środa, 12 maja 2010

Disco Zwycięży - promomix by Osses & dj Boogie (2010)



Mamy przyjemność pochwalić się naszym pierwszym(na pewno nie ostatnim) disco mixem.Wraz z Dj-em Boogie,promująć imprezy pod hasłem Disco Zwycięży,nagraliśmy dla Was zestaw uptempowego klasycznego disco.Biorąc pod uwagę że mistrzami tej sztuki byli europejczycy,przeważa brzmienie ze starego kontynentu.Ale mamy też kanadyjską France Joli czy amerykański projekt Patricka Adamsa,Musique.Wszystko utrzymane w szybkim tempie około 130bpm.Mamy nadzieję że dotrzemy tym mixem do szerokiego grona ,i przekonamy czym jest prawdziwe disco.

01.France Joli - Come To Me
02.Love & Kisses - Accidental Lover
03.Frantique - Night People These Days
04.Duncan Sisters - Outside Love
05.Poussez - You're All I Have
06.Alec R. Costandinos - Romeo And Juliet
07.Arpeggio - Let's Get Down And Boogie
08.Musique - Love Massage
09.Gloria Gaynor - Love Is Just A Heartbreak Away (Nocturna's Theme)
10.Voyage - From East to West
11.Cerrone - Love In C Minor
12.Donna Summer - Lucky
13.Fever - Over The Edge
14.Don Ray - Standing In the Rain
15.THP Orchestra - Two Hot For Love
16.Alec R. Costandinos - Hunchback Of Notre Dame
17.Quartz - Beyond The Clouds
Divshare:
http://www.divshare.com/download/launch/10809015-504

Soundcloud:
http://soundcloud.com/dj_boogie/disco-zwyciezy-promomix-by-osses-dj-boogie

Mixcloud:
http://www.mixcloud.com/djboogie/disco-zwyciezy-promomix/


Przy okazji zapraszamy wszystkich na imprezy:

- 14 maja w klubie Starym Kino w Poznaniu

- 22 maja w klubie Kamfora we Wrocławiu


Disco zwycięży.

środa, 14 kwietnia 2010

Trocadero Transfer Live Mix - 1980




Jakiś czas temu, ściągnąłem z beatelectric nagranego w 1980 live mixa.A nagranego nie byle gdzie bo w Trocadero Transfer.No i co tu dużo mówić..
SAME KLASYKI.Esencja disco,sztos za sztosem,za sztosem sztos.Bardzo krótko:
BOBBY VITERITTI


Tracklista:

Change – The End
Sabu – We’re Gonna Rock
Erotic Drum Band – Touch Me Where It’s Hot
Ann Margret – Midnight Message
Wardell Piper – Super Sweet
The Ritchie Family – Quiet Village
Dive Grey & The Oyster Band – Hotel Paradise
Cerrone – Call Me Tonight
Erotic Drum Band – Pop Pop Shoo Wah
Theo Vaness – No Romance Just Wanna Dance
Theo Vaness – Sentimentally It’s You
Persia – Inch By Inch
Vera – Take Me To The Bridge
Don Ray – Got To Have Lovin
Sylvia Love – Instant Love
Lust - Rinder & Lewis



P.S Prawdopodonie przewiniecie drugi i trzeci numer,trzeci zapewne.Dalej już nie.

Disco zwycięży.

sobota, 27 marca 2010

Osses Sound : Rare Disco Gems (Special Edition) NSM001 2010


Od ostatniego Osses Sound minął ponad rok. Może to i długo, ale zawsze chyba stawiałem na jakość, nie ilość. Kolejna część serii składanek Rare Disco Gems, tym razem z podtytułem Special Edition, swoją nazwę zawdzięcza nie tylko imprezie, którą promowała. Wszystkie numery są stricte imprezowe, nie ma tu instrumentali czy disco suit. Absolutnie wszystkie kawałki są przeze mnie grane, a co za tym idzie, raczej ciężko znaleźć tutaj coś, przy czym nie dałoby się tańczyć. Krótko mówiąc: Rare Disco Party Gems. Selekcja stricte winylowa i stricte “z epoki”, bez repressów i składanek z Empiku. Muzycznie wszystkiego po trochu: mamy zarówno klasyczne moultonowskie brzmienie (Michele), trochę boogie (Queen Samantha, Booker Newberry III), lekko nostalgiczne koktajlowe dźwięki (Celi Bee), disco-funkowe chórki (People’s Choice) jak i euro akcenty (Karen Cheryl, Bombers). Myślę że nikt nie powinien się nudzić i każdy znajdzie coś dla siebie.




Disco zwycięży.


P.S Ostatni weekend ,to dwa dni grania pod rząd z Grupą Biznes
www.nastaremilion.pl .Jeden z lepszych weekendów imprezowo-towarzyskich ,wieczorami i nocą wyglądał tak:





czwartek, 25 marca 2010

Camouflage - You've got the power (1976)



W ramach kampanii - nie samym uptempowym 130bpm disco człowiek żyje,wrzucam dziś trochę zapomniany i wręcz nieznany numer.Teoretycznie,kompletnie nie w moim stylu - a jednak.

Wczesne disco,piękne soulfulowe granie i śpiewanie,wyprodukowane przez samego Meco Monardo(co notabene zupełnie nie słychać) ,na mixie Tom Moultona.Mieszanka wybuchowa.

Zespół Camouflage wydał rok później dość słaby album - A Disco Symphony (jeden,właściwie jedyny słuchalny, z numerów można było usłyszeć swego czasu ,na składance Rare Disco Gems Vol.3 ).Album również wyprodukowany przez Meco,brzmi troche jak marna kopia amerykańskich teatralno-broadwayowskich produkcji typu The Wiz(Ale Meco dobrze się widać w tym czuł,wystarczy posłuchać wydanej w tym samym roku płyty Meco - Encounters of every kind) .Co nie zmienia faktu że 12" "You've got the power " to naprawdę świetny numer warty przypomnienia.Każdego kogo przytłaczają ceny jakie ten wosk osiąga na rynku,polecam 2płytową składanke A Tom Moulton Mix z 2006 roku.Na cyfrowym nośniku cedeer.



Disco zwycięży

P.S Filmiki i relacje z weekendowych wyjazdów,dostępne na youtubie oraz na facebookach towarzystwa wzajemnej muzycznej adoracji.


piątek, 12 marca 2010

Persia - Inch by inch (1979)



Ta dość ładna okładka którą widzicie powyżej,to wydana w 1979 roku płyta ,nikomu wcześniej nieznanego zespołu Persia,o tym samym tytule.Na dodatek wydana na "Casablance".Pierwsza i ostatnia.W sumie trudno się dziwić.


Persia,to typowy przykład rzadkiego,drogiego,rozsławionego albumy na którym jest tylko jeden ,ale za to świetny numer,który na dodatek nie wyszedł na singlu.Takich albumów jest niestety wiele,a ich ceny są zazwyczaj nawet wyższe niż Persia (ok 40-50 dolarów średnio,co mało nie jest).Jedynym ratunkiem żeby puścic sobie w domu z płyt Inch by Inch i posłuchać tego sexownego wokalu którego nie powstydziła by się sama Donna,jest właśnie wydanie tych kilkudziesięciu dolców,czekanie na reedycję, lub zakup tego wynalazku :

http://www.discogs.com/Various-Azuli-Presents-Derrick-Carter-Choice-A-Collection-Of-Classics/release/200845


Co na pewno będzie lepszym pomysłem ,dużo lepszej muzyki za te same pieniądze.


To wszystko nie zmienia faktu ,że pewnie kiedyś jak już wszystkie tanie płyty będą moje,zakupie sobie już wtedy za 60 czy 70 dolarów to do mojej kolekcji.Bo fajnie mieć zawsze Inch by Inch w oryginale.I okładka też fajna.Reszta płyty niefajna.


To nie zmienia też faktu,iż macie teraz niebywałą okazje posłuchać ponad 7minut "Inch by Inch",i jak już przesłuchacie kilkadziesiąt razy na ripicie,to może dzięki Wam zniknie jakaś kopia tej płyty z zagranicznych portali aukcyjnych.


Persia - Inch by inch (1979)

Disco zwycięży

wtorek, 23 lutego 2010

Candi Staton - When you wake up tomorrow (1979)


Candi Staton,dziś już 70 letnia piosenkarka soulowa,jak większość piosenkarek z okresu lat 60-70 zaczynała od gospel(klasyk),i jak to zawsze prawie bywa,naturalną koleją rzeczy,przeszła od gospel,przez soul,funkowe przyśpiewki ,disco i nawet potem w housy.

Jaki jest według mnie najlepszy utwór Candi ?Wśród tych kilku(naprawdę solidnych) płyt z tamtej ery,dużo numerów zasługuję na uwagę,ale moim skromnym zdaniem ten jest najlepszy.Świetna produkcja Patricka Adamsa(Musique,Cloud One,Universal Robot Band),mocne wejście,mocne soulowe wokale,ponad 6 minut prawdziwych dzwięków z 1979.

Dla tych co nie znają,warto sprawdzić Victim i chyba najbardziej znany Young Hearts Run Free.Swoją drogą,Candi przypomniała o sobie światu 2 czy 3 lata temu dzięki remixowi "You got the love " The Source.


Candi Staton - When you wake up tomorrow (1979)


P.S Disco zwycięży

środa, 20 stycznia 2010

Ladies Choice - Last train (1979)


Szybka piosenka,szybka wrzuta.

Rzadki utwór nieznanego zespołu o którym raczej średnio cokolwiek mi i ludziom w internecie także,wiadomo.Produkcja prawdopodobnie z włoskimi korzeniami,chociaż historia nas uczy że pochodzeniu produkcji ufać nie można.Można jedynie powiedzieć ,że za produkcje odpowiada tutaj niejaki Gerard Salesses ,człowiek od dziwnych produkcji typu Computer 2,Queen Samantha,Eddie Johns (I put a spell on you - późniejszy sampel Daft Punk) oraz różnych dziwnych francuskich i międzynarodowych artystów.

Jak dla mnie,utwór brzmi jak siostra numeru Walking on music ,Peter Jacques Band(do sprawdzenia na youtubie).Charakterystyczne szybkie eurodiscowe tempo i rytm,trąbki i dziwne efekty.Zdecydowanie mój sound i jedno z lepszych znalezisk ostatnich tygodni.Must have.

Ladies Choice - Last train (1979)

Disco zwycięży

wtorek, 24 listopada 2009

Tangerue - Doin your own thing (1979)


Kanada - kojarzy się na dzień dzisiejszy chyba tylko z Celine Dion,liściem klonowym,hokejem i z tym że jest nad Stanami Zjednoczonymi.I nie wiem czy wynika to mojej ignorancji, ale raczej te rzeczy wymieniłbym na pierwszy rzut.

I kto by pomyślał że 30 lat temu Kanadam disciem stała dość mocno.Gino Soccio,France Jolli,The Raes ,Pat DeSario(Bombers,Bob-a-rela)Duncan Sisters, no i właśnie Tangerue.Lista mogłaby być dłuższa ,jednak skupiłem się na klasykach.

Po pierwszym usłyszeniu Doin your own thing ,od razu usłyszałem podobieństwo z France Joli..I nie myliłem się - za sekcje perkusyjna odpowiadał Miguel Fuentes - człowiek odpowiedzialny za jedna z moich ulubionych płyt - France Joli - France Joli(1979).Jakby tego było mało,słyszymy tu smyczki ekipy z The Ultimate Players - specjalistów od eurodiscowych brzmień i suit.Jak to wszystko razem brzmi?Fantastycznie.Ten 4 kawałkow LP(po raz kolejny sprawdza się moja teoria o tym,że 4 numerowy disco LP zazwyczaj nie jest słaby i jest to jedna z niewielu recept na sukces.

Projekt Tangerue wydał 2 płyt - druga jest już gorsza,(Strange Affair 1980) ,chociaż zawiera dość sympatyczny numer Don't stop the music,kiedyś do sprawdzenia na youtube,więc pewnie jest nadal.Tymczasem,kanadyjczycy w naparciu - Doin your own thing


Tangerue - Doin your own thing (1979)

Disco zwycięży.

P.S 2.39 - 3.08 = Disco heaven.




piątek, 23 października 2009

Romance - Tower of love (1979)


Pierwszy raz usłyszałem ten numer w secie Toma Savarese.Oryginalnym secie z 1980 roku notabene.Męczyłem go wtedy długo ale potem jakoś kompletnie wypadł z mojej playlisty.

Ostatnio jednak ,przy okazji pisania posta o Patti Brooks,przypomniałem sobie właśnie o tym wynalazku - Kolejnym albumie Simona Soussaina.
Korzystając z dobrodziejstwa internetu oraz mp3,sprawiłem sobie w szybkim tempie cały album,którego jakimś cudem nie miałem.Cóż mogę rzecz o albumie ?No album jest generalnie taki,że "Tower of love" to jedyny numer ,który mam odwagę Wam tu przedstawić.Bo o ile jeden cheesowy numer z piskliwym wokalem, (ale fajnymi smyczkami) jest do zniesienia,to cała taka płyta już nie.Słaba jest i tyle.Kolekcjonersko jak najbardziej,artystycznie już mniej bardziej.

Chociaż produkcyjnie nie jest zła i ma swoje momenty,to wokal odrzuca skutecznie.Co nie zmienia fakt,że "Tower of love" mi się (sam do końca nie wiem czemu) podoba,i dlatego właśnie go wrzuciłem.


Romance - Tower of love (1979)


Disco zwycięży.

P.S Ta płyta wydana w instrumentalu,byłaby jakieś 5 razy lepsza,vide utwór "Glad I met you"

czwartek, 22 października 2009

Pattie Brooks - After Dark (1978)


Dziś klasycznie,hitowo a na dokładkę trochę historii.

Utwór znany pewnie wielu osobom,pojawił się na rożnie ocenianej ścieżce dźwiękowej do filmu "Thank god its friday".Scieżce,która mimo że rewelacyjna nie jest,zawiera parę smaczków.M.in tytułowy utwór w wykonaniu Love and Kisses czy też Marathon - I wanna Dance.No i oczywiście Pattie Brooks.

Pattie nagrała cztery płyty ,nakładem Casablanki.którym nie można nic raczej zarzucić absolutnie.Mix disco,popu,soul i klasycznego balladowe r&b.Nie można nic zarzucić,ale też kamieniami milowymi nie były.Nie będe się wielce rozpisywał o płycie "Our Ms. Brooks" ,z której to właśnie pochodzi "After Dark".Nie będe też robił typowej blogspotowej masówki i wrzucał całej płyty -mocno zainteresowani i tak znajdą.Ciekawszą sprawą,związaną z tym numerem jest osoba producenta - Simona Soussaina.

O Simon Soussainie pisałem już chyba wielokrotnie.Bardzo charakterystyczny producent spod którego ręki wyszły takie rzeczy jak Arpeggio(np.Love and Desire) French Kiss(np.Panic) ,Shalamar,Pattie Brooks właśnie,oraz kilku innych mniej znaczących,dla dokładniejszych informacji polecam discogsa.Producent na tyle płodny,co kontrowersyjny w muzycznym środowisku.Wywodzący się z tradycji northern soulowych,dośc zamożny(prowadził własną firme odzieżową) ,posądzany był często o tzw. ripoff czyli w wolnym ,bardzo swobodnym tłumaczeniu - złodziejstwo muzyczne.Często właśnie z Northern Soulowych mało znanych otworów,o których to Pan Simon miał niesamowitą wiedzę. Niewielu myślę to wie,ale właśnie linie melodyczna i refren "After Dark" Pattie Brooks,Simon miał "ukraść z nagrania Shawna Robinson - My Dear Heart(1968).Ten kawałek możecie odsłuchać tutaj - Shawn Robinson - My Dear Heart.Ustalono niby że to oficjalnie cover,ale raz - mało kto o tym wiedział,a dwa - zarzucono Simonowi pójście na łatwiznę i zrobienie hitu z mało znanego utwóru (co notabene dzisiaj byłoby co najmniej śmieszne bo przecież 90% dzisiejszej ,popularnej "muzyki" to właśnie perfidny sampling/covery/złodziejstwo - jak zwał tak zwał).Jeżeli dobrze poszukacie,tych histori jest wiele.Obraz Simona jako bogatego playboya z tendencją do oszustw i różnych innych machlojek wydaję się nad wyraz ciekawy..Wielokrotnie czytałem też o jego kolekcjach Northern Soulowych 7" ,wartych kilka,kilkanaście tysięcy dolarów,które to często miał z dziwnych i średnio legalnych źródeł(Jest on podobno właścicielem osławionego siedmiocalowego singla Frank Wilson - Do I love you , którego z 3 kopii pozostałych na rynku,jedna została sprzedana za 37 tysięcy dolarów !).Dziś ,rzesza jego przeciwników jest całkiem spora ,a na dodatek ,nikt od wielu lat nie wie, gdzie sam Simon jest.Ile w tym wszystkim prawdy?Sam już nie wiem tego ja.

Mimo to,przez najbliższe kilka postów ,mam zamiar kontynuować dokonania producenckie tego właśnie Pana,i wtedy sami ocenicie czy Wam się ten styl podoba,czy raczej uważacie że stopień cheesu przewyższa Wasze zdolności akceptacji.Na dzień dzisiejszy ,chyba najbardziej znana produkcja Soussaina - Patti Brooks - After Dark.

Pattie Brooks - After Dark (1978)

Disco zwycięży.

P.S Pozdrawiam serdecznie wszystkich ,którzy przebrnęli przez te moje, dość przydługie wypociny.

poniedziałek, 19 października 2009

Yvonne Gage - Garden of Eve (1981)

Kolejna miła rzecz z 1981.Klasyczne boogie bez żadnych wynalazków.Wciąż aktywna na scenie artyska raczej R&B/soul,wydała nakładem Atlanticu ten właśnie singiel.Na stronie B singla ,downtempowy numer Tonight( I wanna love you) ,można sprawdzić,ale raczej klasyczny zamulacz.Poźniejsze rzeczy,to typowe 80's r&b ,tak więc - jak kto lubi.

P.S Ciekawostką jest,że często w internecie,utwór ten ,widnieje pod nazwą GARDEN OF EDEN - co jest oczywisćie błedem.

Yvonne Gage - Garden of Eve (1981)

Disco zwycięży.

wtorek, 8 września 2009

Gayle Adams - Love Fever (1981)


Jakbym się uparł,to mógłbym oprzeć swojego bloga praktycznie wszystko co wychodziło w Prelude.Jest tego mnóstwo i co nowego znajdę = killer.Bez wątpienia ,jeżeli chodzi o lata 1977-1983 ,Prelude jest w Top 3 jeżeli chodzi o moje ulubione wytwórnie,ale chyba już to pisałem.

Przy doborze numerów Gayle Adams,wybór nie jest specjalnie trudny.
Pani nagrała w Preludzie 2
płyty - "Gayle Adams" w 1980 i "Love Fever" w 1981.Z tego co wiem ,później coś tam nagrywała ale lata świetności miała już za sobą.Jakie są te albumy?Trudno powiedzieć.Najlepiej chyba będzie napisać ,że przyzwoite.Szału nie robią,ale posłuchać można i czasem nawet miło.W moim subiektywnym odczuciu,album "Love Fever" ,z którego to właśnie usłyszycie tytułowy utwór (notabene największy jej sukces) jest lepszy niż jej debiut..ale życze Wam obyście mieli okazję ocenić to sami - oczywiście z oryginalnych wydań na Prelude.Lepiej mieć,niż nie mieć.

Gayle Adams - Love Fever (1981)

Disco zwycięży

niedziela, 6 września 2009

Patrice Rushen - Haven't You Heard (1978)


Czasem ciężko wybrać jeden kawałek z obfitej dyskografii artysty.Szczeście w nieszczęściu,w disco zazwyczaj takiego problemu nie ma,bo większość największych bangerów to one-hit-wondery.Ale zawsze pozostaje jakieś 10 % artystów przy których to trzeba się długo zastanawiać bo by wrzucić.A tu mamy nawet artystkę.

Wokalistka,multinstrumentalistka,tekściarka...od najmłodszy lat związana z jazzem,gładko przeszła przez disco ere ,produkując i grająca na większości instrumentów na płycie "Patrice" z 1978 roku ,z której to właśnie pochodzi "Haven't you heard".Warto zatrzymać się przy tej płycie dłużej bo to kawałek dobrego discosoul grania/śpiewania.

Mimo iż chyba najbardziej znanym jej numerem jest "Forget me nots" rozsławiony przez Willa Smitha przy "Man in black",to jest wiele numerów które w wolnym czasie warto wysłuchać ,np.Music of the earth,you remind me ,Didn't you know czy też Where is the love.Na pewno słuchając wszystkich z nich,poznacie nowsze dzieła oparte na tych pięknych samplach..

Co ciekawe,Patricie jest nadal bardzo aktywna,jako Pani profesor,muzyk z np.Waynem Shorterem czy też dyrektor trasy Janet Jackson..Tak więc - krzywdy nie ma.

Patrice Rushen - Haven't You Heard (1978)

Disco zwycięży.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Garçons - French Boy (Part 1) (1979)


Jak już zapewne kiedyś pisałem ,nie pałam wielką miłością do języka francuskiego,a co więcej ,raczej wielką niechęcią.Toteż wszelakie produkcje w tym języku ,wywołują u mnie dreszcze,i to bynajmniej nie są pozytywne dreszcze emocji.Dlatego ,za każdy razem kiedy podoba mi się kawałek w owym języku uznaje to za święto.A że ostatni okres obfituje u mnie w muzyczne niespodzianki i nawał bardzo dziwnych starych rzeczy,tak więc pora na ten wynalazek.

Wpadło mi to w ręce zupełnie przypadkiem.Nieznany mi wcześniej (komuś w ogóle znany ?)pięcioosobowy zespól z Francji,pięciu kolesi,jedna płyta,kilka lat później jeszcze jakiś marny singiel - sytuacja znana w tamtych i naszych czasach bardzo dobrze,onehitwonder to malo powiedziane.Sama płyta "Divorce" z 1979 jest płyta słabą i nie ma co tracić na nią czasu,Numer który usłyszycie poniżej ,jest jego jedyna(choć dyskusyjną) perełką.Zamieściłem wersję płytową,i krótszą bardziej przyswajalnąa ,dla nieprzystosowanego do dziwnych dzwięków ucha 3 minutową.Jeżeli o mnie chodzi to wokalu tutaj mogłoby nie być w ogóle.Ale podejrzewam że wersja instrumentalna nie istnieje,toteż wyjścia specjalnie innego nie ma.Warto przesłuchać jako ciekawostke,jako dowód że jednak oprócz Cerrone,Francja dokładała czasem do disco swoją cześć układanki.Polecam od 1:30 do mniej więcej 2:10 zwłaszcza.

Garçons - French Boy (Part 1)(short version)(1979)
Garçons - French Boy (Part 1)(album version)(1979)

Disco zwycięży.


P.S Jeden z członków Garcons,niejaki Patrick Vidal,jest podobny jakiś wziętym ochach djem obsługującym pokazy mody i inne chałturki..ot taka nic nie znacząca ciekawostka.

piątek, 21 sierpnia 2009

Donna Summer -Now I Need You & Working The Midnight Shift & Queen For A Day (1977)


Jak każdy człowiek ,mam kilka znienawidzonych pytań.Typu: "Jakiej muzyki słuchasz?" "Nagraj mi jakąś muzykę..!" - "Jaką?" "NO JAKĄŚ FAJNĄ!!!",oraz..."Jaki jest Twój ulubiony numer Donny Summer"...To jedno z tych pytań na które nie mam odpowiedzi.Jednak przyparty do muru ,wymieniłbym chyba trzy numery - 2 z nich usłyszycie poniżej,jeden mieliście już okazje słyszeć na moim blogu (Spring affair).

Tylko dlaczego, piszę, że usłyszycie dwa,a wrzucam trzy?No to jest już trochę dłuższa historia.Na początku ,miałem wrzucić tylko Now i need you,bo to chyba mój faworyt.Potem stwierdziłem, że wraz z Working The Midnight Shift tworzą naturalny ciąg muzycznych zdarzeń...Po kilku przesłuchaniach ,zdecydowałem się dodać jeszcze Queen for a day,i to zakończyłoby stronę B ,2płytowej płyty "Once upon a time" wydanej w 1977 roku.Płyty którą ktoś bardzo trafnie określił:

"An all-round good disco LP with some sort of modern-day Cinderella theme."

Ta dwupłytowa muzyczna wybuchowa instrumentalno-wokalna kolaboracja Donny Summer,Giorgio Morodera i Pete'a Bellote ,to moim skromnym zdaniem jedna z lepszych płyt.w dość obfitej(co normalne często w tamtych czasach) dyskografii królowej disco.Oczywiście na miejscu są tutaj argumenty ,że za długa,że kiczowata ,że przaśna...W 2009 roku może.Nie możemy dyskutować jednak o muzyce z tamtego okresu ,poprzez pryzmat naszych teraźniejszych poglądów ,trendów i gustów.Cała magia polega na zrozumieniu i wczuciu się w obecność w 1977 roku ,wtedy ta płyta wyda Wam się cudowna.Swoją droga,ciekawi mnie kiedy ostatnio wydał ktoś 2 płytowy album opowiadający jakaś spójną historie..Chociażby jednopłytowy.Jakieś typy?Może gdybym bardziej zagłębiał się w teraźniejszy przemysł muzyczny ,przyszłoby mi coś na myśl,ale w chwili obecnej - pustka.Nie wiem czy takich płyt się już nie robi ,czy ten koncept upadł, czy też wtedy nawet był fenomenem.Bo z tego co pamiętam, takie płyty nagrywał chociażby Pink Floyd,Budgie i kilka innych grup progresywnego czy też klasycznego rocka.Fenomen epoki czy przypadek?Naprawdę nie wiem.

Zostawiając w tyle te przemyślenia,pozostaje nam się skupić na stronie B ,pierwszej płyty albumu "Once upon a time".Strony na której to właśnie jak chyba nigdzie indziej ,duet Moroder&Bellotte dał sobie upust.Poszedł na całość z elektroniką której,nie oszukujmy się,ale w takiej postaci w muzyce disco można było szukać tylko i wyłącznie w Europie.Ewentualne przypadki producentów zza wielkiej wody są szczątkowe,ale chętnie wysłucham Waszych typów w tej kwestii.Te 3 numery to jedne z wielu (niestety) które chciałbym mieć w wersji instrumentalnej a to raczej średnio możliwe..Całe szczęście szepczące momentami i ekspresyjne wokale Donny nie działają na mnie bynajmniej jak płachta na byka,a wręcz przeciwnie.Nie wyobrażam sobie tutaj absolutnie nikogo innego.Jeżeli chodzi o poniższe 3 numery..W mojej prywatnej klasyfikacji stawiam Now i need you i Working The midnight shift na równi na podium.Queen for a day raczej niżej,bo jest już dośc a nawet bardzo cheesowy..ale jest integralną częscią drugiej strony płyty Donny ,i bez niego ten post nie powinien istnieć.Toteż prezentuję Wam tę trójce.Mam nadzieję że podzielicie moje zdanie i gusta.

Donna Summer -Now I Need You (1977)

Donna Summer - Working The Midnight Shift (1977)

Donna Summer - Queen for a day (1977)

Disco zwycięży.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Gregg Diamond & Bionic Boogie - Tiger Tiger (Feel Good For A While) (1979)


Dawno nie pisałem,wiem.Kupiłem za to dużo płyt,dużo tez mi niestety przeszło koło nosa,miejmy nadzieję że wpadły w dobre ręce.Z mniej miłych rzeczy - padł mi wzmacniacz,nie wiem - NIE DZIAŁA.I jakoś od dluzszego czasu nie moge sie zabrac do zaniesienia go do jakiegos magik,a co za tym idzie ,egzystuje ostatnimi czasy na słuchawkach i bez gramofonu.A co za tym idzie dalej,30 płyt stoi i sie kurzy jeszcze nie przesłuchanych.Fajnie?Średnio,ale co robić ,życie.Dobrze że moge skorzystać chwilowo z dobrodziejstwa mp3,i to pewnie przez parę najbliższych postów.No chyba że udam się ze wzmaczniaczem we właściwym kierunku w najbliższym czasie,ale znając mnie - wątpie.

Do rzeczy.Zarówno Gregg Diamond w solowych projektach jak i Bionic Boogie pojawiali się już kilkukrotnie w moim blogu.Czasem jako osobny post a czasem w składance.Trudno się dziwić,bo świętej pamięci (zm.1999 rok) Gregg to jedna z bardziej płodnych i utalentowanych osób w tym biznesie.Zaczynając od Hot Butterfly(który w sumie nie jest numerem wybitnym,ale osiągnął spory sukces) przez własnie Bionic Boogie (chyba mój faworyt w tej wymieniance) a kończąc na jego największym sukcesie czyli napisaniu More,more,more dla Andrea True Connection.Jak wielu producentów/teksciarzy z tamtej epoki,jest dość rozpoznawalny (vide Jacques Fred Petrus czy duo Rinder&Lewis) co akurat jest bardzo dużym plusem,bo większość numerów jest po prostu dobra,i tyle.

Prezentowany poniżej Tiger Tiger,pochodzi z płyty o tym samym tytule wydanej w 1979 roku.Płyta dośc sympatyczna chociaż raczej nierówna i mało hitowa.Tiger Tiger to zdecydowanie najlepszy numer na płycie,dlatego nie będe zaśmiecał Waszych dysków resztą.Nawiąże tutaj do próśb o wrzucanie całych płyt - Jak już kiedyś pisałem ,CAŁYCH dobrych płyt disco tyle co kot napłakał.I często,bardzo często jedyne numery które da się słuchać to single..reszta jest po prostu bardzo średnia.Dlatego właśnie nie mam zamiaru robić masówki ,selekcja jest tutaj jak najbardziej potrzebna.Z własnego doświadczenia wiem ,że takie całe pościągane na potęge płyty zalegają tylko potem gdzieś w otchłani dysków twardych ,często nawet nie przesłuchane od początku do końca.Taka jest moja koncepcja,a jak wiadomo ,od koncepcji jestem tutaj ja.Trochę się rozpisałem,zatem dosyć już tego i zapraszam do odsłuchu.


Gregg Diamond & Bionic Boogie - Tiger Tiger (Feel Good For A While) (1979)

Disco zwycięży.

sobota, 13 czerwca 2009

Bill Brandon - We fell in love while dancing (1977)


Kiedy pierwszy raz usłyszałem "We fell in love while dancing" ,pierwsze co przyszło mi na myśl to "The more i get the more i want" w wykonaniu Lorraine Johnson(do posłuchania troche postów wstecz).I w sumie nie zdziwiłem się kiedy okazało się że nie dosyć iż to dzieło duetu Dillard&Boyce (Wielokrotnie tutaj wspominanych - Frisky, Constellation Orchestra,Saturday Night Band) to na dodatek wydane na jednym singlu w 1977 roku.

Poza wydaniem na 12tce,utwór znalazł się na na jedynej płycie Billa Brandona,której okładke widzicie powyżej ,czyli "Bill Brandon" z 1977 roku.
O samym Billu powiedzieć wiele nie można,jeden z wielu soulowych artystów ,spiewających raczej w chórkach czy jako drugie głosy.Typowy przykład one-hit-wondera.Co ciekawe,płyta mimo tego że raczej średnio znana,doczekała się w 2005 roku reedycji..w Japonii(gdyby wszędzie płyty były tak wydawane jak w Japonii,świat byłby zdecydowanie lepszy)

Miły ,wpadający w ucho i na pewno nie męczący numer,warto dodać do playlisty.

Bill Brandon - We fell in love while dancing (1977)

Disco zwycięży.

piątek, 22 maja 2009

Black Ivory - Mainline (1979)


Są takie utwory ,które zarówno teraźniejsi. jak i Ci dj'e z "epoki" upodobali sobie szczególnie.Każdy kto posłuchał trochę disco mixów ,zarówno tych nowszych jak i z lat 70tych i nawet 80tych,zna imprezowe wszędobylskie szlagiery.I nie da się ukryć .że w wielu z tych szlagierów,maczał palce Leroy Burgess.Człowiek orkiestra ,o którym miałem okazje pisać na tym blogu chyba niejednokrotnie.Nie będe się powtarzał,toteż więcej o Leroyu przeczytacie np.tutaj

http://en.wikipedia.org/wiki/Leroy_Burgess

Black Ivory ,to tak naprawdę jednak nie typowa grupa disco,a grupa soulowo r&b której udało się zaliczyć pare hitów w disco erze.Jednak na tych paru hitach ich disco kariera się zakończyła,nie dali rady gładko przejść z soulowych przyśpiewek do bardziej tanecznych rytmów..co do dziś mnie dziwi.Zostawili nam jednak Mainline.


Świetny,pochodzący z niezłej płyt Hangin' Heavy ,bardzo klasyczny numer który to Burgess razem z Patrickiem Adamsem stworzył zaraz przed zakończeniem współpracy z Black Ivory.Wielokrotnie samplowany(np.Phunky Data - Hard night) zarówno muzycznie jak i tekstowo,bo słowa "nothing is the same.." pojawiają się bardzo często.
Jeden z tych numerów które nigdy się nie nudzą i zawsze porywają do tańca.Przed Wami,Black Ivory - Mainline.

Black Ivory - Mainline (1979)

Disco zwycięży.

poniedziałek, 18 maja 2009

Karen Young - Deetour (1982)


Bycie one-hit-wonderowym artystą ma swoje plusy i minusy.Z jednej strony,mogą mówić. że co to za artysta który nagrywa jeden hitowy numer i koniec.Z drugiej jednak strony ,lepiej czasem nagrać jeden a dobry,niż przez kolejne 10,20,30 lat odcinać kupony na gównie.Tak więc,trzeba przejść z ilości w jakość,i to jakość ze znakiem Q.I chodzi jeszcze o t.o żeby te plusy nie przesłoniły Wam minusów..

Ta przesycona cytatami dygresyjka. jest krótkim wstępem do przedstawienia Wam numeru artystki,która jest właśnie uważana za jedną z takich one-hit-wonderówek.Niby słusznie,bo jej Hot Shot z 1978 znają prawie wszyscy - i na tym byśmy zakończyli.

I w sumie kto by przypuszczał. że w 1982 Karen wyda takie coś?Nikt.Przyznam. że nigdy chyba nawet sam nie interesowałem się jej dyskografią,Hot Shot średnio kocham ,toteż nie drążyłem.Ale potęga internetu jest wielka i dotarłem kiedyś do tego...Deetour jest jednym z moich ulubionych synthpopowo boogie podobnych numerów z 1982,a może nawet z całych lat 80tych.Niby trwa ponad 7 minut ,ale za każdym razem słucham go od początku do końca,nawet po kilka razy(co generalnie zdarza mi się bardzo rzadko).I do tańca i do auta i w ogóle bardzo DO.Mam nadzieję ,że od tego momentu świętej pamięci Karen Young (1951-1991) będziecie kojarzyć nie tylko z Hot Shot.A nawet mam nadzieję że bardziej z tego.


Karen Young - Deetour (1982)

Disco zwycięży.