma Moultona na przyklad)Musze przyznac ze dowiedzialem sie o tym stosunkowo niedawno.Ot taka ciekawostka.

W 1986 roku Chantal zostala zamerdowana przez swojego owczesnego chlopaka.Smutne to dosc.Niech spoczywa w pokoju.Gdziekolwiek jest.

Chantal Curtis - Get another love(1979)

Disco zwyciezy.

niedziela, 30 grudnia 2007

Madleen Kane - Move me with your love(1980)


Jezeli slowa Disco i Szwecja kojarza Ci sie tylko z popowa Abba,to zaraz sie przekonasz ze jednak bylo cos wartego uwagi.

Madleen Kane znana jest najbardziej ze swojego parkietowego,ponad 8-minutowego power playa - Forbidden Love.Wiekszosc jak juz ja kojarzy,to wlasnie z tylko z tym.A nieslusznie.Zanim na tapecie bylo forbidden love,Madleen wydala juz plyte Rough Diamond.Nie bylo to jakies wielkie dzielo ale nie mozna mowic o jakiej tragedii,plyta zawierala fajny 12 minutowy medley Fever / Make Me Like It.Przed sounds of love byla jeszcze plyta Cheri na ktorej to wlasnie znalazl sie slawny Forbidden Love.Ja jednak stwierdzilem ze ten numer jest lepszy niz Forbidden Love,plyta z 1980 roku,kolejna plyte wyprodukowal sam Moroder i Petem Bellote,ale niestety nie dane mi bylo ja slyszec.Jeszcze.


Madleen Kane - Move me with your love(1980)

Disco zwycięży.

piątek, 28 grudnia 2007

Chanson - I can tell (1978)

Kolejna plyta z przedswiatecznego zakupu.Dotarla do mnie w pieknym stanie,co rzadko sie w sumie zdarza.I do tego zaplacilem za nia grosze.To byla piekna paczka plyt.

Troche sie balem.Balem sie ze plyta bedzie za bardzo funkowa.Dwoch afroamerykanow na okladce zazwyczaj to wrozy.Ale pozytywnie sie zaskoczylem.Plyta jest zroznicowana ale bardzo spojna.Wszystko jest na swoim miejscu i nie czuc zmian klimatu na bardziej soulowy czy funkowy.Mimo ze rzeczywiscie jest jednak funkowa to nie jest tak oklepana jak wiekszosc z tamtego okresu.

Panowie David Williams i James Jamerson Jr,po koncertowaniu z Temptations jako jacys tam grajkowie niepojawiajacy sie w kredytach na plytach,postanowili sami nagrac plyte.I tak w 1978 roku powstalo Chanson.Bardzo rowna plyta.Niestety...potem ich drogi sie rozeszly..ale w sumie nie narzekali,przez kolejne ponad20 lat udzielali (i udzielaja!) sie solowo u takich artystow jak Michael Jackson,The Jacksons ,Mariah Carey czy nawet ostatnio Brian Ferry na jego plycie z piosenkami Boba Dylana.

Wrzucam moim zdaniem najlepszy numer na plycie - I can tell.Jak wyjalem plyte z okladki to ku mojemu zdziwieniu obok tytulu napisali BPM..i to az 138.W sumie bylem troche w szoku bo to plyta z 1978 roku,a tu taki bajer.Ciekawe.

Na wokalu Linda Evans.I to nie ta z Dynastii od Blake'a.Bynajmniej.Linda Evans ktora to nagrala bardzo fajny numer Don't you need z plyty(jej jedynej) You Control Me z 1979 roku.W sumie chcialbym ja bardzo.Na gitarze Al McKay czyli Earth Wind and Fire w najlepszej odslonie.Ta kolaboracja nie mogla sie nie udac.Sprawdzcie bo warto,serio.

Chanson - I can tell

Disco Zwyciezy

P.S okladka ktora widzicie to dokladnie MOJA plyta,he.

czwartek, 27 grudnia 2007

Roberta Kelly - Troublemaker (1976)


Efektem przedswiatecznych zakupów wpadlo w moje rece kilka calkiem fajnych,niektorych znanych,niektorych mniej znanych plyt.Tych drugich raczej wiecej.


Moroder to juz raczej oklepane nazwisko.Pojawia sie wszedzie ,na tym blogu dosc czesto.Dzisiaj jedno z jego raczej wczesnych dziel.Ale w sumie nie tylko jego bo i Pete Bellotte(Trax-pzdr Greg).
Roberta Kelly raczej wielka gwiazda nie byla,obok LP Troublemaker z ktorej to wlasnie ow utwor pochodzi,nagrala jeszcze Zodiac Lady..I to by bylo w sumie na tyle.Jedno z wielu dzieci producenckiego geniuszu Pana z Italii.Prawie 9minutowa ,w sumie wczesna (1976) kompozycja,moze nie jest jakim historycznym osiagnieciem ale na pewno plynie,refren zapada w pamiec a do warsty instrumentalnej nie mozna sie absolutnie przyczepic.

Roberta Kelly - Troublemaker

Disco zwyciezy.


P.S byla przerwa w dzialalnosci,spowodowana skladanka,teraz juz raczej normalne godziny pracy.

wtorek, 18 grudnia 2007

Osses Sound - Osses & Funkoff - Disco Zwyciezy 2CD(2007)


No i udalo sie.Wspolnymi silami udalo sie nam sklecic 20 numerow.20 numerow ktore nie tyle maja pokazac czym wlasciwie jest disco,ale tez jak jest roznorodne i nieliniowe.Dobra nie bede farmazonow pierdolil,kilka slow o mojej czesci.

Tracklist:

CD1 - Osses

01. Don Ray - My Desire 7:32
02. Dinosaur - Kiss Me Again (original edit by Nicky Siano & Arthur Russell)6:50
03. Silver, Platinum And Gold - Just Friends 4:46
04. Don Downing -Dreamworld 4:37
05. Mouzon's Electric Band - Everybody Get Down 4:23
06. Amant - Hazy Shades of Love(Osses Re-cut) 6:43
07. Beautiful Bend - Boogie Motion 5:06
08. Revanche - It's dancing time 8:45
09. France Joli - Don't let go 9:21
10. Sumeria - Dance and Leave it all behind you 4:51


Osses Sound - Osses & Funkoff - Disco Zwyciezy - CD1 (2007)


Staralem sie dobra to tak zeby w miare nie nudzilo,nie bylo specjalnie znane wiekszosci(chociaz nie jest to taki rare jak u funkoffa,zdecydowanie)Staralem sie generalnie uniknac eurodiscowych instrumentalnych suit,nastawilem sie raczej na wokal.Chociaz jest tu pare "ciezszych "numerow jak np.Dinosaur,surowy z genialnymi partiami smyczkow.Don ray jest na poczatku celowo,bo jakos te trabki wydaly mi sie idealne na 1 numer.Celowo tez umiescilem produkcje Aleca R.Costandinosa -Sumeria,na samym koncu-DANCE AND LEAVE IT ALL BEHIND YOU:) Jezeli chodzi o moich faworytow z tej plyty...hmm...ciezko,naprawde.Ale na pewno w gre wchodzil by Amant.Produkcja Raya Martineza z ktorej to wycialem co nieco ,skracając ją tym samym o jakies 4 minuty.Generalnie partie bębnów i cos tam jeszcze...nic specjalnego.No coz,pozostaje mi zyczyc Wam milego sluchania i czekam na komentarze!Co do skladanki Funkoffa,na pewno doda cos od siebie niedlugo na swoim blogu-link macie obok)

CD2 - Funkoff
01. Seawind - What Cha Doin' 4:34
02. Ronnie G & The SM Crew - A Corona Jam 5:44
03. Rocket - I Wanna Know 6:26
04. One On One - Body Music (Long Version) 6:06
05. Atlantis - Keep On Movin' & Groovin' 7:10
06. Roundtree - I Want To Spend A Moment With You 6:30
07. UN - Disco Power 9:18
08. Boys Town Gang - Disco Kicks (Remix) 8:39
09. The Glass Family - Crazy 7:38
10. Bravo - Soul Sacrifice (Part Two) 6:10

Osses Sound - Osses & Funkoff - Disco Zwyciezy - CD2 (2007)

Disco zwycieży.

P.S Na okladce jest jeden blad,ale to chwilowe,jutro juz bedzie ok.

wtorek, 20 listopada 2007

Love & Kisses - How much i love you (1978)


Nadchodzi czas kiedy bede pisal 50-tego posta...Jescze nie wiem jak uczcze ta chwile jakze znamienita ale pewnie minie troche czasu az go wrzuce,mysle ze z pare dni gdyz czasu mam nie za duzo ostatnio..Ale tymczasem - Love & Kisses-genialny projekt Costandinosa.A jakze.

Najstarsze i jedyne sluszne dziecko Costandinosa,love and Kisses,zadebiutowalo w 1977 albumem "Love and Kisses" z dwoma 15 minutowymi klasykami - Accidental Lover i I found love..ktore sa tak grube ze az zal ich nie wrzucic ale to nie dzis.Alec kontynuowal swoje eurodiscowe dziela w 1978 na drugim albumie - How much i love you wlasnie.A1 wypelnia kolejna suitka ktora zara uslyszycie,na B1 jest bardzo cheesowa epicka balladka przenoszaca basn/bajke o pieknej i bestii w swiat disco..Niby cheese ale uwielbiam poczatek tego utworu jak i to co zaczyna sie po 9 minucie.Poezja !Znaczy-jak kto lubi oczywiscie...Na B1 jest jeszcze utwor Maybe-kilkuminutowa balladka popowa (kompletnie od rzeczy) ktorej tutaj nie wrzuce bo nie warto,serio.Tak wiec czapki z glow Panie i Panowie przed How much i love you,a Beauty and the beast wrzucam dla wiekszosci jako kolekcjonerska ciekawostke!

Love & Kisses - How much i love you

Love & Kisses - Beauty And The Beast

Disco zwyciezy.


P.S Okladka jest kiczowata i ochydna.Nie wiem co artysta chcial przekazac!

piątek, 16 listopada 2007

Alec R.Costandinos - Constantly yours(1981)(Lamlight)


Myslalem ostatnio czy na przyklad nie moglbym wrzucac tu po kolei wszystkich costandinosow..po kolei.jeden za drugim dla wlasnej uciechy i satysfakcji.Ale po dosc dlugim namysle stwierdzilem chyba bym..was tym zabil.pol godzinne suity typu Spinx sa srednio normalnyczlowiek friendly.Ja uwielbiam swoja droga.Mysle ze jednak idealnym rozwiazaniem jest ten mix.Dosc nietypowy mysle.


Plyta z ktorej pochodzi to wydana w 1981 roku w baaaaaardzo malym nakladzie w wytworni MORVAN,ktora to wypuscial jeszcze jedna albo dwie plyty o ktorych wiadomo tylko tyle ze jedna to byl bootlegowy mix kawalkow donny summer a druga miala symbol 003(Costandinosowa miala 002,Donna 001).Na A1 jest mix undergroundowego disco (Lamlight) ktory widzicie na zalaczonym obrazku.Duzo tam rare'ow typu Magnifuque,Strange affair czy azoto,ale sa tez the Jacksons(o funk!) i jest tez costandinos....Ale my zajmiemy sie tym co jest na B2.Costandinos mix-Ten mix jest na tyle nietypowy ze nie zostal on ani zgrany na zywo,ani nawet z plyt..Lewee A. Martinee(remixer) poskladal to wszystko z tasm..fajnie?Fajnie.


Nie wyobrazam sobie lepszego "The best of Costandinos" niz ponizszy mix.W 23 minutach zawarl esencje jego tworczosci.Tak wiec jest tutaj :Hunchback of NotreDame,Trocadero Blue Citron,Romeo i Julia,You must be love,Americana,Judas Iscariot,Accidental Lover ,Thanks god its friday i pare innych...a wszystko oparte na pianinku z I found love w przerwach.Cud miod itp.



Alec R.Costandinos - Constantly yours(1981)(Lamlight)

Disco zwyciezy.


P.S Fakt ze wrzucilem tutaj mix costandinosa nie znaczy ze nie bedzie tutaj go wiecej!No sorry:)

Change - The Glow of Love LP (1980)


Change to chyba jeden z najdziwniejszych albumów jakie slyszalem/znam.I to nie jest zadna wada,bynajmniej.To jeden z tych albumow ktore na skraju popularnosci jednego gatunku muzycznego zgrabnie wchodza w drugi.Ot takim djskim przejsciem.


Pomimo tego za po 1980 roku powstalo jeszcze pare dobrych disco klasykow,to nie oszukujmy sie swoja zlota ere mialo juz za soba..Powoli rynek zaczelo przejmowac HiNrg Disco-po naszemu italo.Amerykance zawsze mieli tendencje do dawania dziwnych nazwa.I tu troche paradoks bo pozniejsze to najbardziej znane i kiczowate italo z drugiej polowy lat 80tych - nazywala wlasnie italo.Wczesniej to Hinrg raczej.My europejczycy rozgraniczylismy Hinrg poczatku lat 80tych z italo disco z poczatku i z drugiej polowy..zamotalem sie tak ze nic z tego nie rozumiem ,a wy?

Wracajac do Change-rowny album z 80 roku.Z jednej strony discofunkowy parkietowy killer(angel in my pocket),soulowo funkowy tytulowy utwor samplowany np przez Janet Jackson(The glow of love- z Lutherem Vandrossem na wokalu,niech spoczywa w pokoju,szkoda go) a z drugiej strony instrumentalny klasyk italo - The End czy troche sistersledgowski It's a girl affair..no i oczywiscie chyba najbardziej znany numer z tej plyty-Lover's Holiday.Jedynym slabszym numerem jest Searching i jego remix ktory tez wrzucilem ,wydany w 1992 roku na reedycji albumu na CD.Remix jest takim typowym earlyhousowym remixem z poczatku lat 90tych,zajal sie nim Graeme Park i jest chyba nawet lepszy od oryginalu....

Tak wiec pozostaje wam sciagnac i wsluchac sie w Angel in my pocket i the end-bo to pewnie glowne utwory ktore u tych co sciagna beda na repeacie.


Change - The Glow of Love LP (1980)


Disco zwyciezy.

poniedziałek, 12 listopada 2007

Revelacion - House of the rising sun + Revelacion Suite (1977) vs Santa Esmeralda - Don't let me be misunderstood (1977)



Idac dalej tropem Malligatora a raczej Crocosa,pora chyba na najwiekszy(i w sumie chyba jedyny komercyjny!)hit z tej stajni.A wlasciwie na dwa hity,jeden z Casablanci.Dwa hity,jeden aranzer i jeden z najwiekszych sporow w historii disco.Wlasnie przed Wami.

Nierozstrzzygniety spor.Chodzi mianowicie o to ktora to przerobka disco Animalsow - House of the rising sun czy moze don't let me be misunderstood byla pierwsza,ta jedyna.I ktora jest lepsza.

Na rynek pierwsza wypuscil bodajze Phillips w 77 roku,zaraz pozniej superdisco wytwornia Casablanca,rowno z Crocosem.Esmeralda stala sie wielkim hitem,znanym wielu.House of the rising sun zostal troche w cieniu.

Leroy Gomez (wiodacy prym w esmeraldzie) zarzucal (podobno zarzuca do dzis!) Cerrone ze skopiowal jego pomysl..wyklaskana,wyspiewana kilkuastominutowa disco suite,przerobke utworu animalsow..Problem w tym ze w obu nagraniach glowna osoba byl Don Ray,kompozytor i aranzer ktory to wlasnie ON byl trzonem tych utworow,i nie ma tu mowy o zadnej kopii.To tak jakby powiedziec dzisiaj ze np..no nie wiem jak to porownac...ze np.Timbaland zrobil jeden kawalek Furtado a drugi Timberlakowi i ze to kopie(kiedy tak jest czesto naprawde..)mysle ze wytlumaczylem to prosto jak konstrukcja cepa.

Co jeszcze przechylilo szale goryczy to fakt ze na plycie esmeraldy tez byla wersja H.O.T.R.S ale niestety krotka i slaba...mysle ze to wlasnie przewazylo.

Santa E. zostala ozywiona przez Tarantino kiedy to w jednej ze scen w Kill Billu I, wlasnie zostala dosc mocno uzyta..I dobrze w sumie.Ludzie poznali,pozno bo pozno ale zawsze.

Ktory utwor wedlug mnie lepszy?Naprawde ciezko stwierdzic.Przez patriotyzm eurodiscowocerronowy - Revelacion.Ale to tak chyba srednio obiektywnie mysle.Ocenicie sami-ten pierwszy disco beef!

Revelacion - House of the rising sun + Revelacion Suite (1977)


Santa Esmeralda - Don't let me be misunderstood (1977)


Disco zwyciezy.

P.S Klaskanie - prawie jak u Rubika.Prawie robi wieeeeeeeeeeelka roznice.

niedziela, 11 listopada 2007

Five Letters - Got got money (and i Moo) (1979)



Przegladajac kiedys tam discogs ,patrzylem na sublabele Malliagatora(Cerrone).Jedna z nich byl Crocos Records .Wydali praktycznie z 10 plyt,ale mysle ze kazda mocna.Cerrone by raczej syfu nie wydal,zwlaszcza bedac wtedy na topie jak malo kto.

Jedna z tych plyt byla Five Letters - got got money.Dosc rzadka,nawet bardzo dosc.4 numey na plycie,typowa elektronika eurodiscowa spod znaku Malligatora.Jednak numer ktory zaraz wrzuce jest na tyle dziwny ze brzmi po prostu jak jakis surowy re-edit zrobiony w roku 2007.Brzmi tak nowoczesnie jak na tamte lata ze to az naprawde dziwne.Jakby mi ktos powiedzial ze to z 2007 to bym uwierzyl.

Numer dosc specyficzny,mysle ze raczej sie nie spodoba niz spodoba-to chyba calkiem normalne,nie macie sie czym martwic.Dla mnie przynajmniej ten kompletnie od rzeczy wokal-niszczy

Five Letters - Got got money (and i Moo) (1979)

Disco zwyciezy.

środa, 7 listopada 2007

First Choice - Newsy Neighbours&Double Exposure - Newsy Neigbours (1973)



Kontynuajac
salsoulowe granie wrzucam dwa utwory,takie same ale dwa rozne wokale-damski i meski.Ktory lepszy raczej zadecydujecie sami,moim zdaniem obydwa maja swoj soulowo-filadelfilski urok.O ile Double Exposure jest bardziej energiczny,to First Choice bardziej chyba taki cieply...Co ciekawe,utwor First Choice pochodzi z ...1973 roku!Czyli bardzo wczesne,naprawde bardzo,disco.Mozna by sie klocic czy to nie po prostu soul..sprawa dyskusyjna.


Te dwa zespoly stanowily glowne filary Salsoulu,trzaskajac takie hity jak Dr.love,let no ma put us asunder,love thang,never let me down easy,czy tez D.E - my love is free,everyman ,double cross...ta masa materialu stanowila(stanowi )inspiracje dla dj'i ,producentow az do dzis...Zreszta to czesto slychac(w housie spod znaku np.Moralesa)

Malo pisania,wiecej sluchania.Jak sie ogarne powrzucam pare fajnych numerow z plyt ktore ostatnio kupilem ale to raczej nie dzis.


Double Exposure - Newsy Neighbours

First Choice - Newsy Neighbours

Disco zwyciezy.

poniedziałek, 5 listopada 2007

The Salsoul Orchestra Feat. Loleatta Holloway - Seconds(1982)


Slowo Orchestra bylo dosc naduzywane w latach 80tych.Czesto kilkuosobowa grupa ktora nagrala pare numerow tez nazywala sie orchestra(vide Constelattion Orchestra).Tak wiec zbyt duzego wrazenia to nie robilo.My Polacy tez mielismy nawet swoja!Prawdziwa!Poznanska Orkiestra Zbigniewa Gornego.Ot taka ciekawostka.Swoja droga fajna plyta.

Jednak w przypadku powyzej - Orchestra jest jak najbardziej trafne.Salsoul Orchestra.

Trudno jest ocenic jak wielki wklad mial wytwornia Salsoul w disco.Przeogromny,to na pewno.Twierdzenie ze to jedna z dwoch ,trzech najwazniejszych wytworni tego okresu jest jak najbardziej na miejscu..Do baaaaaaaardzo dlugiej i ciekawej lektury zapraszam tutaj:

http://www.disco-disco.com/labels/salsoul.shtml

Bardzo duzo czytania ale na pewno sie nie zawiedziecie,warto.

Co do samej Salsoul Orchestra - 50 artystow,wszystkie mozliwe sekcje,kilku dyrygentow i aranzerow...czy musze cos dodawac wiecej.Strach pomyslec jak to brzmialo na zywo.Strach.
Co do utworu powyzej,to akurat baaaardzo pozny salsoul bo z roku 1982(koniec dzialalnosci grupy praktycznie)Ale utwor jeden z lepszych ,co lamie stereotyp (po raz kolejny) ze disco skonczylo sie w 1979.I ze grupy na swoich schylkach graly slabe numery.

Genialna Loleatta Holloway na mocny energicznym wokalu i ponad 6 minut charakterystycznego cieplego salsoulowego brzmienia z zaakcentowanym wokalem jak malo gdzie.

The Salsoul Orchestra Feat. Loleatta Holloway - Seconds

Disco zwycięży.

P.S Sorry za pornografie w blogu ale coz,zycie.

piątek, 26 października 2007

Lace - Can't play around (Levan Mix) (1982)


Nie bede sie dzis rozpisywal bo specjalnie nie ma o czym.Poza tym planuje wrzucic cos wiekszego(ale jakos srednio mam kiedy,coz) wiec potraktujcie to jako przerywnik.

Lace wielkim zespolem nie byl.Kariery nie zrobili.Mozna by powiedziec ze oprocz Can't play around to w ogole malo zrobili.Ale cale szczescie Larry Levan ,wiedzial co promowac w 1982.Pozny discodowntempowy klasyk-podobno ludzie byli w imprezowym szale gdy to puszczal...Jeden z wielu typowych one hit wonderow tej ery.Ale za to jaki!

Chociaz poczatek ma tragiczny.Turututut.Na szczescie tylko poczatek.Dla wszystkich ktorzy lubia piejace afroamerykanki z pierwszej polowy lat 80tych plus syntezatorowe wstawki - pozycja obowiazkowa.

P.S poza tym cos innego od eurodisco bo Was zamecze.

Lace - Can't play around (Levan Mix) (1982)

Disco zwyciezy.

poniedziałek, 22 października 2007

Tom Savarese - Disco Mix Vol.2 (1978)


Stwierdzilem ze za rzadko pisze,za malo numerow wrzucam ostatnio to teraz wrzuce cos naprawde mocnego...A mixa se wrzuce,aco.

Tom Savarese-czlowiek legenda.Dj,producent,wielki propagator muzyki i kultury disco w latach 70tych,inzynier dzwieku,jeden z zalozycieli grupy odpowiadajace za jedne z pierwszych remixow-Disconet.Jego biografia jest tak obszerna i tak ciekawe ze trzeba ja przeczytac cala dokladnie,totez zainteresowanych polecam do genialnej strony u kulturze djskiej.Ponizej bezposredni link do tematu o Savarese:


http://www.djsportal.com/en/pioneer/index.php?id=savarese


A najlepsze w niej jest to ze...to jest polska strona!Polak potrafi.Zawsze to wiedzialem..

Ten mix pochodzi z drugiej plyty z 5-cio plytowego pakietu ktory wyszedl stosunkowo niedawno na CD.Na kazdym z nich znajduje sie esencja disco,skompilowana przez Toma i jakiegos goscia na impreze sylwestrowa w roku 1978.

Jezeli ten mix uslyszy jakis dj,ktory gra jako tako,stwierdzil by ze jest slaby technicznie.Ale gowno prawda-tak sie kiedys po prostu gralo-gralo sie numery jak najdluzejtylko sie dalo bo nie nudzily sie po 1minucie,nie bylo najwazniejsze idealne zgranie bitu czy napierdalanie skreczy ile popadnie i efektow...Kiedys nie trzeba bylo upiekszacmuzyki bo byla i tak piekna.Znaczy jest.

Ain’t That Enough For You - John Davis & The Monster Orchestra
New York City Dream - Black Diamond
The More I Get, The More I Want - Lorraine Johnson
Chase (Theme from Midnight Express) - Giorgio Moroder
Tower Of Love - Romance
This Is The House Where Love Died - Pattie Brooks
At Midnight - T-Connection
Love and Desire - Arpeggio
You Make Me Feel (Mighty Real) - Sylvester
Hazy Shades of Love - Amant
Love In C Minor - Cerrone
Turn On Lady - The Detroit Emeralds
This Will Be A Night To Remember - Eddie Holman
Je Suis Music - Cerrone
Dance (Disco Heat) – Sylvester
Mysle ze nie musze komentowac tej tracklisty..jest bezbledna.Samo czyste disco,euro disco,rare(Romance).Jak beda jakies checi to wrzuce inne czesci...moze.Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Tom Savarese - Disco Mix Vol.2 (1978)

Disco zwycieży,skit rycerz zniszczy.

sobota, 20 października 2007

Love De Luxe - Here comes the sound again (1978)


Dlugo nie pisalem.Znowu.Jestem chyba nienaprawialny pod wzgledem systematycznosci.Poza tym naprawde nie mialem czasu.Ale moze uda mi sie to jakos nadrobic i popisac ...W sumie glownie dla wlasnej satysfakcji ,chyba.


Sa plyty ktore chcialbym miec.Zle,chcialbym miec tysiace plyt.Sa plyty ktore bardzo chcialbym miec.Znowu zle.Powiem tak-sa plyty ktore gdybym zobaczyl bedac gdzies na przyklad na wakacjach,pewnie wydal bym wieksza czesc kasy na nie i w efekcie skrocilbym wakacje..Ta powyzej jest jedna z nich.


Wsrod funkowcow panuje kult perkusyjnych breakow typu impeach the president,funky worm czy the Champ grupy Mohawks.Z zasady jak numer ma wysamplowana perkusje z jednego z nich to jest fajny.Nawet jak nie jest.W tej ostatniej byl sobie taki jeden czlowiek.Alan Hawkshaw.I ten wlasnie oto czlowiek jest odpowiedzialny za ta produkcje od poczatku do konca.To pewnie szok dla funkowcow dla ktorych w wiekszosci disco to muzyka niegodna i muzyka dla bialych.Tak,jest taki poglad.

A ten Pan nie tylko wyprodukowal Love de Luxe ale tez stal za szeregiem innych disco produkcji a najwazniejsza z nich to niewatpliwie......LOVE IN C MINOR Marca Cerrone...Chyba nie musze juz nic dodawac do tematu.

Utwor wielokrotnie samplowany,ciety wrzucany do wielu wielu produkcji...ten klasyk eurodisco pokazuje jedna wazna rzecz.Ze w tej muzyce obowiazywala zasada-im dluzszy tym lepszy.Zauwazcie jedna prawidlowosc-mimo 15 prawie minut ,utwor nie dluzy sie i nie ciagnie w nieskonczonosc.W dzisiejszych czasach ,utwor majacy 5 minut jest juz za dlugi i sie nudzi.To chyba swiadczy o genialnosci tej muzyki.

P.S Alec R.Costandinos mial kawalkow ponad 15 minut z 20.Król.Przyjdzie na to czas jeszcze.


Love De Luxe - Here comes the sound again (1978)


P.S Disco zwyciezy.Skit Rycerz tez.


niedziela, 7 października 2007

Chocolat's - Baby let's do it the french way (1980)


Long time ,no siege.W sensie ze dawno mnie tu nie bylo.Ee jakos nie bylo ani czasu ani weny.Poza tym sesja i rozne takie takie.Ale mysle ze teraz nadrobie bo mam duzo do napisania/wrzucenia co mysle warte uwagi.Ale dzisiaj bedzie troche inaczej.Dlaczego?A dlatego ze (uwaga-lans) wrzucajac tu jeden utwor chcialem zarowno wykorzystac jak i sie pochwalic moim nowym nabytkiem - Numark TTX USB.Daje mi on radosci i uciechy duzo ,a jeszcze wieksza ucieche daje mi to ze moge bez problemu wrzucac przez USB tracki z plyt na kompa...Fajnie?Takie rzeczy to tylko w erze.I tu.

Na poczatek utwor z plyty ktora zamowilem.....w ciemno.I to bynajmniej za 5 zl.Troche wiecej.Ale warto bylo.Znaczy w ciemno jak w ciemno..Artystów znalem,ale utworow z tej plyty srednio.Moze dlatego ze to dosc rare.

Chocolat's,jakby na NIE popatrzec...typowy disco zespol z lat 70tych.Kilka panienek,orkiestra,jacys kolesie...Ale kiedy remixami Twoich numerow zajmuje sie Tom Moulton to juz raczej znaczy cos wiecej.

Zgrabne laczenie latino,merengue z rytmami disco wyroznialy ten zespol,udalo im sie nagrac kilka fajnych singli miedzy innymi - King of clubs(Moulton na mixie) ,Cubanita i El Caravanero wydany w reissue w 2005 roku wraz z Anikana-O -Kongas(tak,Cerrone ZNÓW).

Ja jednak wrzuce numer z LP ktore udalo mi sie wylapac.Plyta nazywa sie The Fabolous i jest dosc pozną bo z 1980 roku.Na A1 jest Medley roznych utworow - Thats the way i like it,you keep me hangin on.TSOP, itp..Ale raczej tak na 4.No dobra 4+.

Na B natomiast jest utwor ktorego strona instrumentalna podoba mi sie bardzo - baby let's do it the french way..Dosc dlugi,bo ponad 7 minut,ale mysle ze warto posluchac od poczatku do konca.Jezeli bedzie was denerwowal na poczatku wokal tego goscia,nie wylaczajcie:)

To tyle na dzis,obiecuje ze nie zaprzestane wrzucania numerow na tego bloga,powiem wiecej-mixow niedlugo.

Chocolat's - Baby let's do it the french way(1980)

Disco Zwyciezy.

środa, 19 września 2007

William DeVaughn - Be Thankful For What You've Got ( Disco mix)(1980)


Z kawalkow ktore polepszaja samopoczucie,albo po prostu chce ich sie sluchac gdy sie dobre dosc aktualnie posiada,prezentowany ponizej jest w moim top 10..
Poczatkowo utwor ukazala sie w roku 1974,w bardziej soulowej wersji,takiej Withersowskiej.Sprzedal sie w 2 milionach egzemplarzy.
Podczas sesji muzykowi towarzyszyli muzycy z MFSB).

W roku 1980 kiedy troche juz soulowe spiewki,odeszly w zapomnienie,wyszla wersja disco...Ktora moim zdaniem jest o niebo lepsza.I ma lepsza okladke.Utwor samplowany wielokrotnie,coverowany i wspominany.Disco o soulowym zabarwieniu najwyzszych lotów.Co ciekawe,ten mix nie wyszedl w stanach(UK,Niemcy).No nic,zaraz sami posluchacie.


I pamietajcie:
Though you may not drive a great big Cadillac / Diamond in the back, sunroof top / Diggin' the scene with a gangsta lean / Gangsta whitewalls, TV antennas in the back / You may not have a car at all / But remember brothers and sisters / You can still stand tall / Just be thankful for what you got.

William DeVaughn - Be Thankful For What You've Got (Disco mix)

Disco zwyciezy.

wtorek, 18 września 2007

Second Image - Can't keep holding on(1981)


Od paru dni zabieram sie za post o Paradise Garage..ale jakos nie moge sie zabrac bo to pisania a pisania ,a nie chce pisac bzdur totalnych.Ale chyba warto poczekac,bo fajny mix sie wrzuci przy okazji.


Ale dzisiaj jeszcze nie.

Pare dni temu na jednym z muzycznych blogów zupelnie przypadkiem w tle lecial Second Image..mimo ze mam go i lubie bardzo nie slyszalem go z dobre pol roku jak nie wiecej.I tak mi sie dodalo ze w sumie fajny numer,mozna wrzucic.

Znany utwor.Slaby zespol,moim zdaniem typowy one-hit-wonder..Zaczynali super-tym wlasnie singlem w 1981 roku.Byl szał.Plyta wyszla w 1983 i juz generalnie szalu nie bylo.Probowali wrocic singlem Starting Again...ale z tego startowania nic nie wyszlo..Tak czy siak zostawili po sobie ten jeden ,wazny singiel ktory macie okazje uslyszec.Tyle

Second Image - Can't keep holding on

Disco zwyciezy.

Geraldine Hunt - Can't fake the feeling (1980)


Stwierdzilem ze nie bede sie rozpisywal bo jakos jeden komentarz na 50 sciagniec mnie do tego nie motywuje.Z drugiej strony jakbym mial tak myslec ,juz dawno powinienem byl przestac pisac.Ale co tam.

Krotki utwor.Krotki tekst.Lubie go bardzo,chwytliwy refren,radiowa 3,5minutowa wersja wiec spokojnie-to nie 12minutowy Munich Machine.

Geraldine Hunt zaslynela generalnie tylko tym utworem..No i moze jeszcze tym ze jej kilkunastoletni syn Freddie James nagral zajebisty numer Get up and boogie.Wrzuce go moze .Kiedys.

Geraldine byla jeszcze producentka ,ale raczej bez sukcesow.No chyba ze ktos jest milosnikiem Cheri,czy Sophie Stank..bynajmniej nie gwiazdy.

Ciekawe jest ze Pani Hunt udziela sie tez w chorkach francuskiego zespolu disco,Boule Noire,ktory generalnie jest baaaaardzo slabo znany.Mieli jeden fajny nawet numer,pozny,ale fajny - Aimer D'Amour .

To tyle,jest dosc pozne wiec nawet dzis pojde spac.Teraz.Dobranoc.

Geraldine Hunt - Can't fake the feeling

Disco zwycięży.

P.S Wrzucilem okladke,wydania Unidisc-owego bo..jest taka fajna kolorowa.W ogole nie wiem czemu tu mam godzine 2.51 jak jest 4.15.Dziwne.Czesc.

niedziela, 16 września 2007

Munich Machine - Get on a funk train (1977)


Generalnie to chyba nie jest zbyt wczesnie.Pisze tego posta i ide spac.Wiec jak beda bzdury totalne to wybaczcie ale juz chyba kumanie na poziomie zero.

Z gory uprzedzam - jezeli wszedles tutaj,zobaczyles tytul i oczekujesz czego co zaspokoi Twoje funkowe jakze wysublimowane gusta - to przykro mi ,ale jestes w bledzie.Ten kawalek to ma z funkiem tyle wspolnego ile Połomski z electro.Sorry.Ale generalnie,mozna sprawdzic..jak zaryzykujecie.Zaryzykujcie.


Do Giorgio Morodera przekonywalem sie dlugo.Ba,nawet kiedys myslalem ze jest przereklamowny i w ogole komera itp..Bylem debilem .A z czego to wynikalo?Z niewiedzy.Tylko i wylacznie.Z nieznajomosci tworczosci.Na szczescie to bylo dawno i ten niechlubny okres w ktorym glosilem takie herezje mam juz za soba.

Morodor to wielki artysta jest.Korzystajac z uprzejmosci(yy co?)jego strony internetowej wrzuce moze po prostu liste artystów ktorym zrobil hity.Tak,to dobre zdanie.Zrobil hity.

  • Barbra Streisand
  • Miami Sound Machine
  • Janet Jackson
  • David Bowie
  • Graham Nash
  • Donna Summer
  • Sammy Hagar/Van Halen
  • Kenny Loggins
  • Pat Benatar
  • Jon Anderson
  • Limahl
  • The Silvers
  • Eric Martin-Mr.Big
  • Remix Eurythmics
  • Berlin
  • Jermaine Jackson
  • Cheap Trick
  • Irene Cara
  • Cher
  • Chaka Khan
  • Freddie Mercury
  • Sparks
  • Adam Ant
  • Janis Ian
  • Phil Oakey
  • S. S. Sputnik
  • Olivia Newton-John
  • Elton John
  • In Aura Remix
  • Bonnie Tyler
  • Loverboy
  • Bill Medley
  • Roger Miller
  • Blondie
  • Debbie Harry
  • Melissa Manchester
  • Billy Squier
  • Roger Daltrey
  • Jennifer Rush
  • DeBarge
  • Asia
  • RuPaul
  • Gravity Kil
Slabo?Nie sadze.Gdyby nie Moroder,Donna Summer nie osiagnelaby na przyklad takiego sukcesu jaki osiagnela.Z soundtrackami ludzie tez by mieli problem.To wlasnie Moroder wyprodukowal sciezki dzwiekowe to takich filmow jak - Flashdance,Scarface,Superman 3 czy Midnight Express.Nagrod tez malo nie dostal.Mozna by pisac i pisac.Zainteresowanych odsylam do:

www.moroder.net

lub tez setek innych stron wlasnie o nim.

Myslicie pewnie -pisze o Moroderze a wrzuca jakis Munich Machine..A to wlasnie ten projekt Morodera naprowadzil mnie na dobra droga sluchania go.No i moze jeszcze Battlestar Galactica.I moze cos tam jeszcze..

Get on a funk train zaczyna sie dosc dziwnie.Na mysl wszystkim przyjdzie polowa lat 90tych kiedy to w dyskotekach(tak,dystkotekach,nie klubach) ,w rytm muzyki o raczej niskiej ocenie,krolowaly gwizdki i panowie w bialych rekawiczkach.Coz to dowodzi tylko o tym ze wszystko juz bylo,nic nowego nie wymyslili.

Z tym ze dalej jest juz raczej duzo lepiej.Duzo.

Pompujacy bit,pod 130bpm,wchodzacy bas(chociaz przypuszczam ze to akurat jakas elektronika,wszystko mozliwe..),i wokal Let have some wah wah..Dalej jest juz tylko lepiej.
Mimo ze utwor trwa 15 minut(standardowa zreszta cecha eurodisco z tego okresu -patrz:Costandinos,Cerrone) to jest to akurat jego niewatpliwym atutem.Utwor nie nudzi sie,zmienia kilka razy,pojawiaja sie nowe dzwieki,wstawki muzyczne(nawet Happy Birthday to you przez 3 sekundy) i mimo ze tekst tego utworu nie jest zbyt skomplikowany ,jakos to nie razi.

Ta formacja wypuscila na rynek 3 plyty - Munich Machine,Whiter shade of pale i Body Shine.W takiej kolejnosci.Ale o tym pozniej.

Oto link-bierzcie i jedzcie z tego wszyscy:

Munich Machine - Get on a funk train (1977)


Disco zwyciezy.

piątek, 14 września 2007

Jackie Moore - This time baby (1979)


Gdyby nie Jackie Moore to na przyklad duet producencki Freemasons ktory dzis remixuje Beyonce,Faith Evans,Jamiroquaia,Angie Stone,Fatboya Slima oraz inne gwiazdy co bynajmniej 100 dolarow za to nie placa,w ogole by pewnie nie istnial.To wlasnie dzieki jej hitowi z 1979 roku "This time baby" w 2005 roku Freemasons wypuscili "Love on my mind"Dodali wokal z Tiny Turner i co?Megahit.

Tak jak juz kiedys napisalem - z hitu robi sie kolejny hit.Zawsze.

Bardzo bym chcial miec plyte Jackie Moore.Nie mowie ze mialo to byc This time baby bo predzej moj pies zacznie mowic.Ale z wszystkich jej utworow ktore sa mi znane,ciezko znalezc utwor slaby..Wydaje sie ze one-hit-wonder.A tu nie.Helpless,How's Your Love Life Baby
,Just to be with you..wszystko discofunkowe,doskonale zaaranzowane perły.

Jeden z najlepszych wstepow w historii disco,linia basu zapowiada ze bedzie koniec swiata..co nastepuje.

This time baby przetrwa jeszcze jakos dance-anthem wszechczasow przez wiele wiele lat..Powiedzcie mi,jaki terazniejszy utwor przetrwa taka probe czasu?Nie wiecie?Zaden.

Moj top 10.Na pewno.

Tyle.

http://www.zshare.net/audio/36510771527944/


Disco zwycięży.

wtorek, 11 września 2007

Mistral - Starship 109 (1978)


W dzisiejszym przemysle muzyki elektronicznej istnieje pare recept na sukces:

-Przyjac pseudo sceniczne ktore pomiedzy imieniem a nazwiskiem bedzie mialo slowo VAN,nawet jak sie jest polakiem ,ukraincem,wegrem czy tez innego pochodzenia gdzie przedrostki(to chyba sie tak nazywa) VAN nie wystepuja.Potem wypuscic obojetnie jakie gowno z MAgix music makera ,i sukces gwarantowany.Wszystkie wioski Cie pokochaja

-Zrobic jakies straszne gowno ,opierajac sie na jakims charakterystycznym elemencie wizerunku.Na przyklad stworzyc postac zaby w goglach wydajacej najbardziej na swiecie wkurwiajace dzwieki.

-I ostatnie ,i chyba najbardziej popularne ostatnio. Wziasc stary disco,funk,pop hit sprzed ilus tam lat,dodac radiowy wpadajacy w ucho tandetny bit i wypuscic jakos zespol pod nic nie znaczaca nazwa,moze sie nike nie skapnie.

Ale dlaczego o tym pisze?Bo mam nadzieje ze z numerem ktorego tutaj zamieszcze nikt tak nie zrobi.Nigdy.

Wpadlem na niego zupelnie przypadkiem.Zupelnie.Al Pacino,jako Michael Corleone ,po ujrzeniu swojej przyszlej zony na Sycyli,uzyl zdania -to bylo jak uderzenie pioruna,momentalnie.Albo cos w tym stylu.Ja tak mialem z tym kawalkiem.

W tym niewatpliwym przykladzie ze istnialo cos takiego jak "Space Disco",wokal po prostu zabija.Przesluchalem ten numer ze 150 razy i jeszcze mi sie nie znudzil.

Dunski zespol.Tak dunski.Znacie jakis inny?Ja tylko jeden.Shocking Blue,zalozony paradoskalnie przez Robbie Van Lewuanna,tego samego co wlasnie Mistral.

Grupa,z tego co mi i internetowi wiadomo,nie wypuscila zadnej 12tki.Same 7calowe single.Nie moge w sumie dojsc dlaczego.Te plyty sa nie do dostania,widzialem tylko jeden singiel 7" za 30 funtow..Zazdroszcze posiadaczowi.Bardzo.Starship pochodzi z 7tki na ktorej znalazl sie rowniez utwor Love Destruction,ktorego nie slyszalem.Ich dyskografia wygladala mniej wiecej tak:

Jamie
3-12-1977 15 8
Starship 109
8-4-1978 9 8
Neon City
21-10-1978 37 3
You're My Hero 1980


I Feel It 1980


Cati-Ca-Too 1980


Co ciekawe,www.discogs.com milczy na temat wiekszosci tych plyt,a biorac pod uwage ze to biblia plyt muzycznych ,to swiadczy o tym jaki to rare.

Ciesze sie ze moglem sie z Wami tym podzielic,bo to piekna muzyka.

http://www.zshare.net/audio/357604689e886f/

Disco zwyciezy.

poniedziałek, 10 września 2007

Barrabas - On the road again (1981)


W calej historii muzyki disco,jednym z najśmieszniejszych faktów jest to ze jednym z pionierów gatunku byla grupa która w swoim założeniu miała być grupa psychodelicznego rocka,ale nie wiadomo w sumie jak ewoluowała w kierunku disco i do dzis jest uwazana za klasyke gatunku.

Debiutowali w roku 1972 ,jeszcze rockowym utworem Woman(ktory notabene jest wydawany teraz w re-edicie),nastepnie byla dosc rzadko spotykana plyta Barabass(lub tez Wild Safari,z inna okladka),z bardzo rodzinna okładka:Plyta jest jak najbardziej disco.Problem polega na tym ze wedlug historykow disco ,to Gloria Gaynor w 1974 rozpoczela ten nurt..Moim (i nie tylko) zdanie Barrabas byl pierwszy.Pomimo ze nadal uwazali sie za rockowa grupe.Hiszpanska na dodatek co juz w ogole dolewa oliwy do ogniska absurdu.

I tak ,nasza grupa rockowa wydala pozniej album Power,ktory generalnie przeszedl bez echa.Byl za bardzo rockowy jak na rockowa grupe grajaca disco.
Do nastepnego albumu zatrudnili samego Herbie Mann,i zrobil sie album..funkowy.Z rownie ladna okladka: Ale najwiekszy sukces dopiero byl przed nimi.Po wydaniu plyty Watch Out w roku 1976 ,parkiety calego kraju oszalaly na punkcie Barrabas.Plyta nie miala wypuszczonego oficjalnego singla na 12",tak wiec dj robili wlasne cuty z Lp..

Zaraz po tym sukcesie...grupa nie wiedziec czemu rozpadla sie.

To chyba jeden z najdziwniejszych momentow w historii muzyki disco.Zakonczyla dzialalnosc grupa bedaca wlasnie na topie.
Przy wydawaniu albumow,mieli raczej tenedencju wzrostowa,tak wiec strach sie bac co by bylo gdyby nastepny album wydali np. w 1979!!!

Pisze o tym ze grupa sie rozpadla...Jednak w roku 1981,Fernando Arbex,trzon grupy,teksciarz(nienawidze tego slowa) i glowny producent reaktywowal grupe..nagrywajac jeden kultowych kawalkow gatunku - On the road again,wydane na singlu razem z Hard Line For A Dreamer.Cos jest w tym kawalku niesamowitego ze jak sie go raz uslyszy to pamieta dokladnie cale zycie..I caly dzien chodzi po glowie.Przynajmniej mi.Sami ocenicie.

http://www.zshare.net/audio/3568099a58dd2f/


Disco zwyciezy.

Dr.Buzzard's Savannah Band - Cherchez La Femme (1976)


To chyba bedzie jeden z najbardziej ciezkostrawnych i wedlug niektorych"niedisco" kawalkow na tej stronie.Pewnie niektorzy stwierdza ze ten numer to "siara".Ci ktorzy tak stwierdza,przykro mi.Za nich.(straszny jestem ,wiem,moge)

Dr.Buzzard's Savannah Band to jeden z najmniej znanych,najmniej docenianych i rownie jeden z najbardziej poszukiwanych przez diggerow..Nie pytajcie ile zaplacilem za plyte,nie pytajcie.
Podobno to byl jeden z najbardziej zakreconych zespolow disco na swiecie.Sama okladka niszczy swoja tandeta i absurdem.Zalozeniem grupy bylo przelozenie klimatu i rytmu swingu lat 30tych na muzyke ery disco..Tytulowy numel Cherchez la femm w 1976 od razu okryl sie zlotem,muzycy az do 1980 roku ,wydali jeszcze 2 plyt Meets King Pennett,oraz Goes to Washington,wszystkie w podobnym Nowoorleanskim klimacie.Przyznam ze ich nie mam i pewnie dlugo mial nie bede.Nie widzialem ich nawet nigdzie na sprzedaz.Panowie Darnell i Hernandez,czyli glowny trzon zespolu zalozyli potem zespol Kid Kreole & Coconuts..wydali 17 plyt do roku 2002.Wiec slabi nie byli.

Tak wiec pomecze was teraz kawalkiem ktory Wam sie nie spodoba z genialnym wokalem.

http://www.zshare.net/audio/35656793dce159/


Disco zwyciezy.

Young And Company - I Like It (What Your Doing To Me) (1980)


Kontynuując obalanie poglądu co niektórych ze disco umarło w roku 1979 wrzucam kawalek z 1980.Ot tak,na przekór.

Z dnia na dzien utwierdzam sie w przekonaniu ze 1980 rok slaby nie byl.Powstalo tyle dobrych numerów ze ten kto twierdzi ze disco umarlo ma cos chyba nie tentego z mozgiem,albo jego pojecie muzyki disco ogranicza sie do Bee Gees.

Young&Company to dosc znany numer.Pojawial sie na wielu komercyjnych skladankach skladankach,vide-ministry of sound.Przynajmniej takie moje odczucie .I to generalnie by bylo na tyle bo i tak prawie nikt tego nie czyta,zaspokajam tylko tym blogiem swoja bezuzyteczna misje propagowania Disco w tym kraju.

http://www.zshare.net/audio/356554968465fe/

Disco zwyciezy

sobota, 8 września 2007

BT Express - Does it feel good to you(1980)


Według niektórych disco umarło po dośc niechybnym evencie w iscie amerykanski stylu a mianowicie Disco Sucks Event,lub tez Disco Demolition Night:


http://www.discodemolition.com/

http://en.wikipedia.org/wiki/Disco_Demolition_Night

http://www.outernetweb.com/focal/disco/headlines/index.html



Fajnie fajnie..bardzo madrze.Tak madrze ze pozniej sie tego tlumaczyli..coz. Ale niewazne w sumie.

Wedlug mnie nie umarlo czego dowodem jest numer w sumie funkowego(wiadomo ,brzmi "lepiej" niz disco,zwlaszcza w mniemaniu Polaków...)
W sumie mieli kilka fajnych numerow,czesto samplowanych,np genialny Do it till you satisfied..ale generalnie to ich nie kocham.Ale ten numer uwielbiam .A ich albumy to drogie jak cholera

http://www.zshare.net/audio/3533380c05fc05/

Disco zwyciezy.

środa, 5 września 2007

Tracy Weber - Sure Shot (1982)


Smutna Historia.Tracy Weber,artystka o wielkim potencjale i talencie zginela tragicznie zastrzelona 2 tygodnie przed wydaniem na rynek plyty Sure Shot..w roku 1982.Byl to jej jedyny oprocz,One step in time wydany singiel.Od Richarda Bassoffa(autora tekstu do tego utworu i kilku innych w tych latach) wiem ze mieli nagrana rowniez jedna piosenke.A mianowicie You Ought to know.Richarda udalo mi sie zagadac na jednym z forow dawno temu,wiem ze cala historie opisuje tez na discomusic.com.

Po nagraniu Sure Shot nie mozna bylo znalezc srodkow na wydanie..w koncu wydano to w RFC Records,a calosc zmiksowal Larry Levan,ikona muzyki disco.

Po smierci Tracy ekipa producencka poznala jej przyjaciolke Bernice Watkins ,ktora przyjela pozniej pseudo artystyczne Mahogany i wydala rowniez dobry numer - Ride on the rhytm ,tez w roku 1982.

Smutna historia i niestety prawidziwa.

Co nie zmienia faktu ze utwor po 25 latach nie stracil swojego uroku i na pewno nie pozwoli nam zapomniec kim byla Tracy Weber.

http://www.zshare.net/audio/3493240a7400ea/

Disco zwyciezy.

Terri Wells - I'm givin all my love (1984)


Istnieja takie utwory ktore jak sie raz uslyszy to trwaja w glowie na zawsze.Ten do nich niewatpliwie nalezy.Gwarantuje.


Terri Wells jakas tam wielka gwiazda nie byla.Zaczynala w chorkach koscielnych,jak wiekszosc z tamtej epoki,pozniej wylapal jak Dexter Wansel i troche sie posypalo..Wspolpraca z MFSB ,Lou Rawlsem i nawet z Ayersem przy koncertach promujacych plyte Feelin'Good.

Wydala tylko jeden album Just Like Dreamin w roku 1984tym.Nakladam Philly Records,wytworni ktora wydala w sumie pare dobrych singli.

Jak na 1984 rok to brzmienie nietypowe,malo synth-popowe,podoba mi sie bardzo.

To tyle.

http://www.zshare.net/audio/3488921680e76a/


Disco zwycięży.

Cela - I'm in love (1979)


Generalnie to mam nastroj daleki od git.I moglbym sie tu wyzyc wrzucajac Neoton Familia - Marathon,wegierskie disco z genialnym riffem gitarowym ,przyswajalne pewnie dla kilku par uszu w tym kraju w tym moich.Ale bez przesady..

Jakbym mial wybierac jaki jeden numer chcialbym miec na winylu z wszystkich na swiecie to mysle ze zastanowil bym sie wlasnie na tym.

Cela - I'm in love

Absolutny terminator parkietu.Mistrzostwo gatunku.
Wydany w 1979 roku(jeszcze ten rok!) nakladem Derby Records(Notabene ta wloska wytwornia miala w swojej ofercie mnostwo rzadkich hitow) jest utworem absolutnie nie do dostanie.Jakze wielkie bylo moje zaskoczenie gdy znalazlem jedna niedawno na sprzedaz ..I to w stanie MINT.
Niestety ,cena mnie zabila ,ale wierzcie mi -tak kocham ten numer ze przez chwile nawet przeszlo mi przez glowe czy by tego nie kupic..
Zobaczcie sami:

http://www.discogs.com/sell/list?release_id=319687

90 dolcow,z przesylka 100.Calkiem srednio.Nawet bardzo calkiem.

Kawalek napisany przez pania Marty Celay ,ktora udzielala sie rowniez na albumie Tongue in Chic w roku 1982.I oprocz tego ze to znajoma Chicsistersledge ekipy ,to tyle o niej wiadomo..

A o tym numerze dowiedzialem sie z najlepszej w historii(oczywiscie wedlug mnie)skladanki disco bialych krukow ,a mianowicie - Dimitri From Paris And Joey Negro - The Kings Of Disco.Skladanki ktora wszystkim i kazdemu z osobna polecam.

Mysle ze kazdy z nas ma taka plyte ktora tak chcialby miec.I pewnie nie jednemu sie uda.Czego sobie i Wam zycze

http://www.zshare.net/audio/34824534c85d5a/

Disco zwycięży.

sobota, 1 września 2007

Incognito - Always There (David Morales remix)



Odstepstwo od reguly dzis.Bo moge.

Z gory zaznaczam ze to jeden z najlepszych remixow wszechczasow wedlug mnie oczywiscie. Incognito,Jocelyn Brown na wokalu i.....David Morales za konsoleta - normalnie

basn,Szeherezada.

Zauwazylem prawidlowosc ze kazdy milosnik disco ,lubi early housowe produkcje takie jak ta.Mysle ze to dlatego ze to wlasnie house(ten prawdziwy a nie ten najebkowy electrohouse i rozne inne gowna co teraz sa trendy jazzy i panowie z dziwnymi fryzurami ,butach pumy i polowkach z krokodyle wpuszczaja do swoich uszu) jest nastepca disco.Ot taka analogia..Nie dance,nie techno a house.A tu mamy do czynienia z jednym z jego prekursorow.Morales dorastal na remixowego i produkcyjnego geniusza pod okiem samego Larrego Levana w Paradise Garage a pozniej w the Loft..wiec generalnie krzywdy byc nie moglo.

A co z dzisiejszym utworem?Nie napisze ze to house(chociaz w tym przypadku byloby to akurat prawda)bo ten termin zyskal tak "genialne"znaczenie w dzisiejszych czasch mniej

wiecej jak hiphop - czyli wstyd sie gdziekolwiek i komukolwiek przyznac ze sie tego slucha.To juz lepiej powiedziec ze sie lubi Alibabki.Serio.

Incognito - Always There (David Morales remix)

http://www.zshare.net/audio/3411575681d8ca/


Disco zwycięży.

czwartek, 30 sierpnia 2007

Cerrone - Love is the answer(1977/78)


Tak,znowu pisze.Nie,nie odpuscilem sobie-sorry.

W konkursie na najbardziej kiczowate okladki Cerrone(tudziez jego fotografowie/graficy) byliby na podium.

W konkursie na plyty ktore zmienily oblicze muzyki ,nie tylko klubowej,Cerrone tez bylby na podium.Bynajmniej nie na trzecim miejscu.

Zaczalem tego bloga od Cerrone.Od Love in C minor.Pierwszej solowej plyty Marc C.Supernature jest juz trzecia .Ale chyba najbardziej przelomowa - takie numery jak Give me Love czy Supernature doczekaly sie dziesiatek remixow i zostaly wysamplowane do wielu produkcji..

Ale ja ich nie wrzuce.

Wrzuce moj ulubiony numer z tej plyty.Szosty.Ostatni na plycie,pierwszy na mojej liscie.Co ciekawe,ten numer nie wyszedl na singlu,ale jakos mnie to nie dziwi bo polityka wydawania przez niego singli byla dosc zagmatwana(wydawanie singli z poprzedniego albumu podczas gdy w sprzedazy byl juz kolejny..no coz,nie nam widocznie oceniac)

Jezeli mialbym wybrac jednego artyste ktory przyczynil sie do pozniejszego i terazniejszego rozwoju muzyki elektronicznej(nie pisze housu itp bo w dzisiejszych czasach ten termin oznacza wszystko i nic) jest nieoceniony.

Cala francuska szkola French Touch(Cassius,Sinclar(bynajmniej nie terazniejszy,Dimitri From Paris czy oczywiscie Daft Punk)opiera sie w mniejszym lub wiekszym stopniu na tworczosci Cerrone.O ile jego poczynania z zakresu Hi-NRG i Synth popu z polowy lat 80tych w wiekszosci mozna sobie odpuscic bo jak dla mnie to mozna to postawic obok muzyki filmowej,to cala tworczosc az do Golden Touch (plus pozniejsze You are the one)jest kamieniem milowym muzyki elektronicznej.Nie zaden tam Kraftwerk , czy Jean Michael Jarre(ble) ,bo to zupelnie inna bajka.Na parkietach sie tego nie gra.Chyba ze w klubie seniora WESOLE 70tki.

Dowodem na to ze Cerrone bo 20paru latach nie stracil swojej discowerwy i potencjalu do robienia hitow jest plyta Hysteria z 2001 roku.Radze sprawdzic.

Dobra napisalem sie .Pewnie jak zwykle dla siebie i dla garstki ludzi ktora to czyta i dziesiatek ktore sciagna i wyrzuca..


Cerrone - Love is the answer:

http://www.zshare.net/audio/3391884e975cd3/

P.S To co zrobil Sinclair na swojej plycie poswieconej Cerrone z tym numerem tez jest genialne.Panowie w ogole opowiadaja o sobie jak to jeden lubi drugiego za to ze ten go lubi..coz,francuzi.Zagranicznik.

P.S2 - obrazki mialy byc inaczej,tak bardziej trendy,miedzy wierszami.Sorry nie wyszlo.

Disco Zwyciezy.

wtorek, 14 sierpnia 2007

Poussez - Come on and do it/Never can say goodbye (1979)


Kompletnie nieznany w Polsce,slabo w Europie.W 1979 roku ubóstwiany w klubach i stacjach radiowych w stanach.


Za calym projektem stal,juz wtedy stydyjny weteran,Alphonse Mouzon.

Tutaj wiecej :

http://en.wikipedia.org/wiki/Alphonse_Mouzon


Pozwole sobie zacytowa jeden fragment z discomuseum ktory oddaje w 100% Poussez.

In the summer of 1979 there was no escaping the moans of Linda Ledesma (Mrs. Mouzon) or the breathy vocals of Christine Wiltshire (Christie Shire) or Holly Oas. The girls were topping the disco charts and creating a buzz as Poussez!

Christne Wiltshire zanim zaczela projekt Poussez byla juz wprawiona - wspolpraca z Herbie Mannem,Musique,Eddie Kendricksem ,Brunem Pagani i wieloma innymi.Takze do niewatpliwego sukcesu byla juz przyzwyczajona.

Alphonso(coz za imie adekwatne..) wyprodukowal po kolei 4 tracki,kazda pojedyncza byla wielkim hitem.O ile moga denerwowac pornograficzne (pojekiwania w Come on and do it przez minute) czy kiczowate wstawki(CZIKI CZIKI A A w Never can say good bye) to na abstrahujac od tego sa to genialne zarowno muzycznie (szczegolnie) ,jak i wokalnie numery.Nie zrazcie sie prosze,jak pierwszy raz uslyszycie Never Can say Goodbye..sluchajcie dalej.

1979 rok - najlepszy rok disco - Poussez pasuje tu idealnie .

Disco zwycięży.


Poussez - Come on and do it:
http://www.zshare.net/audio/31364963a48df5/

Poussez - Never can say goodbye:
http://www.zshare.net/audio/313676867605a1/

niedziela, 12 sierpnia 2007

Osses Sound - 1977




Kontynujac wrzucanie moich kompilacji Osses Sound - nadszedl czas na rok 1977.

Powoli zblizalo sie apogeum disco..w 1977 disco krolowalo na parkietach,dzieci kwiaty umarly,a panowie z Black Sabbath czy Led Zeppelin pozyskiwali zupelnie inne grono sluchaczy,wiec disco bylo bezpieczne.

No to moze kilka słow zanim zaczniecie sciagac(moze komentowac nawet..)

1.Skladanka zaczyna sie absolutnie genialnym numerem ex-gwiazdy filmod dla doroslych - Andrea True.Nie,to nie z tego samplowal Cypress Hill - zbieznosc tytulow przypadkowa zupelnie.

2.Nastepnie jeden(naprawde nie wiedzialem ktory tu wrzucic!) z numerow mistrza Cerrone ktory to wtedy byl w swojej najlepszej formie..W ogole jak sie poslucha to mozna zauwazyc jak Cerrone uwielbial dialogi na poczatku utworow...the music surrounds us..ten tekst mowi wszystko.

3.Nie mozna powiedziec ze zablysneli i sie nagrali..Kilka singli w paru wytworniach m.in T.K Disco i Orange(zajebiste okladki winyli).Ale jakis magic tam ma..

4.Z Carrie Lucas wole Dance with you(AvH-You dont know me).Ale ten tez jest smaczny jak dla mnie.Troche sie rozpoczyna ,ale warto.

5.Absolutny mistrz.Klasyk narkotycznego,kokainowego wolnego disco..Jak to kiedys powiedzial Funkfoff"Brakuje mi do szczescia tylko drink z blue bolsem i kilka i rok 1978 w kalendarzu przy tym kawalku,gdzies w PAradise Garage".Swiete slowa.

6.Fantastyczna czworka znaczniej bardziej mi przypada spiewajac niz ta z komiksow Marvela.Nagrany w Westbound Records,swoja muzyczna strone zawdzciecza samemu Dennisowi Coffeyowi.Nie wiem czemu w sumie ale jakos tak mi sie letnio kojarzy ten numer.Ale moze jestem psychicznie chory.

7.Salsoulowo-podlegajaca wytwornia,Tom Moulton na konsolecie,Noman Harris na produkcji .I wszystko jasne.

8.Tu sie pojawia problem..Squallor to wloski zespol,discogs nic o nim nie wie,internet wyswietla same wloskie linki..Jak to mozliwe ze taki lokalny wloski zespol w 1977 roku wydajac plyte Pompa nagral taki genialny numer to ja nie wiem..Bardzo to dziwne..Ocenicie sami

9- Crown Heights Affairs - grupa z wielkim potencjalem,mysle ze zatraconym..niepotrzebnie.Przy odrobinie nakladu,promocji,zmiany wytworni i szczescia..moglaby byc spokojnie drugim Earth Wind and Fire.Duzo plyt,duzo hitow.Dzialajaca ponad 30 lat grupa,az do smierci Berta Reida w 2004...warto posluchac i sprawdzic inne numery.

10-Discolegenda.Gregg Diamond w najlepszej formie .Producent,pianista,perkusita..pisarz tekstow dla m.in Luthera Vandrossa.W 1977 nakladem Polydoru ,wyszlo Risky Changes - szybkie mocne podpadajece pod Eurodisco brzmienie.Jeden z moich ulubionych numerow.Trwa ponad 7minut a jak dla mnie w ogole sie nie ciagnie..Niestety Gregg Diamond odszedl od nas juz w 1999 roku..Szkoda.Wielka nawet.


Oto tracklist:


01 - Andrea True - What's your name, what's your number
02 - Cerrone - Cerrone's paradise
03- Rice & Beans Orchestra - You've got magic
04 - Carrie Lucas - I gotta keep dancin
05 - El Coco - Cocomotion
06 - Fantastic 4 - Got to have your love
07 - First Choice - Doctor Love
08 - Squallor - I Love My Disco Baby
09 - Crown Heights Affair - Dancin
10 - Bionic Boogie - Risky Changes


http://www.zshare.net/download/310484218a8a72/


Disco zwycięży.

Deborah Washington - Rock It (1979 )

Duzo pisal nie bede -jaka kariera tej Pani -taki post.

Generalnie one-hit-wonder.W sumie nawet nie wonder.Kawalek bylby lepszy gdyby zaczela tu sie popisywac np.Jocelyn Brown..Wrzucam go,bo podoba mi sie warstwa muzyczna,a instrumentala po prostu nie mam.Rok 1979 czyli prawdopodobnie najlepszy rok dla disco - dlatego o slaby kawalek tu naprawde trudno.Jezeli ktos ma to w instrumentalu - be my guest,niech wrzuca.Ale szczerze watpie.

Idealny numer na vocalhousowa przerobke,to ostatnimi czasy modne.Zachecam.

http://www.zshare.net/audio/3104454df31ee6/


Disco zwycięży.


P.S Tytulowe podobienstwo do Herbiego Hancocka zupelnie przypadkowe..

S.O.S Band - Take your time do it right (1980)



Tak jak pisalem wczesniej..malo jestem systematyczny.Sorry.Ale lepiej czasem niz w ogole.

2 miliony sprzedanych egzemplarzy.Singli,nie plyty.Plyta zaledwie 800000.2 miliony.Czy ktos w Polsce sprzedal w ciagu ostatnich 20 lat tyle egzemplarzy jednej plyty?Watpie.

Zalozona przez Jasona Bryanta w 1977 roku w Atlancie grupa S.O.S Band zmasakrowala tym singlem amerykanski rynek muzyczny w roku 1980.Wpadajacy w ucho refren,charakterystyczna basowa linia...to musial byc hit.Kiedy Braynt byl z demem singla w studio ,grupa nie miala jeszcze nazwy.Producent i teksciarz Sigidi Adullah zasugerowal S.O.S...Sound of Success.I niewatpliwie to trafny tytul.

Mimo ze grupa nagrywala i koncertowala z przerwami az do lat 90tych ,nigdy juz nie mieli hitu na miare Take your time do it right.No dobra przesadzilem - w 1984 wydali "Just be good to me" ktore moim skromnym zdaniem jest duzo lepsze w wersji Beats International(m.in Norman Cook aka Fatboy Slim) z roku 1990 pod dziwnie przypominajacym oryginal tytulem "Dub be good to me"

http://www.zshare.net/audio/31037211fd6403/


Disco zwycięży.

środa, 8 sierpnia 2007

Sylvia Striplin - Give me your love (1980)


Absolutny megahit.Krol parkietów.Nie chce wiedziec co w 1980 roku sie dzialo jak to szlo z glosnikow..


Zainspirowany wrzuconym oryginalem Armanda Van Heldena przez funkoffa,postanowilem dodac cos od siebie do jego samplingowej tworczosci.


Sylvia Striplin zaczynala praktycznie w roznych chorkach i Aquarium Dream zeby pozniej dostac sie w rece(raczej nie doslownie) Roy Ayersa.
Wyprodukowane wlasnie przez niego w 1980 roku Give me your love,pochodze z plyty o tym samym tytule,zostalo "odnowione" przez AvH w kawalku Full Moon w duecie z Commonem.

Dla mnie hit.

Disco Zwycięży.


http://www.zshare.net/audio/3044187c2f8240/

George Duke - I want you for myself (1979)



Cholera jasna.Napisalem takiego ladnego posta..I niestety,zly klawisz i zniknal.A szkoda go bo pisalem jak to jest fajnie grac z muzykami jazzowymi,robic im zajebiste utwory i aranzacje,po czym zaczac grac discofunk i zostac wykletym.Pisalem o tym jak to fajnie jest byc pionierem klawiszy i syntezatorow i jak to fajnie pograc sobie z Milesem Davisem,Frankiem Zappa i Jean Luce Pontym.I jak to fajnie zrobic 2 albumy Florze Purim.I jak to fajnie slucha sie albumu Master of Game z 1979 roku,z wokalami Lynn Davis .I jak to fajnie sprzedac duzo plyt ,grajac cos zupelnie nowego..A ha ,pisalem jeszcze jak to fajnie kiedy George Clinton jest Twoim ziomkiem.

Pisalem o Georgu Duku.

http://www.zshare.net/audio/3034749acf7bbe/

Disco zwycięży.

P.S O jak fajnie ze ten caly blogger zapisuje automatycznie:wygladalo to mniej wiecej tak

Zupelnie nie wiem jak zaczac tego posta.Tak ,od poczatku..

Otoz..Dawno dawno temu w odlegl....yyyyyy znaczy dawno temu w ameryce ,na poczatku lat 70tych byl sobie taki czlowiek bez ktorego plyty Franka Zappy i Jeana Luca-Pontego nie brzmialy by tak jak brzmia,czlowiek ktory jak sie okazalo zostal okrzykniety pionierem pianina i syntezatorow w jazzoworockowych produkcjach.No i fajnie fajnie z tym ze pozniej (jak to bywa) stwierdzil ze zacznie grac disco i funk a szacowne grono jazzowe stwierdzilo ze wlasciwie to oni juz go nie lubia i niech sobie idzie.I poszedl.Sprzedajac kilka milionow plyt.Krzywdy nie bylo.

No ale jak to tez bywa,w latach 80tych nagle wielcy przypomnieli sobie o Duke-u i zaczal nagrywac z Milesem Davisem i np. z Flora Purim.

Utwor ponizej pochodzi natomiast z roku 1979 czyli z apogeum disco,z momentu kiedy trudno bylo sie przebic czyms oryginalny.Wokale Lynn Davis sprawily jednak ze I want you for myself zaraz obok Shine on jest moim ulubionym utworem "Ksiecia".Robi gnoj jak malo co..Miles wiedzial z kim nagrywac na Tutu i Amandli jednak..

Disco zwycięży

wtorek, 7 sierpnia 2007

T.J.M - I don't need no music..(1979)


Casablanca.Wytwórnia plytowa ktora osiagnela najwiekszy sukces wsrod wytworni wydajacych disco.Majac w swojej "stajni" takie gwiazdy jak Donna Summer,Tom Moulton,Meco,Costandinos czy nawet...Parliament..trudno sie bylo temu dziwic. Ale generalnie to o Casablance (wlasciciel nazywal sie Bogart,wiec dziwne nie jest dlaczego akurat Casablanca..Nie,nie Humprey) pisal nie bede wiecej..to temat rzeka. Dla zainteresowanych

http://www.disco-disco.com/labels/casablanca.shtml Polecam.

A dlaczego wlasnie o tym pisze?Bo utwor ktory zaraz bedziecie mieli okazje uslyszec(albo i nie) wydane zostal w 1979 roku wlasnie tam. T.J.M - I don't need no music.Filadelfijskie brzmienie w najlepszym stylu.Wydane wlasciwie w podlabelu Casablanci - Tom&Jerry.I teraz maly quiz - za roszyfrowanie skrotu TJM ,wybor nastepnego wrzucanego kawalka gratis(w granicach rozsadku).To nie jest zbyt trudne.Zajmuje mniej wiecej 2 sekundy. Aha - spiewa Ron Tyson z Temptations.Taki maly szczegół.

http://www.zshare.net/audio/3029568f921444/

Disco zwycięży.


P.S w 2005 roku wyszedl re-relase z remixami m.in Joey Negro.Jezeli ktos ma oryginal albo release na wydaniu,mail me.

Walter Murphy - Afternoon of faun (1978)



Musiałem to zrobić.Musialem wstawic tu ten dosc specyficzny numer.Najlepsza wariacja muzyki klasycznej w wersji disco.Trudno sie w sumie dziwic-to Walter Murphy.


Jeden z moich ulubionych kompozytorow ,multiinstrumentalistow tamtej ery.Oprocz betthovenowskie wariacji na Soundtracku do Saturday Night Fever dzieki ktorej zyskal jakas tam slawe wydal miedzy innymi Phantom at the opera,rhapsody in blue....i Discosymphony z ktorej to wlasnie pochodzi nizej zamieszczony numer.Zmienil nawet Lot trzmiela Korsakova we "Flight 76".

Afternoon of faun bylo grane przez wielu.Od Deodato po rozne Salsoulowskie wykrety.Wersja Waltera jest bezkonkurencyjna.Debussy bylby niewatpliwie dumny.

Disco zwycięży.

http://www.zshare.net/audio/30292719d74370/

P.S jak to jest,poprzedni numer(Jocelyn Brown)30 sciagniec,3 komentarze?Ludzie..pisanie nie boli,serio.Nawet na klawiaturze.

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

Jocelyn Brown - Somebody else's guy (1984)


Zastanawialem sie co tu wrzucic w sumie.Wiedzialem ze na pewno to bedzie jakas discodiva.Pierwszy strzal - Cheryll Lynn.Ale stwierdzilem ze za bardzo oklepane i w ogole pozniej i tak sie pojawia w skladankach..Amanda Lear odpadala bo nie chcialem byc za bardzo chamski,malo kto ja lubi chociaz kilka numerow ma genialnych.Donny Summer czy Diany Ross odpadaja,wszyscy znaja..Bylo jeszcze pare konceptow.Lolleata Holloway juz praktycznia byla na podium.Padlo na na Jocelyn Brown.


Okrzyknieta na poczatku lat 90-tych pierwsza dama housu.Jej wszelakie chorki,featuringi i soulowki na early-housowych i danceowych(nie,to nie ten dance co dj bobo,bynajmniej) sprawily ze diwa konca lat 70tych wrocila do lask.

Urodzona w 1950 roku arystka ma na koncie wspolprace z takimi grupami jak salsoulowy Inner Life czy Musiq.Spiewala takze w najwiekszych hitach Cerrone(you are the one,hooked on you)

Paradoksalnie utwor ponizej pochodzi z ....1984 roku.Ale jakos tak nie brzmi.To chyba moj ulubiony solowy utwor Jocelyn z jedna z najlepszych lini basu w disco biznesie..



P.S Codzienne pisanie tego bloga jakos mi nie idzie.Bynajmniej nie uczy mnie to systematycznosci.Bylo 3go a dzis juz 6ty..coz.

http://www.zshare.net/audio/3001650e7af736/

Disco zwycięży.

piątek, 3 sierpnia 2007

Third World - Now that we found love..(1978)


Nie lubie reggae.Dlugo mi to zajelo zanim do tego doszedlem.I tu nie ma podzialu na jakiegos tam nowoczesnego dancehalle czy klasyki Lee "Scratch" Perrego.

Owszem,posluchac pare numerow,jest fajnie,wesolo itp.Ale kwestia dorabiania do tego polskiej ideologi i tworzenie calej polskiej kultury reggae jest dla mnie mniej wiecej porownywalna do tego jakby Aborygen zalozyl klub Połomskiego gdzies w Australi.
No ale szczerze,przesluchaliscie kiedys cala plyte jakiegos wykonawcy reggae?Idzie umrzec z nudów.Te same aranżacje w kazdym numerze,te same teksty..

Mam taka swoja mala teorie o atrakcyjnosci regionalnej muzyki.Moze na przykladzie:
Calym sercem nienawidze muzyki goralskiej.Jak i rowniez wiekszosc moich znajomych.Ale tez wiekszosc z nich twierdzi ze podczas np.wakacji w Zakopanem zima,siedzac w jakiejs tam bacówce sluchajac tego wlasnie TAM i wtedy-nawet nie drazni a cieszy.Tak samo z muzyka country ktorej nie trawie.Jak pewnie wiekszac normalnych Polaków(wiem,jestem malo obiektywny).Ale tez podobno bedac na jakims festiwalu w Texasie,gdzie tancza w tych swoich smiesznych czapkach i dziwnie nazywajacych sie imitacjach krawatów ,jest to calkiem zabawne.Mam nadzieje ze skumaliscie o co mi chodzi.

Z reggae jest moim zdaniem tak samo - na Jamajce nie bylem ,ale przypuszczam ze bedac tam,obcowanie z ta muzyka,z tym klimatem i cala ta otoczka dostrzega sie pewnie jej nowe pozytywne aspekty..i cala ta wlasnie ideologie.Ideologie tej FOLKOWEJ Jamajskiej muzyki(tak,to przeciez muzytka folkowa,etniczna tak jak nasz goralska-oni maja reggae)Z tym ze o tym sie tak nie mysli.Nie mowi.Reggae stalo sie tak esencjalna czescia swiatowej popkultury ze stracilo swoje wartosci regionalne..Caly kult Bob Marleya,dredy ,wszechobecne akcesoria w kolorach flagi jamajskiej...Ma to swoje dobre i zle strony.Ale juz dobra,koniec.


Po co to wlasciwie pisze?A po to ze numer ktory zaraz zamieszcze jest reggae.Paranoja?A wlasnie ze nie.Third World jest grupa wyjatkowa.Grupa ktora genialnie wyrwala sie z ortodoksyjengo kanonou reggae narzuconego przez takich artystow jak wlasnie Lee Scratch Perry,dorzucaja wlasnie elementy funku i disco.Now that we found love ,pochodzi z albumu Journey to Addis z roku 1978.To chyba jeden z najbardziej radosnych i slonecznych utworow jakie slyszalem..absolutnie genialny.Pod koniec lat 80tych wysamplowal to Heavy D..i tez zrobil hita.Ale wiadomo - z hita robi sie hit.Zawsze

http://www.zshare.net/audio/29692210d9940f/

Disco zwycięży.

czwartek, 2 sierpnia 2007

Osses Sound - 1976


Jakiś czas temu(w sumie juz calkiem spory)zabralem sie za kompilowanie skladanek disco - rocznikowo..od 1976 do 1982.Przybraly one nazwe Osses Sound i od tej pora kazda skladanka ktora zamieszczam nosi to miano.

1976.Jezeli mialbym oceniac ta skladanke przez pryzmat kolejny i przez latwosc jaka idzie ja przesluchac komus kto jej nigdy nie slyszal to daje jej tak 7/10.A dlaczego?1976 rok to taki jakby przejsciowy..niby juz sie zaczelo ale dopiero disco raczkowało..jakby dopiero 1977 wszystko ruszylo.Wielki Boom.Prawie jak na Wall Street w 1929.Prawie.

Powyzsza uwaga nie przesadza jednak o tym ze to zla skladanka.Ze numery sa slabe.Nie,nie.Po prostu na tle kolejnych lat slucha sie ich specyficznie.
Jak dla mnie wygrywa kilka numerow - WIadomo Side Effect .Cathedrals francuskiego artysty Davida Charles L'Heureux to prawdziwy rarytas ,wydany jeszcze w Pyramid records,zanim przeszedl do Casablanci.Przypomnial go pozniej Dimitri from Paris na Disco Forever.No i jest tez Cerrone i genialny instrumental Disco Juice..Sprawdzie sami.

Tracklist:

01. [Osses Sound - 1976] - Side Effect - Always there
02. [Osses Sound - 1976] - D C La Rue - Cathedrals
03. [Osses Sound - 1976] - Jimmy Sabater - To be with you
04. [Osses Sound - 1976] - El Coco - Let's get it together
05. [Osses Sound - 1976] - S.S.O - Tonight the night
06. [Osses Sound - 1976] - Loleatta Holloway & Salsoul Orchestra - Dreamin'
07. [Osses Sound - 1976] - Double Exposure - Every man has got to carry his own weight
08. [Osses Sound - 1976] - Cerrone - Take me
09. [Osses Sound - 1976] - Atmosphere - Disco juice
10. [Osses Sound - 1976] - Silver Convention - Dancing in the aisles

http://www.sendspace.com/file/q7h3py

Disco zwycięży.

Orlando Riva Sound - Body to body boogie (1978 Salsoul)

Ta roznegliżowana Pani przywiazana do słupa niczym Jane Fonda w Barbarelli,zwiastuje tylko jedno - bedzie dobrze(notabene to chyba jedna z lepszych okladek obok Battlestar Gallactica Giorgo Morodera i Star Wars Meco)

Orlando Riva Sound nalezy do waskiego grona wykonawcow tworzacego tzw(wlasciwie to nazwane przez Funkoffa i moja skromna osobe) Kokainowe disco.Wolne ,wrecz narkotyczne brzmienie z zenskimi wokalami,zazwyczaj chorkami przywodzi na mysl jedna z wkladek do plyty Isaaca Hayesa...poszukajcie ,a sami dojdziecie do tego o ktora mi chodzi.

Niemiecki zespol - brzmienie salsoulowskie.I to wlasnie w tej wytwórni Anthony Monn wydal swoja pierwsza plyte .Pierwszym singlem bylo ponad 9 minutowe Moon Boots(mikowane przez samego Toma Moultona,guru) jednak utwor prezentowany powyzej jest zdecydowanie lepszy ...Zaraz zreszta bedziecie mieli okazje sprawdzic to sami.

Grupa to raczej typowy one-hit-wonder.Co prawda w 1981 roku wystapila nawet na Eurowizji ale nie wiem czy to sa powody do dumy..

http://www.zshare.net/audio/42020790fcfc1b/

Disco zwycięży.

środa, 1 sierpnia 2007

Alec R.Costandinos - Romeo & Juliet (1978)

Tak wiem - okladka nie zachęca do dalszego czytania.Ale można zaryzykować.

Alec R.Costandinos.Ile osób w Polsce slyszało to nazwisko?Pewnie garstka.Ale trudno sie dziwic - w czasach kiedy święcił triumfy,bylismy na etapie Sipińskiej i Rodowicz a disco kojarzylo sie z chałą.Bliski współpracowanik Cerrone(można sie zastanawiać kto właściwie byl czyim wspolpracownikiem) w 1977 roku stworzył epickie wręcz dzieło."Disco Suite" jak zwykli nazywac dzieła Costandinosa ludzie zza Wielkiej Wody.Romeo i julia w wersji disco.Absurdalne?Pozornie.

Ta ponad 30 minutowa suita podzielona na 4 czesci(w efeckie 2 kawalki po 16 minut) zachwyca moze nie wokalem ale na pewno cala strefa muzyczna.

Costandinos ma zdecydowanie najlepsze smyczki w biznesie disco.Sprawdzie sami - ok.1:30 pierwszego utworu.

Costandinos stworzyl kilka takich suit - Hunchback Of Notre Dame,Simon Peter Suite,Trocadero Blue Citron..Wydal tez calkiem fajne(troche inna od reszty)plyte Americana.Polecam

A teraz uczta .Bynajmniej nie ostatnia wieczerza.

www.sendspace.com/file/1okprx

Disco zwycięży.

Cerrone - Love in C minor (1976)

Tak się zastanawiałem od czego by tu zacząć..A wierzcie mi-mając na myśli setki wypasionych numerów- nie jest łatwo.Nie jest.

Stwierdziłem że zacznę od numeru jeden.Od najlepszego.Wybranego przez tysiąc dj'i ,kolekcjonerów,koneserów muzyki disco i nie tylko.W rankingu strony www.discomusic.com (notabene polecam bo to najlepsze źródło informacji w sieci,proponuje zalogować się na forum-szczena opada) ,Cerrone - Love in C Minor został wybrany z pośród 500 utworów...NUMEREM 1 muzyki disco..Także chyba warto go tu zamieścić.

A kto to wlaściwie jest ten wąsaty casanova na zdjęciu rodem z filmów dla dorosłych z lat 70 tych?Wizjoner.Innowator.Człowiek który zmienił oblicze muzyki disco,wprowadził rozbudowane partie perkusyjne,elektronikę i 16 minutowe suity..

Gdy w 1976 roku wraz z Aleciem R.Costandinosem wypuścili Love in C minor,na rynku zagrzmiało.Ale nie tylko europejskim,nie nie.Wszak pionier Eurodisco sam nie przypuszczał ze zdobędzie rynek amerykański,kilka milionów egzemplarzy ,pokazało ze tak niewątpliwie sie stało.

Love in C minor prezentował zupełnie inne wrażenie estetyczne niz amerykańska scena mocno zabarwiona funkiem.Dla jednych to plus.Jednak dla większości teraźniejszych wannabe funkowców to niewątpliwy minus.

16 minut Eurodiscowego miodu ,z rąk Jeana Marca Cerrone -teraz specjalnie dla Was.Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.Na pewno pojawi sie tutaj jeszcze nie raz,ale narazie tyle.

www.sendspace.com/file/ggtfdf

Disco zwycięży.

Let's start the dance..

Parafrazujac tytuł piosenki Bohannona niniejszym rozpoczynam działalność(czy krótką czy długą to sie zobaczy...) tego bloga..

Na wstępie chciałbym tylko napomnkąc iż to moj pierwszy w zyciu blog.. Jakos zawsze napawało mnie to obrzydzeniem i kojarzyło z 14-latkami co pojadły wszystkie rozumy jak dostały neostrade na gwiazdkę..ale nie o tym,nieważne.

O czym bedzie ten blog?Jak nie trudno sie pewnie domyslic..o disco.Tak,muzyce disco.Brzmi slabo?Kiczowato ,tandetnie?Disco to syf ,tandeta itp...No coz..Ile ludzi tyle opini.Ale w sumie jezeli wiedza ludnosci o disco konczy i zaczyna sie na Boney M i Village People a królami disco sa(byli?) Bee Gees to trudno sie wlasciwie dziwic..To slowo ma tak pejoratywny wydźwięk u nas w kraju jak mało które..na dodatek kojarzy sie z Italo Disco,gdzie 90% to rzeczywiście plastik i tandeta.

Jednak w tym blogu nie będzie Bee Gees.Nie będzie tez Boney M.Nie będzie nawet Village People!Tragedia..NOT

Prelude,Casablanca,West End,T.K Record,Atlantic, Maligator i oczywiście Salsoul, to tylko niektore z wytworni których wykonawców będziecie mieli tutaj okazje usłyszeć..

Zatem zapraszam do lektury,słuchania i dyskusji.Jedziemy.

I pamiętajcie - Disco Zwycięży.
To tyle.Post startowy.Testowy.123.Over.